Miasto
Krakowskie zimy stulecia
Jak kiedyś marzliśmy w Krakowie?
Jak twierdzą specjaliści, klimat stopniowo się ociepla i takie zimy, kiedy śnieg zalegał i ciągle go dosypywało, a mróz trzymał bezlitośnie, odeszły już najprawdopodobniej w niepamięć. W związku z porą roku, która jednak powinna się kojarzyć ze śniegiem i mrozem, przypominamy kilka utrwalonych w kadrze pamiętnych zim Krakowa.
Taka wręcz ekstremalna zima przyszła w lutym 1929 roku. Odnotowana dla tego miesiąca średnia temperatura –13 stopni pozostaje rekordowa nie tylko w ubiegłym stuleciu, ale w ogóle odkąd regularnie notuje się temperaturę, czyli od 1837 roku. 10 lutego 1929 roku odnotowano w Krakowie –33 stopnie i jest to także historyczny rekord.

Dla porównania, w Nowym Targu było –35 stopni, w Żywcu –40,6. Skutki tamtych długotrwałych mrozów szybko okazały się tragiczne dla życia i zdrowia mieszkańców miasta. 11 lutego ponad 150 osób zgłosiło się do stacji Pogotowia Ratunkowego z poważnymi odmrożeniami rąk i uszu. Zaspy na drogach sięgały dwóch metrów, co wykluczyło w praktyce słabo jeszcze rozwinięty transport samochodowy. Kłopoty nie ominęły też kolei, bo oprócz tworzących się zasp jej służby borykały się z pękającymi szynami i brakiem węgla do parowozów. W mieście zamarzały i pękały rury wodociągowe. Doskwierał brak opału.

Dramatyczną sytuację, w jakiej znaleźli się zwłaszcza ubożsi mieszkańcy Krakowa, ukazują fotografie wykonane w lutym pod Miejskim Składem Węgla przy al. 29 Listopada 18. Na pierwszej widać zmarznięty tłum piętrzący się przed składem w oczekiwaniu na transport opału. Pozostało jeszcze zeskładowane drewno, na które było zapewne mniej chętnych. Drugie ujęcie przejmuje smutkiem, choć pokazuje szczęśliwą nabywczynię około 150 kg węgla. Kobieta w średnim wieku pomaga tragarzowi ciągnącemu prowizoryczne sanki. Na pozór ubrana jest elegancko, ale zwraca uwagę jej letnie obuwie. Tak to już bywa, kiedy przychodzi stanąć przed wyborem: zimowe buty dla siebie czy węgiel do ogrzania mieszkania dla rodziny. Tragarz z kolei ma buty (?) obwiązane dodatkowo szmatami. Jak widać, byli biedni i biedniejsi…

Mocno dała się we znaki pierwsza okupacyjna zima przełomu 1939 i 1940 roku. To jej zawdzięczamy oficjalny rekord Polski odnotowany w Siedlcach: –41 stopni. Ogromne ilości śniegu, jakie spadły wtedy także w okolicach położonych na południe od Krakowa, spowodowały wiosenną powódź. Na skutek braku istotnej części przeciwpowodziowego obwałowania pomiędzy mostem Dębnickim a Skałką woda wdarła się przez pl. Na Groblach i zalała część miasta. To poważne uchybienie wiązało się z ciągle żywą wtedy koncepcją urządzenia portu wiślanego w zakolu rzeki u wylotu pl. Na Groblach. Dlatego podczas prac przy zabezpieczaniu koryta Wisły (1907–1914) zaniechano budowy w tym miejscu umocnień. Zdeterminowani okupanci usypali tam (rękoma Baudienstu) wał już w następnym roku.

Kolejna fotografia pochodzi ze stycznia 1963 roku, kiedy to cała Polska znalazła się w okowach śniegu i mrozu, co synoptycy zgodnie okrzyknęli „zimą stulecia”. W Krakowie przez trzy pierwsze dni Nowego Roku pokrywa padającego non stop śniegu osiągnęła 50 cm (!). W piątek 4 stycznia drogowcy zmuszeni byli zamknąć szosę na Warszawę (dzisiejsza S7), co było wydarzeniem bez precedensu. Dodatkowo kilka całkiem sporych miasteczek – Olkusz, Wolbrom czy Proszowice – zostało odciętych od świata, bo nieliczne pługi wirnikowe zupełnie sobie nie radziły, często ulegając awariom.
To był pierwszy atak tamtej zimy. Następne przyszły w trzeciej dekadzie stycznia i pod koniec lutego, kiedy mróz w Krakowie sięgał –28 stopni. Zmniejszono wówczas dostawy energii elektrycznej do mieszkań prywatnych, by zapobiec paraliżowi zakładów przemysłowych, zamknięto też wiele szkół. Ponadto ustawicznie pojawiały się kłopoty z dostawą tak podstawowych artykułów jak chleb i mleko. Jeszcze 1 marca w Maniowach koło Czorsztyna odnotowano –35 stopni.

Pod koniec lutego pokrywa śniegu w Krakowie osiągnęła absolutnie rekordowe 96 cm. Według „Dziennika Polskiego” w akcji odśnieżania wzięło spontaniczny udział 60 tys. krakowian. W pierwszych dniach marca z centrum miasta wywieziono 670 tys. m³ śniegu. Koszt operacji był ogromny – niemal 10 mln zł. Była to równowartość 83 samochodów najpopularniejszej wtedy marki Warszawa.

Warto przypomnieć, że podczas pamiętnej „zimy stulecia” gospodarze z podmiejskich dzielnic – jak Wola Justowska czy Borek Fałęcki – sięgnęli po prawie zapomniane już sanie.
Kolejna sroga zima przypuściła zdecydowany atak na przeważającej części kraju na przełomie grudnia i stycznia 1978/1979 roku. Tym razem o zimie stulecia nie mogli mówić mieszkańcy Małopolski, gdzie pokrywa śnieżna była przeważnie niewielka (w okolicy Krakowa niewiele ponad 30 cm). Również w skali kraju była to zima zdecydowanie mniej śnieżna chociażby od tej z przełomu 1969/1970 roku i odczuwalnie cieplejsza. Jej fenomen polegał na tym, że po kilku odwilżowych dniach (od +7 do +10˚) sylwestrowy poranek przyniósł temperaturę od około –10 do –15 stopni. Dodatkowo sypało, aż dosypało około 30 cm śniegu…

Tekst ukazał się w miesięczniku „Kraków i Świat” 2/2024.