PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Noty ze świata

PROZA ZAPOZNANA: Zagreus

Witold Bereś
Noty ze świata Witold Bereś

Lubuskie Wawrzyny cz.7

(tytuł zaskakujący – finalista)

„– Na razie, na razie – Henryk uśmiecha się do małżonki z głębi brązoworudej brody. Na jego piersiach, niby drugi uśmiech, jaśnieje rodowy herb – srebrny leżący półksiężyc z osadzonym pośrodku krzyżem, znak udziału antenatów w krucjatach. Książę Pan nachyla się do przewodnika czekającego pokornie u jego strzemienia.

– Jak nazywacie to miejsce?

– Zielona Góra, panie. Bo pod tą tu górą mieszkamy – chłop pokazuje ręką.

Książę znów się uśmiecha. Góra! Zresztą, niech im będzie… U stóp pokrytego krzakami winorośli wzgórza przycupnęło kilkanaście chat o dachach tak zarośniętych mchem, że niemal równie zielonych jak ono, snują się siwe dymy, wąska rzeczka błyszczy w słońcu jak pasek złota.

– Zielona Góra – powtarza głośno Henryk.

Mons Viridis – jedna z mniszek szepcze do księżnej. Jadwiga patrzy na krajobraz jakby nieco przychylniej.

Mons Viridis, Grunberga – smakuje na języku słowa. – Panie mężu to przecież prawie…

Śląski Piast wybucha serdecznym śmiechem.

– Zaiste! Niech tak będzie! Von Grünenberg!“

Igor Myszkiewicz, Zagreus, Forum Art / dystrybucja: Wydawnictwo MajUS, 2024, 670 s.

Nie jest to lektura łatwa, to prawda. Narracja prowadzona jest wieloma torami, przeplata epoki, wątki i style. Raz jesteśmy w Zielonej Górze współczesnej, za chwilę cofamy się do XIII wieku, do roku 1222, gdy książę Henryk prowadzi dialogi ze swoją małżonką, księżną Jadwigą. Potem znów przesuwamy się w czasie: XVII wiek, XVIII wiek, czasy pruskiego Grünberga, XX stulecie, rok 1937 z brunatnymi mundurami maszerującymi ulicami miasta, rok 1945 z wkroczeniem Armii Czerwonej, a także lata osiemdziesiąte i doświadczenie stanu wojennego.

Ta książka działa jak palimpsest – tekst zapisany na tekście. Wystarczy potrzeć jedną warstwę, a spod niej wyłania się wcześniejsza. A pod nią kolejna. Historia Zielonej Góry – czy może raczej Grünberga – okazuje się historią wielowarstwową, pełną przesunięć, pamięci i zapomnienia.

Autor robi przy tym coś, co w polskiej prozie historycznej zdarza się rzadko: nie udaje staroświeckiej stylizacji. Dialogi średniowieczne brzmią świeżo, współcześnie, naturalnie. Język jest żywy, klarowny, pozbawiony nadęcia. Myszkiewicz pisze dobrą polszczyzną – oszczędną, ale zarazem bogatą, bez tych nieskończonych przymiotników i napompowanych metafor, które tak często obciążają polskie powieści historyczne.

Oczywiście pojawiają się w tej książce także fragmenty dziwaczne, niemal fantasmagoryczne. Jeden z bohaterów odnajduje skarabeusza… w swojej własnej głowie. W innych miejscach pojawiają się duchy, zmory, cienie przeszłości. Ale nie są to czyste kaprysy wyobraźni. One tworzą klimat tej opowieści – świat, w którym historia nie jest zamkniętym rozdziałem, lecz czymś, co nieustannie wraca.

I nad tym wszystkim unosi się jeszcze jeden cień: tytułowy Zagreus.

To postać z greckiej mitologii, znacznie mniej znana niż Dionizos, a może właśnie dlatego bardziej intrygująca. Zagreus był – wedle orfickiego mitu – dzieckiem Zeusa i Persefony, istotą należącą jednocześnie do świata światła i świata podziemia. Zdradzony przez Tytanów, zwabiony błyskotkami, rozszarpany i pożarty. A jednak z jego popiołów powstał człowiek.

I można powiedzieć, że właśnie ten mit stoi gdzieś w tle powieści Myszkiewicza. Historia Zielonej Góry – ze swoimi katastrofami, przemianami, powrotami – także jest historią rozdarcia. I próbą ponownego złożenia świata z rozproszonych fragmentów.

Są książki, które czyta się lekko, jak gazetę w pociągu. I są takie, które wymagają od czytelnika czegoś więcej: cierpliwości, skupienia, a czasem zwykłej odwagi. Zagreus Igora Myszkiewicza należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To powieść obszerna – ponad 670 stron – i już sama jej objętość może niektórych odstraszyć. Ale byłoby szkoda, gdyby ktoś dał się temu pierwszemu wrażeniu zniechęcić. Bo pod tą masą papieru kryje się książka naprawdę bardzo dobra.