Felietony
Liberum veto znów na topie
Zajrzyj do najnowszego numeru!
Wetowanie to nasz sport narodowy. Ćwiczyliśmy tę dyscyplinę przez stulecia i to w rozmaitych odsłonach: na sejmikach poselskich, deputackich, gospodarskich, komisarskich. Na każdym sejmie zwyczajnym i nadzwyczajnym. Dzisiaj, kiedy rosną w siłę rzesze kiboli od narodowych świętości, ta nasza narodowa, rdzennie polska tradycja znów jest na topie.
Liberum veto to była siła szerokiego rażenia. Zgłoszone przeciwko jednej z uchwał unieważniało wszystkie poprzednie postanowienia z danego posiedzenia. W roku 1652 wykrzyczał to potężne zaklęcie poseł z Upity – Władysław Wiktoryn Siciński. A było to 9 marca podczas posiedzenia sejmu Rzeczypospolitej Obojga Narodów w Warszawie. Była sobota, dochodziła godzina 23. Sala sejmowa pogrążona była w ciemnościach, bo prawo zabraniało palenia jakiegokolwiek światła z wyjątkiem jedynej świecy stojącej przed marszałkiem obrad. Siciński krzyknął w tej ciemności:
„– Nie pozwalam!!!”, a potem wymknął się z sali, przeprawił przez Wisłę i schronił na Pradze.
W Warszawie obecne były wtedy poselstwa z Moskwy i od Chmielnickiego. Słuchały i robiły, co do nich należy.
A NUMER 5-6/2026 KUPISZ TUTAJ:
Poseł z Upity początkowo nie był bohaterem żadnej z bajek. Jego nazwisko stało się głośne i nabrało rangi symbolu dopiero parę lat później. W czasie potopu szwedzkiego stanął po stronie hetmana Janusza Radziwiłła. Ułożył się z agresorem, stał się zdrajcą Rzeczypospolitej. Opływał w godności i dostatki, powiększał liczne włości w województwie trockim i na Żmudzi. Stał się symbolem zdrady, warcholstwa, prywaty i przekupstwa. To wraz z tym nazwiskiem Rzeczpospolita zmierzała nieuchronnie ku swemu tragicznemu przeznaczeniu. Siciński nie był pierwszym, który zerwał sejm. Obrady polskiego parlamentu zrywano już od 1536 roku. Potem, w wieku XVII i XVIII, ten zwyczaj wetowania utrwalił się, stał się niemal praktyką. Do czasów rozbiorów pogrzebanych zostało ponad 70 sejmów.
Legenda obeszła się surowo ze zdrajcą Rzeczypospolitej. Siciński miał wrócić do rodzinnej Upity w sam dzień Bożego Narodzenia. Na progu własnego domu został rażony piorunem i to z jasnego nieba. Przysypany został gruzami własnego gniazda. Nie mógł zaznać spokoju. Siedem razy wyrzucała święta ziemia ciało haniebnego posła. Pochowany wreszcie, jak na upiora przystało, z kołkiem między żebrami, leżał tak aż do dnia zniesienia liberum veto, czyli do Konstytucji 3 Maja. Wtedy powstał z popiołów i włóczył się po okrojonej rozbiorami Rzeczypospolitej, oglądając swoje dzieło. Według innych opowieści ciało przeklętego posła wydobyto z grobu, włóczono po cmentarzach, poniewierano po niekończących się drogach, podrzucano na progi złych ludzi.
Wetowanie to nasz sport narodowy, Europie bliżej nieznany. Ale mamy jeszcze i inne dyscypliny, których świat szczerze nam zazdrości. Skoki narciarskie to także nasza narodowa specjalność. Mamy najwyższej klasy tenis, w szczególności za sprawą pań. W tych dziedzinach wyniki premiowane są medalami, pucharami, dyplomami. Jakie będą trofea za wetowanie? Rokowania optymistyczne być nie mogą, kiedyś to już ćwiczyliśmy.
Ten felieton jest krótszy niż te zwykle tu zamieszczane. A to dlatego, że słów brakuje, kiedy słyszy się o wetowaniu projektów zwielokratniających siłę i dostatek kraju.
PS Wiedzę o liberum veto zaczerpnąłem z redagowanego kiedyś przeze mnie „Przekroju”. Niezmordowany reporter tego tygodnika Leszek Mazan napisał wtedy wszystko, co trzeba o pośle z Upity. Zrobił to w marcowym numerze 1982 roku, w 330. rocznicę słynnego wetowania na warszawskim sejmie w roku 1652.