PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Po krakosku

Przedmieście Wesoła

Krzysztof Jakubowski
Po krakosku Krzysztof Jakubowski

Dziś odbywają się tu wystawy sztuki i warsztaty, działa New Media Art Center. A mimo to wciąż pusto. A co tu było wcześniej?

W październiku 2019 roku doszło do ostatecznego sfinalizowania długo oczekiwanej, bardzo poważnej transakcji. Umowa podpisana przez władze Krakowa i Szpital Uniwersytecki dotyczyła terenów zielonych i budynków poszpitalnych, położonych po wschodniej części ul. Kopernika, o powierzchni ponad 9 ha. Umowa opiewała na ponad 283 mln zł, płatnych w 10 ratach w rozłożonych do 2028 roku. Wśród stojących tam 17 zabytkowych obiektów był też barokowy kościół św. Łazarza wyceniony na 24 mln zł. Zarząd nad zakupionymi terenami powierzono Agencji Rozwoju Miasta Krakowa (a tu niedawne wieści o funduszach europejskich – red.).

Niemal natychmiast rozgorzała dyskusja jak zagospodarować tę ogromną i atrakcyjną, bo świetnie przecież położoną przestrzeń miejską. Przeważały niezbyt odkrywcze pomysły, bez konkretnych wskazań. Lokalni parlamentarzyści proponowali na przykład postawić tam na funkcję kulturowo-rekreacyjną, przyjazną działaniom społecznym i mieszkańcom. Z kolei patronujący transakcji ówczesny prezydent miasta Jacek Majchrowski, zapowiedział że powstanie tam ekskluzywny – cokolwiek miało by to znaczyć – park.

Ustalono natomiast, co ważne, by nie inwestować kosztem zieleni i nie sprzedawać zabytkowych budynków. Mimo upływu sześciu lat, konkretów jest ciągle niewiele, dyskusje ciągle trwają, a czas utracony przez pandemię jest tu tylko skromnym wytłumaczeniem. Póki co warto może przyjrzeć się jak toczyła się historia przedmieścia nazwanego Wesołą.

„Miejsce dla konserwy zdrowia”

Przedmieście położone na wschód od murów miejskich nazywano od połowy XVII wieku – Wesoła. Swego rodzaju osią wokół której odbywał się – raczej ograniczony – ruch osadniczy na tym przedmieściu był średniowieczny trakt handlowy prowadzący w kierunku nieodległych Mogiły i Igołomi, a następnie Wiślicy i Lublina, aż na Ruś. Trakt ten miał początek tuż za Bramą Mikołajską, dalej biegł poprzez osadę obok kościoła św. Mikołaja. Odpowiada mu przebieg dzisiejszej ul Kopernika, zwanej potocznie jeszcze w latach 80. XIX wieku – Wesołą. W drugiej połowie XVII wieku wytyczono drugi trakt biegnący w tym samym kierunku, wzdłuż obecnej ul. Lubicz. Nie miał on jednak wielkiego znaczenia, bo długo pozostawał nieutwardzony. Naprawiono to dopiero w czasach Wolnego Miasta Krakowa, w latach 30. XIX wieku.

Charakterystycznym jest, że Wesoła już od czasów średniowiecznych miała opinię najdogodniejszego miejsca dla lokowania ogrodów i posiadłości rezydencjonalnych. „Przy całym Krakowie miejsca piękniejszego nie masz, jak to jedno miejsce i dla samej konserwy zdrowia, drugie zaś przy kapucynach” – zachwalał Wesołą u progu XVIII wieku właściciel jednej z tamtejszych posiadłości.

Przemiany obyczajowe jakie niosła epoka oświecenia sprawiły, że coraz większą popularność zyskiwały ogrody publiczne o charakterze spacerowo-wypoczynkowym. Zakładano je zazwyczaj na terenach miejskich, ale raczej na peryferiach, przy głównych traktach wjazdowych. Nie inaczej było w Krakowie. Tu jednak istotną rolę – szczególnie w życiu towarzyskim miasta – zaczęły odgrywać tzw. ogrody rozrywkowe, powstające już w ostatnich latach XVIII wieku. Pierwszym był założony po 1796roku – zapewne nieprzypadkowo na Wesołej – ogród Jana Kantego Krzyżanowskiego.

