Rekomendacje
Książka. Inna
Na pierwszy rzut oka książka Magdy Huzarskiej-Szumiec wydaje się kolejną opowieścią o Holokauście. Tak ją łatwo zaszufladkować: historia rodziny dotkniętej Zagładą, dramat wojny, powojenne losy ocalałych, a potem refleksja o traumie dziedziczonej przez następne pokolenia.
I rzeczywiście – w książce są getto, ucieczki, ukrywanie się, obozy, procesy oświęcimskie, pogrom krakowski, emigracje, lęk przed słowem „Żyd”. Są bohaterowie, którzy próbują po wojnie poskładać swoje życie z rozbitych kawałków: Anna, jej syn Bolek, ludzie ocaleni z obozów, a wreszcie współczesna narratorka, która po latach próbuje zrozumieć historię własnej rodziny.
1.
Ale kiedy czyta się tę książkę uważniej, okazuje się, że to nie jest w gruncie rzeczy książka o Holokauście. Przynajmniej nie w tym sensie, w jakim zwykliśmy o nim pisać. Nie jest nią ani przez styl – nerwowy, momentami wręcz chaotyczny, jakby opowieść była zapisywana w biegu. Nie jest nią przez formalne chwyty – autorka miesza dokument, autobiografię, rekonstrukcję i literacką narrację, nie troszcząc się zbytnio o akademicką czystość gatunku.
Ale to wszystko wcale nie jest wadą. Przeciwnie: daje wrażenie opowieści prawdziwej, takiej, która powstaje z rozproszonych śladów, z pamięci niepewnej, z opowieści zasłyszanych przy stole albo wyrwanych z czyjegoś półsnu. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że nie trauma i nie postpamięć są w tej książce najważniejsze, choć autorka przywołuje całe zaplecze współczesnej wiedzy o traumie transgeneracyjnej. Najważniejsze jest coś innego: zacieranie śladów przeszłości. Przez rodziców. Przez całe rodziny.
2.
Magda – choć zabrzmi to może dziwnie, zważywszy na jej energię i tempo życia – jest osobą z mojej mniej więcej generacji. Z generacji wychowanej w PRL-u. Nad naszym dzieciństwem wisiał cień wojny, Stalina, Hitlera i milionów tragedii. Ale jednocześnie była to generacja, która nie umiała, nie chciała, a często po prostu bała się o tym mówić.
Relacje rodziców z dziećmi bywały chłodne. W najlepszym razie. W gorszym – opasane skórzanym pasem, którym pan domu wychowywał potomstwo. Nie zawsze wynikało to z braku empatii. Częściej z lęku. Z przekonania, że dzieci trzeba chronić przed tym, co spotkało starszych. A w państwie, w którym wciąż panowały strach i terror, najlepszą metodą ochrony było milczenie, zacieranie śladów, czasem kłamstwo. Czy moja mama urodziła się we lwowskim getcie, czy raczej w rodzinie lwowskich, austriackich folksdojczów, którzy wydawali ludzi z AK? Tego już nigdy się nie dowiem. W mojej rodzinie – jak w wielu innych – nikt o tamtym czasie nie chciał mówić. Ślady zatarto.
Autorka idzie tropem dziś modnym: próbuje rozszyfrować historię własnej rodziny. Ale różnica między literaturą Zachodu a Europą Środkowo-Wschodnią jest zasadnicza. Harlan Coben musi wymyślać porzucone dzieci i wielopokoleniowe tajemnice. Annie Ernaux splata autobiografię z literacką fikcją i zmyśleniami. U nas – kombinować nie trzeba. Tu niemal każda rodzinna historia jest gotowym materiałem na powieść. Co krok zdrada. Co przeskok – mord. Co wyprawa – strach. Logistycznie mówiąc – autorzy mają łatwiej. Te historie siedzą w nas wszystkich, choćbyśmy nie wiem, jak się zarzekali, że to nie nasza bajka, że to jakaś odległa prehistoria. I potem mędrcy się dziwują, skąd antyniemieckie fobie 80 lat po wojnie. Skąd antysemityzm w kraju niemal bez starozakonnych (a tu gra poczucie winy). Dlaczego Polacy są tak wściekle antyrosyjscy (bo nie trzeba jechać do Katynia, by wiedzieć co nam moskwicyn czynił). Ale to wszystko byłoby niczym, gdyby nie to, że nasza przeszłość jest zakłamywana i zacierana w zbiorowej postpamięci – a ta się nie poddaje i wyłazi nam bokiem jak stare prześcieradło.
