Subiektywnie
Przedmioty i opowieści
Z GABINETU GROZY PROFESORA ZGROZY
Ojciec z synem grają w szachy. Ojciec przegrywa, ponieważ nie może się skupić. Jego głowa zajęta jest myślami o gościu, który zapowiedział się na dzisiejszy wieczór i obiecał dokończyć historię pewnego dziwnego przedmiotu. Matka pociesza go, żeby się nie przejmował, następnym razem z pewnością wygra, ojciec jednak tylko prycha z irytacją, po czym głośno psioczy na odludzie, gdzie przyszło im mieszkać. Jest rozdrażniony, napięty, rozluźnia się dopiero z chwilą pojawienia się wyczekiwanego gościa. Major Morris jest dawnym znajomym gospodarza, a ponieważ właśnie wrócił z Indii, rodzina White’ów z ciekawością wysłuchuje jego opowieści, zwłaszcza o owym dziwnym przedmiocie.
To początek opowiadania Williama W. Jacobsa Małpia łapka z roku 1902, klasyka opowieści grozy, zbudowanego według najlepszych reguł gatunku. Przywieziona z Indii zasuszona łapa małpy została zaczarowana przez fakira i może spełnić trzy życzenia trzem kolejnym właścicielom. Pierwszy z nich w swoim ostatnim życzeniu prosił o śmierć, drugim jest właśnie major Morris, który również swój limit życzeń wyczerpał. Z ponurą miną oświadcza, że spełnianiu życzeń towarzyszą okropne i nieprzewidywalne konsekwencje, po czym teatralnie wrzuca małpią łapkę do płonącego kominka. Pan White oczywiście skwapliwie ją stamtąd wyjmuje i po wyjściu gościa – nie bacząc na kpiny żony i syna – wypowiada swoje pierwsze życzenie: chce mieć dwieście funtów.

Akcja rusza z miejsca. Następnego dnia państwa White odwiedza wysłannik firmy z informacją, że ich syn zginął wciągnięty przez maszynę. W ramach rekompensaty rodzice otrzymują dwieście funtów odszkodowania. Po początkowym szoku dochodzą oboje do wniosku, że przepowiednia się sprawdziła, czar działa, więc po tygodniu żałoby zrozpaczona matka zmusza męża do wypowiedzenia drugiego życzenia: aby syn ożył. W okropną noc, do wtóru wyjącego wiatru, najpierw nie dzieje się nic, a potem rozlega się stukanie do drzwi. Oszalała z podniecenia matka szarpie się z zasuwą, wzywa na pomoc męża, ten jednak zachowuje na tyle przytomności umysłu, że unosi małpią łapkę i wypowiada trzecie, ostatnie życzenie. Odgłosy na zewnątrz milkną i kiedy kobiecie udaje się wreszcie otworzyć drzwi, na dworze nie ma nikogo. „Latarnia uliczna naprzeciwko oświetlała cichą i opustoszałą drogę”.
Opowiadanie jest na tyle sugestywne, że kiedy wśród osób studiujących twórcze pisanie robiłem ankietę – stał za drzwiami ożywiony syn czy nie stał – większość odpowiadała twierdząco. Sytuacja była absolutnie nieprawdopodobna. Cała intryga sprowadzała się do odpowiednio spreparowanej opowieści i wygenerowanego za jej pomocą napięcia oraz pobudzenia czytelniczej wyobraźni, a jednak zwykle racjonalni i sceptyczni wobec horroru młodzi ludzie dawali się nabrać. Dobrze skrojona historia ma swoją wewnętrzną logikę, niezależną od naszych zdrowych rozsądków, a nawet od doświadczenia. Sugestia działa, choćbyśmy nie chcieli.
Opowiadanie wyraźnie dzieli się na dwie części. W pierwszej major Morris swoją opowieścią przygotowuje słuchaczy do późniejszych wydarzeń, a raczej do odpowiednich reakcji na wydarzenia, w drugiej już tylko dzieje się to, co musi się dziać. Właśnie na tym polega świetnie zbudowana groza w tym opowiadaniu. Powstały z grobu upiór wraca do domu i stuka do drzwi, ponieważ do tego nas przygotowały słowa majora i towarzysząca im teatralizacja. Do brzydkiego kawałka zwierzęcego ciała dołączył ekscytującą opowieść i kazał jej działać. Zastanawianie się, ile jest prawdy w tej historii, jak to robią państwo White, nie ma sensu. Ona i tak zadziała, bez względu na werdykt co do jej prawdziwości. Nie chodzi o to, czy opowieść jest prawdziwa czy nie, ale o to, jak zręcznie została dołączona do przedmiotu. Sczepiona z nim generuje grozę, wobec której jesteśmy bezradni. Major Morris nie tylko opowiada sugestywną historię, ale również wykłada nam teorię budowania grozy w literaturze.
Przypuszczam, że każdy z nas ma takie przedmioty z dołączonymi do nich opowieściami. U mnie jest to okrągły kawałek huby, pół wieku temu oderwanej w pewnym mrocznym miejscu przez mojego przyjaciela. Dał mi ją ze słowami: „Trzymaj, na pamiątkę po mnie”. Wkrótce potem rozstaliśmy się i do dzisiaj go nie widziałem. Nie wiem, gdzie jest i co robi, czy w ogóle żyje. Nie szukam go. Ważę w dłoni zaschniętą hubę i myślę o zamkniętej w niej historii, z jakichś powodów przeczuwając, że jest straszna. Dlatego jej nie opowiadam.
