Subiektywnie
Pamięć w przestrzeni
Ciekawe, że Kraków – miasto zbudowane na przestrzeni pamięci – nie wypracował współcześnie własnego, autorskiego języka upamiętniania.
W dniu św. Józefa kilkoro moich przyjaciół obchodziło bądź obchodzi imieniny. Wszystkich serdecznie ściskam, ale jedną osobę chciałbym przypomnieć.
Józefę Hennelową, niezwykła dziennikarkę i cudownego człowieka, która odeszła kilka lat temu, a była silnym światłem w „Tygodniku Powszechnym”. A powód jest i ten, że nieopodal mego mieszkania pojawiła tablica ją upamiętniająca.
(…) Ciekawe, że Kraków – miasto zbudowane na przestrzeni pamięci – nie wypracował współcześnie własnego, autorskiego języka upamiętniania. Zamiast tego coraz częściej popada w pretensjonalny gigantyzm realistycznych form. Nie przekonują mnie pomniki tradycyjne, zwłaszcza gdy w patriotycznym uniesieniu popadają w dosłowność lub służą ideologicznej indoktrynacji. Odrzuca mnie nie sama interpretacja, lecz prostactwo przekazu – ciężar pozbawiony lekkości, brak błysku, który kazałby zatrzymać się i pochylić głowę.
Nie znoszę więc tandetnych generalskich popiersi szpecących Park Jordana. Z niepokojem myślę o planach monumentalnego pomnika Armii Krajowej pod Wawelem. Nudzę się, patrząc na pomnik Józefa Piłsudskiego i jego legionistów. Boli mnie też, że w moim mieście nie przyjęła się idea stolpersteinów – bo bez niej wciąż pozostają wymazane z naszej świadomości imiona ponad sześćdziesięciu tysięcy dawnych mieszkańców.
Najbliższy jest mi minimalizm: oszczędność formy, która rodzi silniejsze emocje i większą aktywność odbiorcy. Taki jest stolik ze Skrzyneckim przy barze Vis à Vis, zapraszający, by przysiąść. Taka jest ławeczka matematyków na Plantach, przypominająca spotkanie Banacha i Nikodyma z 1916 roku. Podobną ideę niosą ławeczki pisarzy i artystów Krakowskiego Biura Festiwalowego – choć ich wykonanie, niestety, rozczarowuje.
Kraków często ucieka w pamięć tablic: „tu mieszkał”, „tu pracował”. Nie przepadam za tą formą, bo bywa gestem odhaczonym zamiast przeżytym. A jednak wzruszam się, mijając niemal codziennie tablicę Wojciecha Jerzego Hasa przy ulicy Królewskiej. Podobnie zatrzymują mnie słowa Hanny Malewskiej na Kazimierza Wielkiego czy nowa tablica poświęcona Józefie i Jackowi Hennelom przy Smoluchowskiego.
Tablica jest skromna – jak oni sami. On, wybitny fizyk i przyjaciel Jana Pawła II. Ona, osoba niezwykle ważna w moim życiu. Ile rozmów, ile spacerów, ile wspólnych kaw.
Chciałoby się, by miasto – nie tylko prywatni darczyńcy – mocniej myślało o budowaniu naszej wspólnej przestrzeni pamięci.
Bo ważne tablice na ścianach ważnych kamienic to chyba za mało. Prawda?
Ilustracja: stolperstein, Berlin-Charlottenburg, fot. Axel Mauruszat, wikipedia
Pełny tekst: w magazynie Kraków i Świat nr 3-4/2026