PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Rusza Etiuda&Anima

Paulina Filipiec
Rekomendacje Paulina Filipiec

— Historię, która jest głęboka, kompletna, poruszająca i zostaje z nami na długo można opowiedzieć też w pięć minut — komentują przedstawiciele festiwalu Etiuda&Anima, który rozpocznie się już w poniedziałek 26 października. O sile krótkiego metrażu, filmach tworzonych z włosów oraz współczesnych tematach w animacji.

Paulina Filipiec: Podczas festiwalu będzie można zobaczyć filmy krótkometrażowe. Czy w obliczu rosnących trudności z koncentracją staną się konkurencją dla pełnego metrażu?

Natalia Kulik, PR manager festiwalu: Powieści nie konkurują z opowiadaniami. Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli rywalizować z pełnymi metrażami. To są dwa osobne założenia twórcze. Każda z tych form znajduje swoich miłośników. 

Mateusz Solarz, przedstawiciel komisji selekcyjnej konkursu Anima: Moje serce lgnie do krótkiego metrażu. W ramach naszego festiwalu można się przekonać, że historię, która jest głęboka, kompletna, poruszająca i zostaje z nami na długo, można opowiedzieć też w pięć, siedem czy trzynaście minut. Oglądanie krótkich metraży jest ekonomiczne, bo można przeżyć mnóstwo, nie „tracąc” dwóch godzin. Jednocześnie krótki metraż wymaga większego skupienia. Nie ma rozbiegu, często nie ma nawet dialogów, więc trzeba być skoncentrowanym przez cały czas. Pamiętam pokazy, podczas których widownia nieruchomiała, bo filmy robiły na nich tak duże wrażenie.

Wielu uważa, że filmy animowane są tylko dla dzieci.

M: Filmy dla dzieci są tylko częścią produkcji animowanej. Animacja daje szansę wymyślenia całego uniwersum. Kiedy robimy film aktorski, mamy już pewien świat: wiemy np. ile kończyn mają bohaterowie, znamy mniej więcej obowiązujące w tym świecie zasady. Film animowany można zdefiniować od samego początku. To daje niesamowite możliwości wykreowania czegoś, czego jeszcze nie widzieliśmy. Bohaterowie mogą poruszać się tak, jak chcą, a nie tak, jak determinuje ich fizyka.

W tym roku mamy przykłady filmów, które zachwycają techniką. Jest film z Iranu, który reżyserka stworzyła ze swoich włosów. Jest też film o relacjach, oparty na pomyśle, że kiedy bliska relacja się kończy, jej uczestnicy wymieniają się częściami ciała. Dają sobie rękę, palec czy ucho, a później chodzą pozszywani z różnych części, które zostawiły w nich poprzednie relacje. Najczęściej to właśnie studenci podchodzą do tematów w tak oryginalny sposób.

Czy widać zmiany w tematyce podejmowanej przez twórców?

M: Dociera do nas dużo filmów realizowanych przez młodych, które odnoszą się do aktualnych wydarzeń. Kilka lat temu pojawiały się filmy pandemiczne, teraz mamy produkcje o konfliktach zbrojnych. Zarówno tych, które toczą się obecnie, jak i tych z przeszłości. Twórcy odnajdują między nimi paralele. Oczywiście niezmiennie interesują ich też relacje międzyludzkie.

Jakiś czas temu zaczęli się nudzić światem komputerowym. Pojawiają się animacje tworzone na komputerze, ale w taki sposób, żeby nie wyglądały na komputerowe. Mamy japoński film, w którym twórca stworzył komputerowo świat i lokacje, a następnie je wydrukował. Dopiero później rysował, stemplował i dodawał postaci oraz pozostałe elementy za pomocą technik analogowych.

Czy jest jakiś film, który szczególnie zapadł wam w pamięć?

N: „Królik i jeleń” Pétera Vácza z 2012 roku zrobił na mnie ogromne wrażenie. Na początku wydaje się, że to prosta animacja o przyjaźni, ale to film eksperymentalny, który  w pomysłowy sposób miesza ze sobą dwu i trójwymiarowy świat. Pozornie prosta historia zmienia się w metafizyczne rozważania. Vácz pokazał mi, że planowanie animacji wymaga niesamowitego skupienia. Trzeba uchwycić pewien koncept tak, żeby był wiarygodny, angażował i zmuszał do myślenia.

