PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Subiektywnie

Requiem dla chirurgii

Mieczysław Czuma
Subiektywnie Mieczysław Czuma

Smocze jajo.

Chirurdzy, absolutna arystokracja całej medycyny, na naszych oczach ustępują miejsca na najwyższym podium epidemiologom, którym to przyjdzie przejąć rolę naszych wybawców. Bo mogą nadejść czasy, kiedy nie będzie już kogo operować. Pacjentów ocalić mogą tylko znawcy mikrobów oraz wszelakich innych drobnoustrojów. Ale po kolei.

Odkąd ludzkość wygnana została z raju, ruszyły na nią całe legiony bakterii, wirusów i rozmaite inne paskudztwo. Pomocy szukano u szamanów, znachorów, czarowników. Prawdziwie uczonymi medykami, i to takimi od wszystkiego, najczęściej bywali mnisi. Ale na soborze laterańskim (rok 1215) przyjęte zostało postanowienie, że krew nie może plamić szat duchownego. Musiał więc powstać nowy, świecki zawód pomocników tych prawdziwych lekarzy.

Tak narodziła się pogardzana przez dawnych doktorów profesja cyrulików, zwanych też chirurgami (greckie cheirourgós – „robiący ręką”). Do nich należały niegodne uczonych mężów zabiegi, takie jak rwanie zębów, puszczanie krwi, leczenie ran, nastawianie złamanych kości. Całe to rzemiosło wykonywali praktykujący po golarniach i łaźniach prości balwierze i łaziebnicy. Owszem, trafiali się pośród tej rzeszy oszuści i partacze, ale nie u nas.

W Krakowie nigdy nie brakowało mistrzów noża i skalpela. Wezwany na Wawel medyk kapituły warszawskiej (ale po studiach w Krakowie!) Wojciech Oczko jako jeden z pierwszych na świecie wykonuje operację plastyczną nosa u jednej z dam dworu Zygmunta Augusta. U dotkniętej chorobą weneryczną pacjentki likwiduje typowe dla tej przypadłości zapadlisko w górnej części organu powonienia za pomocą nałożonego w to miejsce płatu skóry przeniesionego z ramienia. I dalej – służący w oddziałach Stefana Batorego niejaki Kacper Bendoński, swojak z podgórskich Krzemionek, nabiera takiej biegłości w wykonywaniu amputacji nóg, że zabieg odcięcia kończyny z podwiązaniem naczyń wykonuje w czasie ośmiu zdrowasiek, to jest około trzech minut.

Wielu z XIX-wiecznych lokatorów ulicy Kopernika to najprawdziwsze gwiazdy i to największego formatu. Jan Mikulicz-Radecki jako pierwszy na świecie zszywa przedziurawione jelito w ostrym zapaleniu otrzewnej. Szokuje swoim zachowaniem – operuje w jedwabnych rękawiczkach, wykonuje zabiegi w płóciennej czapeczce i gazowej masce na ustach. Ludwik Rydygier jako pierwszy na świecie usuwa kamienie z pęcherza moczowego cięciem przez otrzewną, drugi na świecie (po paryskim Jules’ie Péan) operuje raka żołądka. Obdarzony bujnym zarostem po wsze czasy narazi się kobietom, bo obstawał będzie przy zdaniu, że dama nie może być chirurgiem. A to dlatego, że nie ma brody.

Aby tę wyliczankę okrasić anegdotą, przywołam jeszcze postać profesora Jana Glatzela, absolutnego fenomena krakowskiej chirurgii. Jego niebywała maestria sprawiła, że w Europie nazywano go „il diavolo” – diabłem. Jest osobistym lekarzem prezydenta Ignacego Mościckiego, ma własnego szofera, jeździ amerykańskim samochodem marki Buick, a do jego gabinetu ustawiają się niekończące się kolejki. Jako człowiek niebywale zamożny zostaje dla okupu porwany (17 maja 1931 roku). Żona profesora dostarcza w umówione miejsce gigantyczną sumę miliona złotych! Sensacja jest zbyt wielka, aby nie postawić na nogi policji. Porywacz zostaje pojmany, lecz w czasie akcji, niesprawny w posługiwaniu się bronią, sam siebie ciężko rani. Glatzel operuje go natychmiast i ratuje mu życie.

Ale oto nastała pora, kiedy trzeba ogłosić requiem dla tej arystokratki sztuk medycznych. To, co dzieje się teraz dookoła, budzi obawy, że czekają nas czasy, kiedy nie będzie już kogo operować. Dlatego na tym najwyższym podium stawiam – tak, tak – właśnie epidemiologów. W nich nadzieja. A całe to gadanie dedykuję tym wszystkim, którzy nie ustają w walce z tą grupą wkraczających na scenę medyków albo z urzędu odrzucają racje tych specjalistów.

W średniowieczu, kiedy nie znano jeszcze dobrodziejstw Narodowego Funduszu Zdrowia, uciekano się pod opiekę świętych. Dotknięci padaczką prosili o pomoc św. Wita, naznaczeni świerzbem czy półpaścem wznosili modły do św. Wawrzyńca, wściekliznę zażegnywał św. Hubert, przy zapaleniu opon mózgowych niezawodny był św. Klaudiusz i tak dalej. Każdy z wyniesionych na ołtarze przypisaną miał jakąś specjalizację, niektórzy nawet po kilka.

Wszystkich walczących z epidemiami pytam: kto jest waszym patronem? Kto to taki, co odstrasza covida? Pilnie chcę wiedzieć – będę zabiegał o jego względy.

Ilustracja: wikipedia

Tekst ukazał się w numerze 3/2022, a najnowsze numery magazynu znajdziesz TUTAJ.