Ogrody i „przechadzki”

Ogród Krzyżanowskiego zajmował tereny w okolicach dzisiejszych ulic Zamenhofa i Skłodowskiej-Curie. Od strony zachodniej sięgał murów miejskich, a od wschodu wykraczał znacznie poza linię obecnej ul. Radziwiłłowskiej. W stojących tam letnich domkach licznie i w miarę demokratycznie zgromadzona publiczność spotykała się przy kawie i lodach, na długo przed powstaniem pierwszych kawiarń z prawdziwego zdarzenia. Wyobrażenie o ogrodzie dają wyimki z pamiętników oraz krakowskiej prasy tamtych lat. W tygodniku „Telegraf” (1821) pojawiła się na przykład taka oto informacja:

„Ogród Krzyżanowskiego w dniu środowym, czwartkowym i piątkowym był napełniony pięknym i facyendującym światem. Z jednej strony toczyły się układy o pożyczki pieniężne, zastawy, dzierżawy, sprzedaże, z drugiej miłosne wejrzenia, westchnienia, konessanse…odbywały się bez przeszkody.” Potwierdza to w równie barwnej relacji pamiętnik Heleny z Mieroszewskich Darowskiej z lat 1836-1837:

„W czasie zjazdu świętojańskiego zapełniało ten ogród całe towarzystwo, jakby duży salon. Tam układały się interesa, tam często mariaże, a przy tym bawiono się bardzo dobrze w tym zwartym kole. Były tam kwatery z jarzynami, małe drzewka, ławeczki, altanki, a u wejścia kilkanaście drzew większych…Tualety były strojne, bo każdy powozem przyjeżdżał. Tam się robiły konkiety i intryżki… Inny świadek epoki wspomniany Kazimierz Girtler porusza inny wątek: „Krzyżanowski sprzedawał doniczki z pięknymi kwiatami, miewał słynne lewkonie, goździki, róże, tulipany. Najcudniejsze bukiety – po bukietach Ogrodu Botanicznego – od niego wychodziły. Starał się o porządek i niewielki ten ogród odróżniał się doborem przedmiotów i chędogą postacią.”

Wśród kilku pozostałych ogrodów rozrywkowych, szczególnie chętnie odwiedzane były dwa inne, położone również na Wesołej. Bardzo popularny był ogród z piwiarnią u zbiegu dzisiejszych ulic Kopernika i Radziwiłłowskiej, prowadzony przez Aleksandra Bylickiego, a po jego śmierci przez wdowę Joannę i stąd zwany popularnie ogrodem „U Aleksandrowej”. Po przybyciu do Krakowa, zachodził tam podobno niemal codziennie na kwaśną śmietanę, mieszkający wtedy w sąsiedztwie, generał Józef Chłopicki. Naprzeciw, obok kościoła św. Mikołaja, rozciągał się konkurencyjny ogród Baumana, skąd można było podziwiać otwarty (!) widok na Wawel.

Ambroży Grabowski wspomina też o położonym nieopodal ogrodzie hr. Eugeniusza Dzieduszyckiego znanego kolekcjonera dzieł sztuki, założonym w latach 40. XIX wieku na terenach pomiędzy szpitalem św. Łazarza, a Ogrodem Botanicznym – nazywając go nawet królem krakowskich ogrodów. „Ma wspaniałe i ogromne drzewa, obszerne stawy, klomby, gazony, przestrzeń ma wielką i wzorowo jest uporządkowany.”Po śmierci Dzieduszyckiego (1857) ogród należał do spowinowaconych rodzin Zakaszewskich i Potockich, a później zajęty został pod budowę licznie powstających – zwłaszcza pod koniec XIX wieku – lokowanych w sąsiedztwie ul. Kopernika, szpitali i klinik.