W tym roku twórca tego filmu będzie u nas na festiwalu. Jest członkiem jury, poprowadzi także swój autorski pokaz, w ramach którego widzowie zobaczą m.in. właśnie “Królika i jelenia”.

Jeśli chodzi o filmy studenckie, wrażenie zrobiła na mnie „Rodzinna niedziela” Gerarda del Razo, która wygrała konkurs Etiuda w zeszłym roku. Film pokazuje brutalność życia w Meksyku, gdzie lokalna społeczność jest zastraszana przez kryminalistów. Mieszkańcy osiedla są zbiorowym bohaterem, narratorem budynek mieszkalny a kamera w jednym ujęciu uchwyca kilka dramatycznych chwil rozgrywających się w niedzielne popołudnie. Pamiętam, że nie mogłam oderwać się od tej produkcji.

Niestety, organizując festiwal, robimy mnóstwo rzeczy obok. Nie mamy dużo czasu na oglądanie filmów. [śmiech]

Skąd wziął się pomysł na festiwal Etiuda&Anima?

M: Pierwsza edycja odbyła się w 1994 roku. Nieżyjący już dr Bogusław Zmudziński, który był zaangażowany w różne wydarzenia filmowe, zauważył, że filmy studenckie trafiające na międzynarodowe festiwale reprezentują bardzo wysoki poziom. Mimo to przegrywają z profesjonalnymi produkcjami, bo mają mniejsze budżety i nie są traktowane poważnie. Uznał, że zasługują na osobną imprezę.

Festiwal ewoluował, pojawiały się dodatkowe pokazy pozakonkursowe, aż w 2005 roku rozdzieliliśmy konkurs na Etiudę i Animę. Etiuda to konkurs poświęcony studenckim filmom fabularnym, a także dokumentalnym, a Anima obejmuje filmy animowane z całego świata, w tym również produkcje profesjonalne i niezależne. Studenci konkurują więc z profesjonalistami.

Zawsze jedną trzecią, a niekiedy nawet połowę prezentowanych filmów stanowią produkcje studenckie. Niejednokrotnie wygrywają one rywalizację z filmami profesjonalnymi.

Dlaczego właśnie etiuda i anima?

N: Kiedy festiwal powstawał, w Polsce niewiele działo się w temacie animacji. Były lata 90. Dr Bogusław Zmudziński widział, że krótkie metraże nie mają odpowiednich platform prezentacji, a widzom brakuje animacji, więc postanowił to zmienić.

Czego szukacie w filmach zgłaszanych do konkursu?

M: Przede wszystkim jakości. W tym roku mieliśmy ponad tysiąc zgłoszeń tylko do konkursu Anima, a etiud było około 1700. Z tysiąca filmów do konkursu animowanego trafia 40–50 produkcji. Po drugie, oryginalności. Nie chcemy czuć, że widzimy tę historię albo tę kreskę po raz tysięczny. Chcemy zobaczyć, na czym polega animacja dziś. Po trzecie, liczy się temat. Opowiadanie o bolączkach współczesnego świata za pomocą prostej kreski czy kolorowej plastyki użytej w filmach o tematyce wojennej czy o trudnościach w relacjach międzyludzkich, potrafi działać na widzów bardzo mocno.

N: Chodzi też o pokazanie różnych form artystycznych i skonfrontowanie z niewygodnymi tematami. Sztuka podlega komercjalizacji, a idea festiwalu polega również na tym, żeby się temu sprzeciwić. Chcemy pokazywać kino niekomercyjne, walczyć ze stereotypami zarówno tymi dotyczącymi tematów podejmowanych przez artystów, jak samych filmów.

Czym festiwal jest dziś, poza pokazami filmowymi?

N: Oferujemy nie tylko projekcje konkursowe, ale też masterclassy, warsztaty, pokazy specjalne i wydarzenia dla dzieci. Nasi artyści będą również tworzyć rysunki-autografy na życzenie gości.

M: Ten festiwal to przede wszystkim okazja do spotkania ludzi. Szczególnie w animacji, gdzie twórcy zamknięci w ciemnych pokojach często pracują samotnie nad kilkuminutowym filmem przez kilkanaście miesięcy. Naprawdę niezwykle cieszą się, kiedy mogą wyjść do ludzi i spotkać się z publicznością.