Rekomendacje
Miles miałby sto lat…
Frajda słuchania.
Sto lat temu urodził się Miles Davis.
Mam na półkach wiele jego dzieł ze wszystkich okresów, acz najchętniej sięgam po te z czasów akustycznych, zwłaszcza po dwa zestawy. Pierwszym są cztery dzieła wielkiego trębacza i wielkich kolegów (nazwane wedle jednolitej formuły: Cookin’, Relaxin’, Workin’ i Steamin’) nagrane dla wytwórni Prestige w 1956 roku (mam szczęście mieć je na CDs w kanonicznym remasteringu Rudiego Van Geldera – tego samego, który produkował oryginały). Nigdzie indziej w takiej kondensacji nie ma milesowego nastroju… A drugim – 9-płytowy box płyt zrealizowanych w tym czasie, bo w latach 1955-61 – dla Columbii. Co ważne jednak – są to rejestracje mono (choć mam i wersje stereofoniczne). Chodzi po tytuły, które uchodzą za jazzowy kanon. Jeden w jeden: Round About Midnight, Miles Ahead, Milestones, Jazz Track, Porgy And Bess, Kind Of Blue, Sketches Of Spain, Someday My Prince Will Come, Miles And Monk At Newport. Ten kanon właśnie w wersji mono brzmi szczególnie – najwierniej, i najpiękniej. Fachowcy tłumaczą, że w tym okresie płyty realizowano wciąż jeszcze z myślą o formacie monofonicznym, bo to on jeszcze dominował na rynku (choćby, jeśli chodzi o gramofony). Stąd brało się specjalne podejście do nagrań: inżynierowie dźwięku dbali o jednolitość ścieżek, co dawało wrażenie zwartości brzmienia zespołu.
CZY MASZ JUŻ NOWY NUMER? KUP TERAZ:
Równocześnie wczesne stereo sprowadzało się do często sztucznej i nadmiernej separacji poszczególnych instrumentów między dwu kanałami – w sumie więc porównanie wypadało jednoznacznie na korzyść wersji monofonicznych. To zresztą one właśnie trafiały na rynek w pierwszej kolejności – i to nimi kierowali się słuchacze i krytycy oceniając płyty. I uznając kolejne, wtedy, powtórzmy, jedno po drugim, wydawnictwa Milesa za arcydzieła. „Mono zawsze było bliższe prawdziwemu brzmieniu studia i pierwotnej intencji muzyków” – powtarzał George Avakian, legendarny producent i impresario (ormiańskiego skądinąd pochodzenia), który odkrył Milesa dla Columbii (a dla jazzu także Charlesa Lloyda). Ale oczywiście najważniejsze jest, jak różne wersje zabrzmią każdemu ze słuchaczy. Wszak to my sami słuchamy muzyki.
Miles Davis, The Original Mono Recordings (9 CDs), Columbia/Legacy 2013
Miles Davis, Kind Of Blue (FULL MONO – 2013 reissue)
PS A za kilka dni rusza jubileuszowy Krakow Summer Jazz Festiwal – oczywiście także pod znakiem stulecia urodzin Milesa. W ramach cyklu Krakow loves Miles zagra (21 lipca w Kinie Kijów) Kenny Garrett – uznany przez Mistrza saksofonista, z którym grali wspólnie od 1987 roku aż do śmierci Milesa w 1991 roku. A zaraz potem (25 lipca w auli Muzeum Manggha) Nicholas Payton – jeden z najbardziej dziś cenionych artystów jazzu, który wspomina, że to właśnie po wysłuchaniu albumu Four & More Milesa zaczął na poważnie ćwiczyć grę na trąbce – a miał wtedy 11 lat…
Ilustracja: P. U. Wąsowicz
CZYTAJ DALEJ TEGO AUTORA: