PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Swoją drogą

Chlebowości

Anna Petelenz
Swoją drogą Anna Petelenz

Turbacz, chlebowość i nowotwory.

Byłam niedawno na Turbaczu i chciałam Małemu Człowiekowi kupić magnes. Niestety. Wizerunek schroniska był wygenerowany przez AI. I nie o to chodzi, że jestem purystką. Skądże. Ale magnes z gorczańskim schroniskiem zrobiony przez metadane gdzieś w osuszającym okolice centrum danych w Dolinie Krzemowej? Szanujmy się, kupiliśmy kubek. Tyle w mikroświecie. W świecie makro – raport z chlebowością i długą historia sufferingu. Przyznaję, że oba sformułowania jakoś trafiają do mojego millenialsowego serca.

Nie trafia jednak do niego stwierdzenie, że prof. Mróz-Gorgoń opuszcza stanowisko przez „niewyobrażalną skalę hejtu”. Własne lub zespołowe błędy najwyraźniej nie mają z tym nic wspólnego. Słowa jednak mają znaczenie, a w tym przypadku mają z nią tyle wspólnego co „ejajowy” Turbacz z tym prawdziwym. Podobną niezgodę na eksploatację słów miałam w ostatnich tygodniach, gdy internet wybuchał pożegnaniami i „przegraną walką” Andrzeja Morozowskiego i Jana Frycza.

Nagłówki „Frycz z chemioterapii przyjeżdżał do teatru”, miały zapewne brzmieć szokująco, ale świadczyły tylko o rozminięciu słów z rzeczywistością, odseparowaniu makroświata komunikacji i mikroświatów realnych ludzi. Pewnie znacie ludzi, którzy chorują, ale nawet o tym nie wiecie. Nie stracili włosów, nie chudną dramatycznie, raz na 2-3 tygodnie biorą dzień L4 żeby spędzić go w szpitalu, na badaniach, pobraniu tabletek lub wlewce. Są nieco słabsi, coś dokucza, nie mogą wszystkiego robić. I jeżeli czegoś szukają w żonglerce między normalnością i chorobą, to pewnie spokoju i zwyczajności.

Rak zaburza kalendarz, bezlitośnie wymusza posłuszeństwo i – oczywiście – wciąż coś zabiera. Wynik lepszy, wynik gorszy. Emocjonalna huśtawka, która dręczy, ale wciąż pozwala działać. Popkultura, za nią język, a za nim media, karmią odbiorcę wizją choroby jak z AI – stworzoną na podstawie wytworzonych wcześniej i niezaktualizowanych obrazków. Choroba to nie wojna, włącznik „on/off” między życiem i stanem zawieszenia. Między beztroską i dramatem są prawdziwi ludzie, którzy nie chcą każdego dnia czuć się żołnierzami na flance, powstańcami skazanymi na wielki sukces lub „przegraną walkę”. To nie romantyzm, to czysty pozytywizm i codzienność.

Ilustracja główna: fot. M. Banasik