W tej książce głos zabiera współczesna narratorka – sama autorka. Odkrywa, że jej rodzina była naznaczona Zagładą, milczeniem i tajemnicą. Opowiada o ojcu, który nocami krzyczał przez sen. O przeczuciach, których nie umiała nazwać. O własnej pracy dziennikarskiej, która – jak się okazuje – nieustannie krąży wokół tematów żydowskich, pamięci i wojny. Spotkania ze Stellą Müller-Madej, Niusią Horowitz-Karakulską czy Marią Orwid pomagają jej zrozumieć, że trauma może przechodzić na następne pokolenia nawet wtedy, gdy nie została opowiedziana. Że nocne krzyki, rodzinne tabu, psychosomatyczne lęki czy dziwne przyciąganie do historii Zagłady mogą być częścią odziedziczonego krajobrazu psychicznego.
Książka kończy się próbą nazwania tego, co dotąd było tylko przeczuciem. Autorka przyznaje, że dorastała w rodzinie żyjącej w milczeniu. Nie dostała pełnej opowieści o przeszłości – tylko jej fragmenty: krzyk ojca, lęk matki, dziwne słowa, niewyjaśnione napięcia.
I z tych okruchów buduje swoją historię.
Dlatego ta książka jest w gruncie rzeczy nie o Holokauście, lecz o tym, co dzieje się po nim. O życiu w cieniu wojny, która formalnie dawno się skończyła, ale wciąż trwa w snach, w relacjach rodzinnych, w lękach i milczeniu kolejnych pokoleń. I dlatego ta książka – mimo nerwowego stylu, formalnego nieporządku, chwilami wręcz reporterskiej chaotyczności – ma w sobie prawdę, którą trudno podrobić.
Bo jest książką o tym, jak bardzo staraliśmy się zapomnieć.
I jak bardzo nam się to nie udało.
3.
Ta opowieść okazuje się więc czymś więcej niż historią jednej rodziny. To wielowarstwowa narracja o tym, jak wojna nie kończy się wraz z podpisaniem pokoju, lecz trwa dalej w ciałach, snach, decyzjach, związkach, lękach i milczeniu kolejnych pokoleń. Anna niesie w sobie strach o przetrwanie. Bolek – rozszczepioną tożsamość i nieprzeżytą stratę. Witold – syndrom KZ i obozowe demony. Współczesna narratorka – ma w sobie postpamięć, czyli pamięć o czymś, czego sama nie przeżyła, ale co w niej jest.
Można zmienić nazwisko, zamknąć drzwi, wyrzucić dokumenty, schować list, nie zadawać pytań – ale trauma i tak znajdzie drogę: w nocnym krzyku, w lęku przed dzieckiem, w psychicznej blokadzie, w nagłym wzruszeniu, w obsesji pisania i czytania, w potrzebie wracania do tych samych miejsc.
Ostatecznie jest to także opowieść o ocaleniu – nie heroicznym, lecz kruchym i codziennym. Ocaleniem bywa znalezione łóżko, zdobyta praca, drugi człowiek, książka czytana przy łóżku umierającej matki, rozmowa z lekarką, śmiech z przyjaciółką, własny pokój, własna łazienka, własna biblioteczka. Ale nawet takie drobne formy ratunku nie kasują przeszłości. Mogą jedynie sprawić, że człowiek nauczy się z nią żyć.

Magdalena Huzarska-Szumiec – Dlaczego mój ojciec nie mógł zasnąć. O dziedziczeniu milczenia i traumy, wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2025
Ilustracja: Zygmunt Put, ul. Szeroka, wikipedia