PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Miasto

Piłsudskiego 4. Nowy Pałac w Krakowie

Anna Petelenz
Miasto Anna Petelenz

Słowo „koncept” ma tę zaletę, że można nim nazwać właściwie wszystko, a zarazem nie trzeba się z niego zbyt dokładnie tłumaczyć.

Pałac Ogińskich i Potulickich przy Piłsudskiego 4 w Krakowie stał się dziś właśnie takim konceptem. Hybrydową przestrzenią, w której spotykają się restauracja, bary, sale ekspozycyjne i pracownie artystyczne. Jest luksusowo, wygodnie, przyjemnie. Wnętrza, sygnowane przez artystów, mają robić wrażenie, a goście – dobrze się w nich czuć. Niektóre sale podpisane zostały przez wielkie koncerny alkoholowe i tytoniowe. Szybko staje się więc jasne, że mamy do czynienia z miejscem, w którym przyjemność jest nie tylko doświadczeniem, ale i towarem.

W sobotę otwarto tu „Spirits” Agaty Kus, wystawę inaugurującą współpracę Pałacu z Bunkrem Sztuki. „Spiritis” to ludzie, spotkania, nocne życie, bary, ulotność chwil i obrazy, które chce się zachować na później albo – gdzieś w sobie odszukać podobne tropy. W pałacowych wnętrzach znalazły się również rzeźby przypominające torty. Barok, przepych, odrobina spektaklu. Wszystko do siebie pasuje.

Zaledwie kilka kroków dalej, po przejściu przez podwórko, znajduje się inny świat. W piwnicach oficyny Pałacu – dawnego seminarium duchownego – otwarto wystawę „Pod powierzchnią” Tomasza Górnickiego i Igora Dobrowolskiego. Tu już nie ma kryształowych żyrandoli. Jest niemal zupełna ciemność, woda na podłodze, wilgoć i ochraniacze na buty, w których publiczność ostrożnie przemierza przestrzeń. Oświetlone obrazy i instalacje wyłaniają się z mroku.

Górnicki i Dobrowolski podejmują tematy przemocy, traumy, kryzysu bezdomności i wykluczenia. Sama przestrzeń – przez lata opuszczona, naznaczona historią i zaniedbaniem – staje się równorzędnym bohaterem wystawy. Wychodząc stamtąd, trudno nie myśleć o tym, jak bardzo różne doświadczenia można zmieścić w obrębie jednego adresu. Sztuka w Pałacu, wpisana w obieg luksusu, przyjemności i prestiżu, oraz sztuka w podziemiach, kierująca uwagę ku temu, co niewygodne, wyparte i społecznie niewidoczne. Z jednej strony atrakcyjność, z drugiej – dyskomfort, ale rzecz jasna kontrolowany. Po wyjściu z podziemi wystarczy zdjąć ochraniacze i wrócić do jednego z barów, gdzie można zakupić cygaro albo drinka i znów poczuć się dobrze.

A jednak jakoś oba te światy spotykają się w ramach jednego przedsięwzięcia. Jak? 100% cukru w cukrze, czyli kapitalizm w rozkwicie formy. Sztuka staje się częścią symulacji bogactwa, dostarcza prestiżu, wzmacnia poczucie uczestnictwa w czymś wyjątkowym, co jest jednak dostępne, bo wiadomo jak je zakupić. Kiedy wchodzi się na stronę Pałacu jedną z pierwszych informacji jest ta o możliwości rezerwacji stolika w restauracji (Habit, jej właścicielem jest Marek Rusiński, znany także jako Maro Kafaro). Może to znak czasów, w których sztuka, jeśli chce funkcjonować, musi szukać dla siebie różnych przestrzeni i źródeł finansowania. Zwłaszcza w Krakowie, gdzie artystom często nie brakuje energii, pomysłów ani utalentowanych twórców, za to niejednokrotnie brakuje pieniędzy. Miejsc integrujących światy nigdy za dużo, cieszę się więc, że powstało miejsce, w którym nasycą się różne zmysły i w których trochę można odsapnąć od nastrojowych, krakowskich – podniszczonych – sof. Dobrze też, że Bunkier Sztuki szuka nowych sposobów prezentowania współczesnej twórczości, wychodząc poza swoją główną siedzibę, bo tym samym rozszerza zasięg działań artystycznych.

Bardzo jestem ciekawa, jak przestrzeń będzie funkcjonować dalej. Na razie bary będą otwarte „gdy będą wystawy”, jak powiedział mi jeden z barmanów. Ciekawa jestem więc, jakie wystawy będą następne i co się wydarzy, gdy przestrzeń oficyn zostanie zamknięta na czas remontu. Czy ktoś gdzieś doda tu łyżeczkę soli, czy zostanie sam miód?

Ilustracje: Beata Malinowska-Petelenz