Słowo
Podróż w czasie
Okiem Beresia
Gdy mocarstwa zaczynają grać w karty na stole wyłożonym zamiast obrusu mapą Europy Środkowej – mamy raczej przerąbane. Ale, na Boga, dlaczego mamy przyjmować postawę karpia, który cieszy się z nadchodzących świąt Bożego Narodzenia?
Liberałowie krzyczą o konieczności wspierania Ukrainy, talibowie o leczącym dotyku p. Trumpa. Nikt głośno nie mówi, jakby nie chciał w to wierzyć, że wszystko wskazuje na to, iż Waszyngton (nasz sojusznik) już spisał na straty rząd w Kijowie na rzecz interesów Moskwy (naszego wroga). Ja wiem, rząd ukraiński może i jest mniej sympatyczny niż niektórzy by chcieli, ale prawdziwy kłopot poznamy, gdy zacznie on tańczyć, jak zagra mu Putin.
Najgorsze, że polska klasa polityczna nerwowo, i każdy w inną stronę, szuka sojuszników za granicą. I to mi coś niefajnego przypomina.
Mniej więcej 360 lat temu przydarzyła się Polsce wojna domowa. Cesarz austriacki płacił buntownikom Lubomirskiego, żeby odsunąć Francuzów od wpływów w Polsce. Król Jan Kazimierz brał kasę z Paryża, żeby zgnieść buntowników. Berlin grał w jednych i drugich, bo im większy bajzel nad Wisłą, tym nad Sprewą wygodniej.
Kulminacją wszystkiego były Mątwy – krwawa bitwa, w której ówczesna prawica (Lubomirski) wyrżnęła wojska królewskie (taka niby ówczesna Koalicja).
Jak to klasyk pisał? „Nową przypowieść Polak sobie kupi – że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.
Rysunek: Andrzej Zaręba
w: Witold Bereś „Mątwy. Przemilczany rozdział Trylogii”, Panaceum Studio, Kraków 2026