Wehikuł czasu
Między Krakowem i Hollywood
Oni grali u Spielberga.
Po sukcesie ubiegłorocznych, kolejne spotkania w Kamieniołomie Libana na Podgórzu.
Cieszę się, że mogłem je poprowadzić.
To w tym miejscu, fotogenicznym wielce, a mającym również własną, ponurą historię, w 1993 roku Steven Spielberg kręcił „Listę Schindlera”, wciąż najważniejszy film międzynarodowy zrealizowany w Polsce.
Przez lata, czy nawet dekady, miejsce zarastało trawą, drzewami, a miasto nie zrobiło niemal nic, żeby jakkolwiek tę przestrzeń ożywić lub wykorzystać. I jest to rzeczywiście wstyd dla Krakowa.
Trzeba było dopiero pasji i energii jednej osoby, profesor Anny Ostręgi z Akademii Górniczo-Hutniczej, żeby stworzyć na terenie kamieniołomu serię spotkań z twórcami „Listy”, spacery po tym miejscu, wystawy.
Plany są zresztą wielkie – stworzenie tam czegoś w rodzaju „Parku Pamięci”. O słynnym filmie, o naszej bolesnej historii.
W jeden z wrześniowych wieczorów miałem przyjemność poprowadzić kolejne (a pierwsze w tym roku) ze spotkań wokół „Listy Schindlera”.
Wzięli w nim udział aktorzy dla których spotkanie ze Spielbergiem, okazało się jedną z najważniejszych życiowych przygód.
13-letnia wówczas Anna Mucha (ale już po spotkaniu z Wajdą w „Korczaku”), Aldona Grochal – aktorka Starego Teatru; Piotr Polk – młody wówczas aktor z Warszawy; student PWST w Krakowie – Radosław Krzyżowski.

Wszystkie opowieści były ważne, pasjonujące, poruszające, albo dowcipne.
Najważniejsza jednak okazała się wypowiedź Bronisławy (Niusi) Horowitz-Karakulskiej.
Ostatniej żyjącej „dziewczynki z „Listy Schindlera”, konsultantki Spielberga.
94-letnia Pani Niusia mówiła:
„Słucham was uważnie, słucham z przejęciem, ale ja tak nie potrafiłabym. Ja tam byłam naprawdę. W obozie, w komorach śmierci. Pamiętam każdą sekundę, każdy moment.
Jestem już tylko po to, żeby mówić głośno – czym jest wojna, czym jest przemoc, czym może stać się nienawiść”.
***
Wypowiedzi aktorów:
Piotr Polk:
– Grałem Leo Rosnera, muzyka ocalonego z Holocaustu, wuja obecnej tutaj Niusi Horowitz-Karakulskiej. Moim atutem był na pewno wygląd, oraz fakt, że potrafiłem grać na akordeonie. Casting był długi, trwał wiele miesięcy, i wielokrotnie byłem informowany, że stu zupełnie innych kandydatów jest bardzo blisko otrzymania tej roli, więc niczego nie mogę być pewien. Wreszcie w wigilię 1992 roku otrzymałem telegram (wtedy posyłało się telegramy): „Wygrał pan, zapraszamy na zdjęcia”. Najpiękniejszy prezent pod choinkę.
Anna Mucha:
– W przeciwieństwie do Piotra nie miałam wielkich castingów. Miałam wtedy 13 lat, ale za sobą już rolę u Andrzeja Wajdy w „Korczaku”. Dla mnie to była po prostu kolejna przygoda. Nie wiedziałam za bardzo kim jest Spielberg, o Schindlerze nie wspominając. Casting odbywał się w hotelu „Piast” w Krakowie. Przyjechałam z mamą (była też ze mną cały czas potem na planie). Usłyszałam, że wypadłam dobrze, ale że potrzebują starszej dziewczynki. Potem, po jakimś czasie, okazało się, że Spielberg, po obejrzeniu materiałów, zdecydował się, że odmłodzi bohaterkę. W ten sposób znalazłam się w filmie. I dla mnie, zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy, było to wielkie zwycięstwo.




Aldona Grochal:
– Grałam w Starym Teatrze i byłam zadowolona. Mnie to wystarczało. Żadnych agencji aktorskich. Nic takiego. Wtedy akurat odbyła się premiera „Dybuka” w reżyserii Wajdy. Bardzo byłam dumna i zapatrzona w Wajdę. W Krakowie mówiło się, że Spielberg będzie kręcił film, ale co mnie to obchodziło. Ktoś powiedział: „Aldonka, wybierz się na casting”. „Ale ja nie znam angielskiego”. „To nic, nauczysz się”. Poszłam na ten casting, ale rzeczywiście angielski okazał się przeszkodą. No nic, trudno, wracam do Wajdy i do teatru. Po tygodniu telegram. „Spielberg powiedział, że wiele miesięcy szukał takiej aktorki jak ty, ale musisz przez tydzień nauczyć się całej roli po angielsku”. Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. A to było aż trzydzieści dni zdjęciowych.
