Po krakosku
„Prosto z pamięci” ciąg dalszy: Tadeusz Nowak
„Prosto z pamięci”
Tadzio, nie Tadeusz — tak powiedział o młodym poecie mój ojciec. Mówił z entuzjazmem, szczerze poruszony jego wierszami. Wspomniał też o pięknych zielonych oczach ich autora.
Byłam jeszcze wtedy na polonistyce. Niosłam pierwszy rzut pracy magisterskiej na ulicę św. Teresy; profesor Wyka przyjmował studentów w domu. W drzwiach minęłam się z wychodzącym właśnie Tadeuszem Nowakiem. Na biurku profesora leżał egzemplarz świeżo wydanego tomu wierszy Tadzia. Pomyślałam: czy ja też kiedyś tak tu przyjdę ze swoją książką?
W maju 1960 roku pojechałam na festiwal młodych do Łodzi. Wśród zaproszonych poetów był Tadeusz Nowak. Mogłam się przekonać, że kolor jego oczu nie był przereklamowany: były intensywnie zielone.

https://panaceumstudio.pl/p/krakow-i-swiat-nr-07-08-2025-e-wydanie-2-2/
Następne wspomnienie także wiąże się z festiwalem poetyckim. W 1977 roku pojechałam na Poetycką Wiosnę do Tarnowa. Tadzio zjawił się w sali obrad na piechotę. Przyjechał z Krakowa trochę wcześniej i zamieszkał u przyjaciół. Zaproponował, że oprowadzi mnie po mieście. Bardzo już kulał. Wiedziałam, że grozi mu amputacja, ale nie o tym rozmawialiśmy, tylko o jego Tarnowie: starym mieście, pięknym parku z pomnikiem Bema, szkole, do której chodził. Zwiedzaliśmy miasto ulica za ulicą, opowieść za opowieścią. Cały czas czułam się nieswojo przy chorym, kusztykającym poecie. Bałam się, że wielogodzinny spacer mu zaszkodzi. Zbliżaliśmy się nareszcie do mieszkania przyjaciół Tadzia, a ja spieszyłam się, żeby zdążyć do Domu Nauczyciela, gdzie mieszkałam, na program telewizyjny złożony z moich ballad o polskich królowych. Z Tadziem szło się jednak noga za nogą! Gdy spojrzałam na zegarek, zrozumiałam, że na moje ballady królewskie na pewno nie zdążę. Tadzio zaproponował, że obejrzymy je razem u jego przyjaciół. Zgodziłam się skwapliwie. Już stanęliśmy pod drzwiami, gdy Tadzio znienacka zaczął mnie całować (!), a drzwi właśnie otworzyła jakaś pani, którą niesłusznie wzięłam za właścicielkę mieszkania. I — jak w bajce, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki — wszystko się zmieniło. Najbardziej Tadzio.
Nie dość, że przedstawił mnie swoim przyjaciołom dość zdawkowo, to jeszcze starał się odsunąć ode mnie tak daleko, jak tylko było to możliwe w bardzo małym mieszkanku. Wybąkałam coś o programie, który chciałam obejrzeć. Ktoś wprowadził mnie do pokoju, gdzie istotnie był włączony telewizor, a przy suto zastawionym stole siedzieli jacyś ludzie. Nikt z nich nie był zainteresowany moimi balladami o polskich królowych! Gdybym była bardziej domyślna, odgadłabym, kim była kobieta, która otworzyła nam drzwi. Nie była właścicielką mieszkania, tylko Zosią Nowakową, która przyjechała po męża ich nowym autem. Najśmieszniejsze było to, że swoim zachowaniem Tadzio obsadził mnie w roli, której nie mogłam i nie chciałam zagrać. Och, ci mężczyźni — chciałoby się westchnąć.
Wkrótce po tarnowskim festiwalu, gdy tylko wróciłam do Krakowa, zgłosiła się do mnie Gosia Bobrowska — wielka dama radiowego słuchowiska — z ciekawą propozycją, żebym przygotowała cykl minisłuchowisk opartych właśnie na wierszach Tadeusza Nowaka. Musiałam znów wrócić do jego wstrząsających Psalmów. Zapytałam go kiedyś, czemu tak dziwnie tytułuje wiersze. Odpowiedział, że po śmierci ojca nie może inaczej.
Psalmy o zwierzętach zawsze wyprowadzają mnie z równowagi. Dziś, przygotowując wspomnienie o Tadziu, znów zanurzyłam się w pięknie i okrucieństwie jego wierszy.
Nie przyjaźniłam się z Tadeuszem, mieliśmy jednak wspólnych przyjaciół. Usłyszałam wiele jakże smakowitych opowieści, w których zielonooki poeta wypadał mniej romantycznie. Nie chcę ich tutaj przytaczać. Lepiej oddać głos jego Psalmom. Powiedzą o nim prawdziwiej i więcej.
A to mój ulubiony Psalm:
*
PSALM O WODACH CZYSTYCH
Wody są czyste Piórko po nich płynie
bielsze od żalu po straconym maju
Przez jego witki drobniejsze niż sen
oczy nie widząc patrzą i kochają
Piasek od piórka bielszy i od żalu
księgę rodzaju na piasku spisaną
pismem o którym mówi się tajemnie
że jest odwiecznie jątrzącą się raną
Wody są czyste Gaśnie w nich planeta
i gasną pod nią poczęte zwierzęta
i wiary gasną jako ten dmuchawiec
i o nich tylko ślepy kret pamięta
Ślepy jak chłopiec co ubiegłej wiosny
nie wiedząc o tym odszedł w traw litanie
Wody są czyste Modlą się za chłopca
A my o zmierzchu pomódlmy się za nie
*
Tadeusz Nowak (1930–1991) — poeta, prozaik i tłumacz, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli nurtu wiejskiego w literaturze polskiej. W swojej baśniowo-balladowej twórczości czerpał z kultury rodzinnej ziemi tarnowskiej, ludowych mitów, archetypów i motywów biblijnych. Autor m.in. powieści A jak królem, a jak katem będziesz, Diabły i Prorok oraz tomów Psalmy i Pacierze i paciorki. Jego wiersze śpiewali m.in. Marek Grechuta, Przemysław Gintrowski i Grzegorz Turnau. Laureat Nagrody Fundacji im. Kościelskich i dwukrotnie Nagrody im. Stanisława Piętaka.
*
Elżbieta Zechenter-Spławińska pisze w swoim niedawnym wierszu bez tytułu:
„Stale ich przybywa. Tłoczą się
w Izbie Prywatnej Pamięci
w zapachu odległych wakacji,
uśmiechnięci, jakby nie stało się
nic nieodwołalnego.
Wpadają w snach, delikatni
jak ich pożółkłe listy w pilnych sprawach,
wysyłane z naklejką EKSPRES
dostarczane do domu nawet w niedzielę
przez zadyszanego posłańca”.
Ta znakomita poetka zechciała wydać u nas swój tom wspomnień „Prosto z pamięci” — możecie go kupić w e-sklepie:
Kontynuujemy niejako tę książkę, publikując kolejne, sukcesywnie nadsyłane przez autorkę wspomnienia…