Ekspansja miasta

Ogrody na Wesołej po raz pierwszy straciły mocno na znaczeniu po otwarciu Plant. Później do spadku ich popularności przyczyniło się znacząco sąsiedztwo kolei. To właśnie decyzja o budowie linii kolei żelaznej od strony Mysłowic oraz dworca (1844-1847) nieodwracalnie zmieniła sielskie krajobrazy Wesołej. Wkrótce (1854), rozpoczęto prace nad przedłużeniem linii w kierunku Bochni.

Nasyp kolei poprowadzony od dworca wypiętrzał się stopniowo, również za sprawą konfiguracji terenu, naturalnie opadającego ku Wiśle. Na gruncie zwanym „Prałackie” (obok kościoła św. Mikołaja) jego wysokość sięgała już 4 m. Warto przypomnieć, że posadowiony tam – niezachowany w pierwotnej postaci – wiadukt (1855), był pierwszym skrzyżowaniem dwupoziomowym. Kolejną poważną przeszkodą była Wisła i niezbędnym było przerzucenie przepraw zarówno nad ciągle istniejącym starym, jak i nowym korytem. Oto jak wspominał to przedsięwzięcie świadek wydarzeń Kazimierz Girtler:

„W Krakowie Austriacy most budują przez Wisłę pod kolej żelazną, ale tylko prowizoryczny. Cierpnę na wspomnienie, jakich używają do tego palów: nie dość sosnowych, ale nawet jodłowych. Powiadają, że to będzie mocno. Czy tylko Wisła przystanie na to? A wysoko, aż okropno patrzeć. Skoro to kiedy runie, to wielkie stanie się nieszczęście. Nie może być dokładności w tej robocie. Kafary biją na wszystkie strony, a nie widać rozumnego dozoru, ino spekulacyjny (…), byleby przedsiębiorca wziął pieniądze”.

Mimo wątpliwości kronikarza mosty wkrótce były gotowe. Obydwa w całości drewniane, o konstrukcji zwanej „amerykańską”, oparte na palach stabilizowanych krzyżującymi się balami. Mosty takie zobaczyć można już tylko w starych westernach. Po kilkunastu miesiącach prac prowadzonych w niebywałym tempie, połączenie z Bochnią oddano do użytku 20 lutego 1856 roku. Tak oto nadeszła nieuchronnie nowa epoka, a wraz z nią nieodwracalne zmiany w pejzażu okolicy wzdłuż nowego szlaku, rozdzielonej odtąd nasypem z dwiema parami szyn.

Czas ogrodów na Wesołej dopełnił się ostatecznie w ostatniej ćwierci XIX wieku, wraz z dynamicznym rozwojem miasta. Rosnące ceny działek budowlanych, sprawiły że parcelacji uległa większość terenów położonych w granicach pierwszej obwodnicy. Wśród zwartych pierzei ulic, na wielohektarowe, zielone przestrzenie nie było już miejsca…

Skromną pozostałością po Ogrodzie Krzyżanowskiego jest dziś bujny starodrzew przy pałacu Pusłowskich (ul. Westerplatte 10). Zachowany we fragmencie Ogród Baumana jest dziś własnością sąsiadującej z nim kliniki akademickiej, przy ul. Kopernika 7. Z kolei na części Ogrodu Aleksandrowej stanął w 1904 roku Dom Lekarski (ul. Radziwiłłowska 4), a pozostała część jest dziś ogródkiem przy sąsiednim przedszkolu, działającym tam niezmiennie od 1847 roku.

