Wehikuł czasu
Król czekolady
Uczył się na cukiernika w Kielcach i Warszawie. Osiadł w Krakowie, dorobił
się własnej pracowni, potem fabryczki, wreszcie fabryki. W 1923 roku założył przedsiębiorstwo przy ul. Wrocławskiej, gdzie produkował wyśmienite czekolady, czekoladki, batony i ciastka.
Adam Piasecki urodził się w wigilię Bożego Narodzenia 1873 roku w Bieganowie pod Miechowem jako syn Antoniego, rządcy dóbr (w innych źródłach – dworskiego agronoma), i Emilii z Krzyżanowskich. Ojciec w chwili narodzin Adama liczył 45 lat, a matka była o 20 lat młodsza.
Po śmierci ojca w 1885 roku dwunastoletni Adaś został oddany na praktykę do cukierni Müllerowicza w Kielcach. Po dwóch latach trafił do Warszawy, gdzie dalej kształcił się w firmach cukierniczych. Gdy liczył 20 lat, zdał egzamin czeladniczy, rychło po tym przybył do Krakowa i rozpoczął pracę jako cukiernik w wytwórni cukrów i herbatników Antoniego Nowińskiego.
W 1898 roku założył własną pracownię i sklep przy ul. Długiej 20, zatrudniając początkowo pięciu pracowników. Dobrą jakością wyrobów szybko zdobył wiernych klientów. Sześć lat później otworzył drugi sklep – w hotelu Drezdeńskim przy ul. Floriańskiej. Firma zatrudniała już trzydziestu ludzi, a i tak nie można było nadążyć z realizacją zamówień.
W zamieszczonym na łamach „Światowida” w 1935 roku artykule poświęconym Piaseckiemu i jego firmie podkreślano, że jego wyroby były „niezwykłej dobroci” i zyskały rozgłos w całym mieście. Ale że robił karierę, nie dziwi: pilnie i sam pracował oraz osobiście wszystkiego doglądał. Nagrodą były tłumy klientów cisnących się w progi jego cukierni.
Z czasem zainstalował też w zakładzie przy ul. Długiej pierwsze w mieście maszyny do wyrobu twardej czekolady. W 1910 roku zaciągnął kredyt w Krajowym Funduszu Przemysłowym i otworzył przy ul. Szlak 26 fabrykę czekolady. Narodzinom firmy towarzyszyły sceptyczne opinie, a nawet drwiny zawistnych, że nie sprosta konkurencji.
Tymczasem jeszcze przed wybuchem I wojny światowej krakowska fabryka czekolady Adama Piaseckiego dysponowała maszynami i urządzeniami wartości prawie 100 tys. koron. Szef zatrudnił mistrza cukierniczego ze Szwajcarii, który zorganizował produkcję,
przeszkolił pracowników i wprowadził nowe receptury. W 1913 roku oferował 11 gatunków czekolady twardej, trzy mlecznej, 13 nadziewanej, galanterię czekoladową, biszkopty, herbatniki i inne ciasta.
Jakość wyrobów była wysoka, ceny atrakcyjne, a w efekcie rodzime wyroby skutecznie wypierały z rynku produkty austriackie i szwajcarskie. Ba, czekolady z Krakowa stały się popularne w całej Galicji.
Piasecki opracował wtedy między innymi popularny do dziś baton Danusia. Jego receptura powstała ponoć na cześć młodziutkiej pracownicy, w której zdarzyło mu się zauroczyć. Podobizna uroczej podwładnej zdobiła opakowanie wyrobu. Niektórzy dowcipkowali, że teraz każdy w Krakowie może spróbować, jak smakuje słynna Danusia…
Wedle wspomnień Piasecki, człowiek niskiego wzrostu, a w dojrzałym wieku dość tęgawy i nierozstający się z laseczką, lubił przechadzać się po salach produkcyjnych i obserwować pracujące kobiety. Tym, które wyróżniały się pracowitością – podnosił tygodniówkę o złotego lub dwa, a gdy któraś mu się nie podobała – w sobotę otrzymywała wypowiedzenie. W fabryce dominowała praca ręczna, chociaż wykorzystywano i nowoczesne maszyny, którymi właściciel nadzwyczaj lubił się chwalić.
Wybuch I wojny światowej zachwiał spokojnym i pomyślnym bytem fabryki. Produkcja spadła, pogorszyła się też jakość wyrobów. Konieczne okazało się przejście od hurtowej formy zbytu do sprzedaży detalicznej. Piasecki otworzył wówczas w Rynku Głównym sklep firmowy, urządzony według projektu uznanego architekta Franciszka Mączyńskiego. Mimo słabszej koniunktury dał się wtedy poznać również jako działacz społeczny i filantrop. Wspierał swoimi wyrobami walczących polskich żołnierzy, a na organizację plebiscytu na Śląsku dał ponoć aż sto tysięcy marek. Taką samą sumą wsparł odnowę zamku wawelskiego.
