PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Subiektywnie

Na pożegnanie roku 2025

Mieczysław Czuma
Subiektywnie Mieczysław Czuma

Listopadowo-grudniowy numer to już finał roku 2025. Trudno się uwolnić od pokusy zrecenzowania tego, co podpowiadają te cztery cyferki.

Który to rok naszych dziejów? To zależy, od czego zaczynać rachowanie. W roku 874 świat usłyszał o nas po raz pierwszy. Plemię Wiślan połączone wtedy zostało z Wielką Morawą, co dokumentuje żywot świętego Metodego spisany w Legendzie Panońskiej. Potem, w roku 966, za sprawą Mieszka I wpisujemy się do Europy. A jeszcze później, w roku 1025, Bolesław Chrobry staje się naszym pierwszym koronowanym władcą, wchodzimy do loży królewskiej, zasiadamy wśród najmożniejszych.

Więc po kolei: Wiślanie stanęli na scenie 1151 lat temu, od chrztu Mieszka upłynęło 1059 lat, królestwem jesteśmy od 1000-lecia. Który to więc rok naszych dziejów? Każdy może sobie wybrać pasującą mu rocznicę. Jako potomek plemienia Wiślan (tych z Półwsia Zwierzynieckiego i Zwierzyńca) obstawiam rok 874, bo to najdłuższy staż na historycznych manewrach. Od nas się wszystko zaczęło. To my pierwsi, przed sąsiadami ze Śląska, Pomorza, Wielkopolski i Mazowsza, nawiązaliśmy kontakty z niebem. Za sprawą apostołów Słowian, świętych Cyryla i Metodego, zostaliśmy wtedy ochrzczeni w rycie staro-cerkiewno-słowiańskim. Dopiero później pokropiono święconą wodą po łacinie naszych pozostałych współbraci i odziano w koronę Chrobrego.

I to na nas poznali się starohinduscy mędrcy, znawcy najbardziej tajemnych tajemnic wszechświata, którzy nominowali nas na najwyższe podium. Oznajmili, że ze wszystkich siedmiu czakramów, energetycznych gruczołów Ziemi, największą mocą obdarzony jest ten, który znajduje się na Wawelu. To na nas, potomków Wiślan, spływają najmocniejsze sploty kosmicznych sił, gejzery pozytywnej energii. No i pomyśleć — mając takie papiery, nie postawiliśmy na swoim. W dobrej wierze dawno już wzięliśmy się za współpracę z pobratymcami z różnych części kraju rozpiętego pomiędzy Tatrami i Bałtykiem, tymi od Mazowsza i tak dalej. No i od samego początku w tej naszej wspólnocie wszystko szło na tę samą melodię. To znaczy miało bywać lepiej, ale najczęściej wychodziło jak zawsze.

Ten zakodowany scenariusz raz jeszcze przećwiczyliśmy w roku 2025. Równo w tysiąclecie Królestwa Polskiego postanowiliśmy wybrać króla, tyle że bez korony. No i wybraliśmy dwóch — o jednego za dużo. A potem tego, co był o jednego za dużo, zainstalowaliśmy w pałacu. I znowu wszystko poszło na tę samą melodię i z tym samym refrenem: miało być lepiej, ale wyszło jak zawsze. Niejeden już raz dawaliśmy o sobie takie świadectwo. Niejeden raz. Głowy brakowało także i w innych podniosłych chwilach. No bo kto bierze się za powstania — czy to w listopadzie, czy w styczniu? Łatwo przemoczyć buty i załapać się na katar albo i coś większego. Stale ta sama melodia.

Jestem postępowym konserwatystą. Postęp, owszem, ale tylko do pewnych granic. Postępowcy często sami sobie fundują krzywdę. Postępowa dyrekcja Zamku Królewskiego na Wawelu bezceremonialnie wyrzuciła kiedyś czakram z krakowskiej siedziby. Orzeczono, że to ciemny zabobon ośmieszający powagę tego miejsca, że ten kult narusza przekonania religijne. Za pośrednictwem prasy, radia i telewizji spreparowano głośny komunikat: „Istnienie na Wawelu cudownego kamienia (czakramu) nie jest oparte na jakichkolwiek przesłankach naukowych i religijnych”. Stanowczo i urzędowo rozprawiono się z wiarą w przysługujące nam moce.

Rok 2025 jeszcze się nie skończył. A w przyrodzie i w polityce temperatura ciągle rośnie. Który to prezydent i z którego brzegu oceanu dokładał będzie jeszcze do tego pieca? Pokrzepienia i wsparcia przy oglądaniu tych wyścigów szukać trzeba u starożytnych greckich stoików. Bo najważniejsze — to zachować spokój. Sam zamiaruję teraz zafundować sobie lekcję filozofii. Wybieram się na Kretę, aby zajść do groty Dikte (1050 m nad poziomem morza), do miejsca, gdzie urodził się Zeus. Pośród dotkniętych boskim oddechem ścian opróżnię butelkę wina, a potem ruszę przed siebie i spojrzę na świat oczami pijanego Zeusa.

Ilustracja: Ondrejk, wikipedia, domena publiczna