Zmiany nie ominęły też ul. Lubicz, przeciętej przez tor kolejowy, zabezpieczony szlabanem. Krakowianie zmierzający do Ogrodu Strzeleckiego czy położonego niemal naprzeciw nieistniejącego dziś Ogrodu Angielskiego, zatrzymywali się po drodze by popatrzeć tam na „cugi”, bo tak wtedy zwano parowozy. Wzrastający ruch kołowy sprawił jednak, że w 1896 roku, rozpoczęto budowę wiaduktu, oficjalnie zwanego wówczas „podkopem”. W przeciwieństwie do nieznacznego pogłębienia drogi pod nasypem przy ul. Kopernika, był to już rzeczywiście spory „podkop”. Odmieniło to zdecydowanie konfigurację ul. Lubicz na jej początkowym odcinku. Tory kolejowe podparto dwoma rzędami stylizowanych kolumn, pod nimi biegła szeroka wygodna jezdnia, a po bokach chodnik dla pieszych. Przy torach wiadukt zamykały lekkie, kute balustrady ozdobione z obu stron monogramem i koroną cesarza Franciszka Józefa. Ukończony w marcu 1898 roku wiadukt był dziełem wybitnego architekta Teodora Talowskiego znanego z niekonwencjonalnych, wymykających się wszelkim schematom dokonań.

Od Grzegórzek przez Kazimierz, ku Nowej Wiśle

Rosnące wymogi transportu kolejowego sprawiły dość szybko (1861-1863), wymianę obu prowizorycznych mostów na stałe solidne konstrukcje. Most na Starej Wiśle, który przetrwał do dziś jako wiadukt, wykonano z kamienia i cegły, a nad nowym korytem przerzucono pięcioprzęsłowy most stalowy, wsparty na kamiennych filarach.

Przy okazji poprowadzenia nowej linii przeprowadzono wiele prac porządkowych w tamtej okolicy. Zasypano między innymi spory staw za kościołem św. Mikołaja (sięgał aż za obecną ul. Bonerowską), a także ustalono nową linię regulacyjną ul. Blich, kierując ją bardziej na południe. W drugiej połowie XIX wieku pilnego rozwiązania wymagała też kwestia Starej Wisły. To boczne koryto, położone na nieco wyższym poziomie nie otrzymywało dostatecznej ilości wody i ulegało stopniowemu zamuleniu, szczególnie po ogromnej powodzi z 1813 roku. Z czasem koryto to stało się kanalizacyjną zlewnią dla położonych w sąsiedztwie, szybko rozwijających się części Kazimierza i Stradomia. Sytuacja stawała się krytyczna szczególnie latem, kiedy Stara Wisła zamieniała się w cuchnące bajora z wylęgarnią bakterii. Według powszechnej opinii, przyczyniło się to do kilku epidemii cholery, jakie dotknęły miasto. Począwszy od 1878 roku rozpoczęło się sukcesywne, trwające kilka lat zasypywanie starego koryta, skręcającego ostrym łukiem na południe – wzdłuż dzisiejszej al. Daszyńskiego. Wkrótce most kolejowy nad dzisiejszą ul. Grzegórzecką występował w nowej roli stając się wiaduktem.

W 2017 roku rozpoczęto prace przy przebudowie wiaduktu na czterotorowy. Zabytkowy obiekt miał zostać rozebrany od strony Hali Targowej i poszerzony o około 10 m, aby mógł zmieścić dodatkową parę torów. Ponieważ był objęty ochroną konserwatorską, dobudowana część miała zostać odtworzona z tych samych materiałów. We wnętrzu wiaduktu miał zostać umieszczony stalowy szkielet sprawiający, że obciążenia nie byłyby przenoszone na starą konstrukcję. Ostatecznie konstrukcja taka okazała się niemożliwa do realizacji i wiadukt – mimo sprzeciwu środowisk konserwatorskich – rozebrano w 2022 roku i odtworzono w roku następnym. Ponadto, w związku z poszerzeniem linii do czterech torów, na odcinku pomiędzy ulicami Kopernika i Grzegórzecką-Dietla, istniejący nasyp został zlikwidowany i zastąpiony estakadą kolejową. W sąsiedztwie wiaduktu zlokalizowano przystanek Kraków-Grzegórzki.

Ilustracje: Anna Petelenz (fot. główna – teren Wesoła, kamień-rzeźba Alka Janickiego; pozostałe: instalacje i przestrzenie jednego z budynków poszpitalnianych podczas KRAKERSa 2026)