W 1919 roku fabryka znów zaczęła prosperować. Piasecki sprzedał ją wówczas spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, która przekształciła się rok później w spółkę akcyjną o nazwie „A. Piasecki – Fabryka Czekolady w Krakowie S.A.” Prezesem Rady Zawiadowczej został hrabia Szczepan Tarnowski, a dyrektorami – sam Piasecki oraz hrabia Władysław Bobrowski.
Od tego czasu był jednak tylko jednym z udziałowców. Siedziba spółki i hale produkcyjne mieściły się przy ul. Wrocławskiej 17. Całość fabrycznych obiektów zajmowała powierzchnię prawie pięciu i pół morgi (prawie trzech hektarów). Dopływ kapitału posłużył bowiem firmie, a jej wyroby znowu osiągnęły europejski poziom.
W 1924 roku Adam Piasecki zatrudniał 124 stałych pracowników (głównie kobiet) oraz 20–40 sezonowych. Zyski wyniosły wtedy ponad pół miliona złotych przy kapitale akcyjnym 1 170 000 zł, akcjonariusze dostali 15 proc. dywidendy.
To głównie dzięki Adamowi Piaseckiemu w okresie międzywojennym Kraków stał się jednym z największych ośrodków przemysłu czekoladowo-cukierniczego w Polsce. W 1926 roku było w mieście osiem fabryk tej branży. Pracowało w nich ponad tysiąc robotników, a pod koniec lat dwudziestych – już około 1500.
Konkurencyjne zakłady nie stanowiły poważnego zagrożenia dla fabryki Piaseckiego, zwłaszcza że przeżywała ona apogeum rozwoju – w 1927 roku miała już 330 pracowników.
W najlepszych czasach produkowała dziennie około 7000 kg najwyższej jakości wyrobów w eleganckich opakowaniach firmowych. Tak przynajmniej informował tygodnik „Światowid” w 1935 roku. Reporter zwracał nadto uwagę, że Piasecki był wyznawcą zasady „pańskie oko konia tuczy”, bo cały dzień spędzał w fabryce, a dysponując fachową wiedzą, osobiście doglądał produkcji.
Oprócz tego pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia, należał między innymi do twórców szkoły cukierniczej, której uczniowie odbywali praktyki w jego fabryce.
O życiu prywatnym Adama Piaseckiego wiadomo niewiele poza tym, że mieszkał przy ul. Długiej, żonaty był z młodszą od siebie o dwa lata Michaliną z Przybylskich rodem z Podgórza, a potomstwa z prawego łoża nie pozostawił.
„Ilustrowany Kuryer Codzienny” poinformował w listopadzie 1935 roku, że mimo szalejącego kryzysu fabryka Piaseckiego należy do „bastionów dzielnie przed nim się broniących”. Właśnie w tym czasie przypadło 25-lecie istnienia firmy i 50-lecie pracy zawodowej jej szefa. Wedle dziennika, wyroby firmy cieszą się niesłabnącym powodzeniem, a gwarantem sukcesu i jakości jest sam Piasecki, posiadający żelazną wolę, zapał do pracy, niespożytą wytrwałość i wielkie doświadczenie oraz to, co się liczy w świecie interesów – solidność, akuratność i słowność.
W obliczu jednak ogólnego kryzysu produkcję trzeba było wtedy ograniczyć. W 1936 roku fabryka została nawet na krótko zamknięta, na co robotnicy odpowiedzieli strajkiem okupacyjnym.
W czasie okupacji hitlerowskiej Adam Piasecki pozostawał dyrektorem fabryki. Udało mu się nawet nieco ją rozbudować. Kiedy w 1944 roku w Krakowie zagęściło się od wycofujących się wojsk Wehrmachtu, wszystkie budynki fabryczne zostały zajęte na ich potrzeby. Więcej, sam Piasecki za przydzielenie robotnikom bożonarodzeniowych deputatów w postaci słodyczy został 20 grudnia 1944 roku aresztowany i osadzony w więzieniu przy ul. Montelupich. W styczniu 1945 roku, zaledwie dwa dni przed wkroczeniem do miasta Armii Czerwonej, został wywieziony do jednego z najcięższych obozów koncentracyjnych w Gross-Rosen. Następnie trafił do Bergen-Belsen. Tam, wycieńczony i schorowany (miał już 71 lat), zmarł 30 kwietnia 1945 roku – a więc niewiele ponad tydzień od końca wojny. Został pochowany w zbiorowej mogile.
Fabryka, którą stworzył, została wkrótce potem, bo w lutym 1948 roku, na podstawie orzeczenia Ministerstwa Przemysłu i Handlu upaństwowiona, czyli przejęta przez władze komunistyczne. Wraz z Fabryką Wyrobów Czekoladowych Pischinger i Fabryką Czekolady Suchard weszła w skład utworzonych 1 stycznia 1951 roku Zakładów Przemysłu Cukierniczego „Wawel”.
Ilustracja: Wilfredor, wikipedia
Tekst ukazał się w numerze 3/2020, a najnowsze numery naszego magazynu znajdziesz TUTAJ: