PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Słowo

Pożegnaliśmy Jana Pieszczachowicza

Janusz M. Paluch
Słowo Janusz M. Paluch

I zostanie w naszej pamięci.

I spełniło się wszystko, jak w poezji śpiewanej Jeremiego Przybory – „bez Ciebie jestem tak smutny jak kondukt w deszczu pod wiatr” – powiedział Bronisław Maj, gdy wracaliśmy z pogrzebu… Taką pogodą – przenikliwy chłód, deszcz i wiatr, smutny kondukt – Kraków żegnał 1 kwietnia 2026 roku Jana Pieszczachowicza, człowieka, który przez wiele lat bardzo aktywnie działał na rzecz rozwoju kultury w Krakowie. Autora kilkunastu ważnych krytyczno-literackich książek, krytyka i publicystę literackiego, ale i wspaniałego gawędziarza, którego opowieści możnaby słuchać i słuchać! Był związany z dawnym Związkiem Literatów Polskich, któremu w Krakowie przewodniczył do wprowadzenia stanu wojennego w grudniu 1981 roku. Współzałożyciel i wieloletni redaktor naczelny dwutygodnika „Student”, założyciel i redaktor naczelny literackiego miesięcznika „Pismo” ukazującego się w czasie „karnawału Solidarności”. Był także wieloletnim zastępcą redaktora naczelnego Tygodnika „Przekrój”, redaktorem naczelnym Wydawnictwa Fogra, które w czasie jego pracy wydało m.in. monumentalną wielotomową „Wielką Historię Polski” i „Przeglądowy Atlas Świata”. W końcu, w 2004 roku, uczestniczył w powoływaniu miesięcznika „Kraków”, którym kierował przez 14 lat. W pogrzebie uczestniczył prof. Jacek Majchrowski, przez ponad 20 lat (do 2024 roku) będący prezydentem miasta Krakowa. To za jego kadencji powołany został miesięcznik „Kraków”. Wśród obecnych na pogrzebie dostrzegłem wielu autorów i redaktorów „Krakowa”. Byli m.in. Ewa Kozakiewicz, Anna Stafiej, Edward Chudziński, Wacław Krupiński, Marian Szulc – wieloletni sekretarz redakcji „Krakowa”, Witold Bereś – obecny redaktor naczelny magazynu „Kraków i Świat”, Dariusz Łanocha – reprezentant dawnego Śródmiejskiego Ośrodka Kultury (obecnie Krakowskie Forum Kultury) siedziby redakcji miesięcznika do 2017 roku, Ferdynand Nawratil – były dyrektor Nowohuckiego Centrum Kultury, wydawca „Krakowa” do 2011 roku, prof. Bolesław Faron.

Jan Pieszczachowicz został pochowany w Alei Zasłużonych, nieopodal Jacka Zielińskiego – wokalistę i współzałożyciela popularnego w Polsce zespołu „Skaldowie” i red. Ryszarda Niemca – wieloletniego redaktora naczelnego „Dziennika Polskiego”. Wieniec w imieniu Prezydenta Miasta Krakowa na mogile Jana Pieszczachowicza złożył Paweł Szczepanik – Pełnomocnik Prezydenta Miasta Krakowa ds. Kultury. Koncelebrantowi uroczystości pogrzebowej – księdzu Lesławowi Kaczmarczykowi z parafii Św. Szczepana, towarzyszył poeta – o. Eligiusz Dymowski OFM. Żegnali go: red. Maria Malatyńska, z którą od czasów studiów kształtowali na łamach pism życie kulturalne w Krakowie; red. Mieczysław Czuma – wspominał ich wspólne działania z czasów Zrzeszenia Studentów Polskich, kiedy redakcja „Studenta” mieściła się nad „Klubem Jaszczury”, a Jan Pieszczachowicz był kierownikiem literackim Teatru 38, potem współtworzyli telewizję krakowską i razem prowadzili Tygodnik „Przekrój”. Red. Sławomir Pietrzyk – prezes Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP żegnał Go jako laureata dziennikarskiej Nagrody Złota Honorowa Gruszka. A Adam Kwaśny – prezes Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, występując w imieniu krakowskiego środowiska literackiego, wspominał Jana Pieszczachowicza słowami listu skreślonego przez Krzysztofa Miklaszewskiego. Głos zabrał też red. Jacek Balcewicz, wieloletni dziennikarz i fotoreporter miesięcznika „Kraków”. Na koniec, prowadzący ceremonię pogrzebową Łukasz Kański Chmielewski przeczytał w imieniu Marii Pieszczachowicz – żony Jana, słowa niezwykle wzruszające, których nie była w stanie w czasie pogrzebu wypowiedzieć. Ojca pożegnała też córka Dorota Pomadowska oraz Jacek jr. –ukochany wnuk. Mieczysław Czuma, żegnając Jana Pieszczachowicza przywołał fragment wiersza „List z fiołkiem”:

Więc kiedy przyjdzie dzień przeklęty,

że śmierć utopi w czarnym winie

wszystkie muzyczne instrumenty,

kwiaty i wiersze, i brzoskwinie,

to przykro, lecz cóż płacz pomoże,

Obywatelu Redaktorze.

A ja dopowiem kolejną zwrotkę tego wiersza, nieco ją zmieniając, co mam nadzieję Mistrz Konstanty w zaświatach mi wybaczy:

A jednak żal. Odejść niełatwo.

Taak. Kończę wiersz ten ze łzą w oku.

Lecz może, dzięki swym kontaktom,

będziesz aniołkiem na obłoku?

Cóż, człowiek fruwa tak, jak może,

Obywatelu Redaktorze.

Żegnaj Mistrzu! Żegnaj Przyjacielu!

Ilustracje: Witold Bereś