Noty ze świata
PROZA ZAPOZNANA: Od stycznia będę się puszczać
Lubuskie Wawrzyny cz.3
(skandalik wart zauważenia)
„Pieprzył ją tak, jak lubiła, szybko i do granicy bólu, by po chwili zwolnić i pozwolić jej ruszać biodrami wolno, irytująco wręcz wolno. Pozwoliła sobie na orgazm, wypuściła go, wraz z całą nagromadzoną złością i furią. Krzyczała, gdy ciało jej drżało, z oczu pociekły jej łzy, gdy przyciągnął ją, dochodząc. Trwała chwilę w tym drżeniu, w tym stanie, który tak na nią działał. Zeszła z niego, łapiąc oddech”.
Natalia Dziadura, Od stycznia będę się puszczać, Wydawnictwo Edge of Sanity, 2025
Nie znalazła się w finale konkursu książka, którą – powiem bez owijania w bawełnę – chciałbym tam zobaczyć, choć sam się jej trochę przestraszyłem. To powieść Natalii Dziadury „Od stycznia będę się puszczać”. Już sam tytuł jest jak policzek wymierzony w naszą narodową skłonność do pruderyjnego półuśmiechu. Bezczelny – w najlepszym sensie tego słowa. Ostentacyjny. Dumny z kobiecości, z prawa do pragnienia seksu, z prawa do życia na własnych zasadach.
W polskiej literaturze kobiece ciało bywało opisywane na wiele sposobów: subtelnie, symbolicznie, metaforycznie. Często też – z męskiego punktu widzenia. Dziadura robi coś innego. Pisze o seksualności wprost. Nie przeprasza. Nie chowa się za metaforą.
To już samo w sobie jest literackim wydarzeniem.
Książka zbudowana jest formalnie w dwóch planach. Pierwszy to konstrukcja kalendarzowa: miesiąc po miesiącu, od stycznia do grudnia. Dwanaście rozdziałów, dwanaście etapów życia. Drugi plan stanowi dziennik bohaterki – zapis bardzo osobisty, chwilami niemal intymny. Opowieść o kobiecie porzuconej przez partnera, wychowującej samotnie dziecko, próbującej odzyskać grunt pod nogami.
W tym dzienniku pojawiają się lęk, niepewność, zmęczenie – ale także powolne odzyskiwanie własnej podmiotowości.
Można oczywiście tej książce parę spraw zarzucić. Erotyka opisywana jest tu bardzo serio. Seks bywa zawsze intensywny, zawsze ważny, zawsze niemal doskonały. Brakuje czasem dystansu, humoru, ironii – tego lekkiego pęknięcia, które pozwala literaturze oddychać. Z drugiej strony: właśnie ta powaga jest częścią projektu. Bohaterka nie traktuje własnego ciała jak żartu ani jak skandalu. Traktuje je jak przestrzeń wolności. W kraju, który od wieków próbuje regulować cudze sumienia, cudze łóżka i cudze pragnienia – taka deklaracja brzmi niemal rewolucyjnie.
Nie znam Natalii Dziadury. Nie wiem, czy pisała tę książkę z przekory, z potrzeby terapii, czy z czystej literackiej ambicji. Wiem jedno: napisała książkę odważną. A odwaga w literaturze jest wartością rzadką.
Jest jeszcze jeden szczegół tej historii wydawniczej, który wywołał mój uśmiech. Książka ma sponsora – sklep erotyczny Tabu69. I sponsor mówi wprost:
„Mówią, że sklep erotyczny powinien zajmować się gadżetami, a nie książkami. My pytamy: a kto nam zabroni? Dorzuciliśmy się do tego projektu, bo lubimy treści, które rozbierają tabu do naga”.
Trudno o trafniejsze podsumowanie.
Bo jeśli literatura ma jeszcze w Polsce jakąś misję, to może właśnie tę: rozbierać tabu – i robić to bez drżenia ręki.