PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Pałac Sztuki: Sztuka Wiatrów. Tomasz Wiatr, urolog, rysuje

Magda Huzarska-Szumiec
Rekomendacje Magda Huzarska-Szumiec

Wiatry wieją z różnych stron.

Tomasz Wiatr jest specjalistą urologiem, związanym ze Szpitalem Uniwersyteckim w Krakowie, który często powtarza, że przede wszystkim jest lekarzem, a rysunek jest uzupełnieniem wykonywanego na co dzień zawodu. Jego ojciec Marek Wiatr jest śpiewakiem i malarzem. To on artystyczną pasją zaraził syna już w dzieciństwie. I choć ojciec i syn tworzą w odmiennych stylistykach i technikach, to jednak czują ze sobą twórczą więź. Można się o tym przekonać, wybierając się na wystawę Sztuka Wiatrów, która jest pokazywana w Pałacu Sztuki do 29 marca.

Magda Huzarska-Szumiec: Oglądając wystawę Sztuka Wiatrów odniosłam wrażenie, że choć ty i twój tato poruszacie się w tak bardzo odrębnych stylistykach, to kobiety z narysowanych przez ciebie aktów świetnie poczułyby się wśród namalowanych przez niego pól, łąk, lasów. A i piękne podkarpackie krajobrazy, które utrwala na płótnie Marek Wiatr, pewnie też by nie protestowały, gdyby znalazły się wśród nich rysowane przez ciebie postaci. A tak na serio, czy czujecie ze sobą artystyczną więź?

Tomasz Wiatr: Bezwzględnie tak. Wyrosłem w duchu młodopolskiego malarstwa, jakie jest domeną mojego taty. Te pejzaże, które on maluje, zawsze były mi bliskie, choć nigdy nie mierzyłem się w swojej twórczości z tą tematyką. Choć przyznam się, że marzy mi się, by kiedyś spróbować pójść w stronę pejzażu. Możliwe, że będzie to kolejny krok na mojej twórczej drodze.

Myślę, że gdybyście nie czuli ze sobą więzi, pewnie nie udałoby się wam zaaranżować takiej wystawy jak ta w Pałacu Sztuki.

To jest fantastyczne, że udaje nam się połączyć siły i pokazać dwa różne światy – świat rysunku i świat malarstwa. Te moje rysunki wywodzące się z ducha medycyny i fascynacji ludzkim ciałem spotykają się w pół drogi ze spojrzeniem taty na zanikający krajobraz, w którym się wychował.

Jak ty, będąc lekarzem, a równocześnie artystą, patrzysz na ludzkie ciało?

Bardziej przez pryzmat mojej pracy lekarza, którą wykonuję. Doceniam walory estetyczne, jakie posiada kobiece ciało, ale w tym moim spojrzeniu na nie ważny jest także aspekt medyczny – widzę wszystkie niedociągnięcia, niedoskonałości, asymetrię w budowie. Wynika to pewnie z tego, że nigdy nie chciałem, by moje rysunki były idealne, oczywiste. Zależało mi na tym, żeby te akty oprócz zmysłowości miały w sobie jakieś niedopowiedzenie, tajemnicę. Świadomie przysłaniam kreską części ciała, żeby dać odbiorcy pole do rozwinięcia własnej wyobraźni.

A czy tworząc te akty, inspirujesz się dziełami dawnych mistrzów?

Tak, choć nie do końca. Moją twórczość określiłbym słowem hybryda. W tych rysunkach możemy odnaleźć sporo odniesień do klasycznych dzieł sztuki, ale jest w nich także dużo mnie, mojej własnej, wypracowanej przez lata kreski.

Na co najbardziej zwracasz uwagę rysując te akty? Na proporcje ciała, światło, emocje jakie wzbudza w tobie modelka?

Przede wszystkim na proporcje, gdyż zależy mi, żeby wiernie odwzorować ludzkie ciało. Ale równocześnie staram się je zdynamizować. Dlatego postaci na tych rysunkach są często w ruchu, w tańcu. Moja kreska chwyta zawirowania, w jakie wpadają, stąd ich włosy są rozwiane.

Statyczne są za to twoje rysunki przedstawiające narządy wewnętrzne człowieka, które wyglądają, jakby zostały wyciągnięte wprost z atlasu anatomicznego.

Rysuję je po to, by pokazać coś, co dla wielu osób jest niedostępne, a ja z racji wykonywanego zawodu obcuję z tym na co dzień. Znajomość anatomii jest dla mnie podstawą, bo przecież jestem zabiegowcem, przeprowadzam urologiczne operacje. Anatomia jest dla mnie zarówno narzędziem artystycznej ekspresji, jak i narzędziem naukowo-dydaktycznym.

Jak tato komentuje twoją twórczość?

Nie ukrywa tego, że bardzo mu się podoba to co robię, choć on sam porusza się – jak już powiedzieliśmy – po zupełnie innym biegunie sztuki. Jest otwarty na różne techniki, bo wcześniej sam je kiedyś wypróbowywał – rysował węglem, rzeźbił, zajmował się grafiką, linorytem.

Na wystawie Marek Wiatr pokazuje pejzaże, które dominują w jego twórczości. Widzimy na nich stare kościoły, stojące wśród wiekowych drzew i niemal dziewiczej przyrody.

Tak, wszystkie swoje obrazy tata maluje z natury. Część tych kościółków już nie istnieje, zostały rozebrane, albo spłonęły. On zawsze mówi o sobie, że jest dokumentalistą polskiego pejzażu. Na jego obrazach zostaje utrwalone coś, co już zniknęło. To daje mu wielką satysfakcję.

Co czujesz, jak oglądasz obrazy taty?

One zawsze będą przywoływać we mnie wspomnienia z dzieciństwa. Zdarzało się, że razem z tatą jeździliśmy na plenery. Byłem kilkuletnim chłopcem, kiedy dostałem własne sztalugi. Rozstawiałem je obok sztalug taty i w sposób naturalny przejmowałem jego pasję. Zaszczepił ją we mnie skutecznie, za co jestem mu ogromnie wdzięczny.

Ilustracja: Pałac Sztuki, fot. Zygmunt Put, wikipedia