PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Noty ze świata

PROZA ZAPOZNANA: Baśnie

Witold Bereś
Noty ze świata Witold Bereś

Lubuskie Wawrzyny cz. 6

(słabsze, ale ciekawe)

„– My też! Chodź, pobawimy się! – krzyknęły chórem dzieci i popędzili wszyscy razem na pajęczynę. Najpierw mała wspinaczka po linie, później skoki na mięciutką pajęczynkę. Dzieci śmiały się radośnie. Dzień szybko mijał na zabawach i uciechach. Zaczynało się ściemniać.

Dzieci, Jaś, Gacek i reszta pająków rozłożyli się na pajęczynie. Wszyscy wsłuchiwali się w muzykę konika polnego.

– Jak tu pięknie, nigdy nie chciałbym tego miejsca opuścić – pomyślał Jaś. Wiedział jednak, że niedługo to zrobi.

Dzieci zasnęły, a opiekuńcze pająki okryły je ciepłą kołderką utkaną z nitek ze swych łapek”.

Anett Lura, Baśnie. Serce dziecka, Wydawnictwo Morpho, 2025, 212 s.

Są książki, które udają wielką literaturę. I są takie, które od początku wiedzą, czym są – i w tej skromniejszej roli czują się całkiem dobrze. Baśnie to książka, która nie próbuje zdobywać salonów literackich ani prowadzić wielkich sporów. Ona robi coś znacznie prostszego – próbuje przypomnieć dorosłym, że kiedyś byli dziećmi.

To zbiór krótkich opowieści – lekkich, czasem wzruszających, czasem żartobliwych – które najlepiej sprawdzają się w roli wieczornych historii opowiadanych dziecku przed snem. Idealny wiek czytelnika? Powiedzmy: od czterech do ośmiu lat. Czyli moment, kiedy świat dopiero zaczyna być przygodą.

Bywają w tych baśniach sceny naprawdę urocze. Na przykład podróż do krainy pająków – stworzeń, które w dziecięcej wyobraźni zwykle zajmują miejsce raczej po stronie koszmarów niż przyjaźni. Tymczasem u Anett Lury pająki okazują się sympatycznymi towarzyszami dzieciństwa. I nagle coś, co było straszne, zaczyna być oswojone. To właśnie jedna z sił tej książki: próba odczarowania małych lęków.

Jako czytelnik w wieku, powiedzmy, już dość dojrzałym, bez trudu wyobrażam sobie, że te historie mógłbym kiedyś opowiadać wnuczce. I to chyba najuczciwszy komplement, jaki można tej książce złożyć.

Szkoda tylko, że książka została wydana w sposób, który nie pomaga jej czytelnikowi. Okładka – w agresywnych fioletach, z autorką trzymającą wielkie pióro – niekoniecznie jest tym, co przyciągnie. Również redakcja tekstu mogłaby być staranniejsza.

Na szczęście książka ma jeszcze jeden atut, który ratuje wiele z tych niedoskonałości: ilustracje. Część z nich stworzyła córka autorki – i widać w nich coś, czego nie da się zaprojektować przy biurku grafika: autentyczny dziecięcy gest. Są szczere, trochę nieporadne, ale właśnie dzięki temu mają swój urok.

Autorka pisze w zakończeniu, że Serce dziecka to baśnie, które przypominają dorosłym coś, o czym zapomnieli. To zdanie brzmi trochę jak motto całej książki.

Bo rzeczywiście – w tych opowieściach chodzi przede wszystkim o jedno: o chwilę powrotu do świata, w którym marzenia nie potrzebują uzasadnienia.

A to – w świecie dorosłych – bywa czasem najcenniejszą z bajek.