Radosław Krzyżowski:
– Byłem młodym studentem PWST w Krakowie. Wszyscy żyliśmy tym, że Spielberg szuka statystów do filmu. Kto jeśli nie my! Ale ja dostałem rolę mówioną, malutką, ale mówioną. To była ekstaza. To było tak, jakby ci Nolan zaproponował rolę, albo Scorsese. Spielberg był wtedy Bogiem, jego najlepsze lata. W „Liście Schindlera” epizod otrzymała również moja żona, Dominika Bednarczyk. Pamiętam, że pojechaliśmy do Opola – na dworcu, zaplutym wówczas i zniszczonym, otworzyliśmy szampana. Gramy u Spielberga, gramy u Spielberga.
Piotr Polk:
– Sceny niebywałe miały miejsce na tym planie. Konsultacje z Johnem Williamsem. Tym Williamsem! Albo leżymy sobie z Jackiem Wójcickim na trawie w przerwie między ujęciami, podchodzą dzieci Spielberga, z którymi nie wolno nam było się bawić. Ale co zrobić, one chcą się bawić. Następnie, w tym samym dniu, podchodzi śliczna (nieżyjąca już niestety) Natasha Richardson, żona Liama Nessona. Pyta: „Do męża przyjechałam, ale nudzi mi się. Czy mogę się do was chłopcy przyłączyć, mogę sobie z wami poleżeć na trawie?”. Dwa przekroczenia w jednym dniu.
Anna Mucha:
– Dzieciom było łatwiej, było lżej. Spielberg uwielbiał dzieci. Traktował mnie jak laleczkę. Dawał uwagi, podchodził blisko, przytulał. Byłam załamana, że będę musiała ściąć włosy, Spielberg zgodził się, żebym te włosy mogła tylko podciąć. Pozwalał bawić ze swoimi, cudownymi zresztą, dziećmi.
Mnie ten świat zachwycał i przerażał jednocześnie. Całe szpalery butów, walizek, guzików przynoszonych przez ludzi. Wojna, ciała. To było zbyt wiele dla trzynastolatki.
Aldona Grochal:
– Najtrudniejsza scena, jaką w życiu zagrałam. Scena komór gazowych.
Anna Mucha:
– Byłam wśród was, byłam jedną z was, świat zrobił się wtedy czarny. Czeluście.
Radosław Krzyżowski:
– Jako studenci PWST mieszkaliśmy w akademiku na Pomorskiej. Tam kiedyś mieściło się gestapo. Ponure miejsce. Zdjęcia do „Listy Schindlera”. Obserwujemy to zamieszanie. Ale nie było zamieszania. Była cisza. Moja scena: Kościół Mariacki, Liam Neeson, ja. Myślałem, że będzie rejwach. A tam cisza idealna.
Piotr Polk;
– Razem z Anią, już po premierze, z której niewiele pamiętam, takie to były nerwy, jedziemy do Yad Vashem. Wtedy miałem po raz pierwszy spotkać się z pierwowzorem granej przeze mnie postaci, Leo Rosnerem. Strach i niepewność, co ja mu powiem, o co zapytam. Obiad, sadzają mnie obok Leo. On się nachyla nade mną, i pyta: „W Polsce jednak była lepsza pomidorowa”.
Rozbroił mnie tym zupełnie.
Anna Mucha:
– Kilka lat temu jadę do Krakowa. Pociąg, nie ma zasięgu prawie. Dzwoni telefon. Ania Wendzikowska przeprowadza akurat wywiad ze Spielbergiem/ Steven, zapytany przez nią o „Listę Schindlera”, dopytuje o mnie, o Anię Muchę. Prosi o aktualne zdjęcie. Desperacko szukam odpowiedniego, przecież nie wyślę Stevenowi zdjęcia w bikini… Coś znalazłam. Ale nie mogę wysłać. Brak zasięgu. W końcu się udało.
Radek Krzyżowski:
– Jesteśmy z teatrem w USA. To było parę lat po premierze. Knajpa słynąca z tego, że obsługa jest złośliwa i nieprzyjemna. To była ich marka i szyld. Podchodzi do nas kelner i kpiarsko pyta, skąd jesteśmy – my że z Polski. Okazuje się, że on także, jak prawie każdy kelner w USA, jest aktorem. Trochę z nas szydzi: „oho, z dzikiego kraju przyjechali:. Ja mówię: „U Spielberga, zagrałem, w „Liście Schindlera”. On, wciąż kpiąco, że pewne statysta. “No, I had a speaking role.”
Podziw był pełen i zdumienie. Cała sala zaczęła krzyczeć: „Oni grali u Spielberga, oni grali u Spielberga”.
Ilustracje: Ł. Maciejewski
