PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

KRAKÓW, CZYLI NOWY ORLEAN

Witold Bereś
Rekomendacje Witold Bereś

Niedziela Nowoorleańska, 5 lipca 2026 roku

Zaczęło się jakoś tak: pod koniec XIX wieku w Nowym Orleanie muzycy zaczęli grać muzykę, która jeszcze nie bardzo wiedziała, że za chwilę zostanie nazwana jazzem.

1.

Jednym z jej pierwszych legendarnych bohaterów był Buddy Bolden — kornecista i lider zespołu, który współtworzył nowy muzyczny język. Z czasem ukształtował się charakterystyczny skład: trąbka lub kornet, klarnet, puzon, kontrabas, gitara albo banjo, później także fortepian. Najważniejszy był jednak nie zestaw instrumentów, lecz sposób grania: wspólna improwizacja, w której kilka głosów jednocześnie prowadzi własną opowieść, a przecież wszystkie pozostają częścią tej samej muzyki.

Jazz zwykle wymaga dziś skupienia, odpowiedniej sali, dobrego nagłośnienia, a czasem także pewnego przygotowania słuchacza. Niedziela Nowoorleańska przypomniała jednak, że u źródeł tej muzyki nie było ani filharmonii, ani elegancko ubranej publiczności siedzącej w równych rzędach.

Tu potrzeba ulicy i tłumu, który idzie za muzykami.

I właśnie to wydarzyło się w centrum Krakowa.

2.

Już od południa jazz zaczął wydobywać się z kawiarnianych ogródków na Rynku Głównym. Grały cztery zespoły związane przede wszystkim z krakowską tradycją jazzu klasycznego: Old Metropolitan Band, Playing Family, Hot Swing oraz Boba Jazz Band.

Nazwy dobrze znane wszystkim, którzy pamiętają, że Kraków był miastem jazzu na długo przed tym, nim jazz stał się eleganckim dodatkiem do bankietów, jubileuszy i miejskich strategii promocyjnych.

Stare standardy, dixieland, swing, instrumenty dęte i rytm, który nie pozwalał przejść obojętnie.

Można było przyjść specjalnie, ale można było też znaleźć się w samym środku koncertu przypadkiem: przy kawie, podczas spaceru, w drodze do Sukiennic albo między jednym a drugim obowiązkowym zdjęciem robionym pod pomnikiem Mickiewicza.

I na tym polegała siła tego wydarzenia.

O godzinie siedemnastej jazz opuścił ogródki i ruszył przez miasto.

Paradę Nowoorleańską z Rynku Głównego na Plac Szczepański prowadził European Saxophone Ensemble — dwunastu saksofonistów pochodzących z różnych krajów Europy. Za muzykami szli uczestnicy festiwalu, przypadkowi przechodnie, turyści, dzieci, fotografowie, rowerzyści prowadzący rowery i wszyscy ci, którzy jeszcze chwilę wcześniej nie mieli pojęcia, że tego dnia wezmą udział w jazzowym pochodzie.

Nie była to demonstracja w żadnej sprawie, chociaż — gdyby się uprzeć — można by ją uznać za odę do radości. A ta, jak wiadomo, także bywa dziś stanowiskiem politycznym.

3.

Finał rozpoczął się około godziny siedemnastej trzydzieści na Placu Szczepańskim. Wystąpili European Saxophone Ensemble, Playing Family z Markiem Bałatą, włoskie Aperitivo Italiano oraz hiszpański Conservatori Jazz Trio.

Było to spotkanie kilku generacji i różnych temperamentów.

Playing Family oraz Marek Bałata wnosili doświadczenie, sceniczne obycie i charakterystyczną swobodę jazzu, który nie boi się kontaktu z publicznością. Dwunastu muzyków European Saxophone Ensemble pokazywało natomiast, że saksofon nie musi być wyłącznie instrumentem samotnego solisty. Może stać się częścią potężnego, wielogłosowego organizmu — raz zwartego niczym orkiestra, kiedy indziej rozpadającego się na indywidualne głosy prowadzące własne rozmowy.

Włosko-hiszpańska część koncertu przesuwała wydarzenie od tradycyjnego Nowego Orleanu w stronę współczesnego jazzu europejskiego. Aperitivo Italiano tworzyli saksofonista Marco Rossin, pianista Paolo Manfredi i skrzypek Francesco Clemente. Dołączyli do nich młodzi muzycy Conservatori Jazz Trio z Barcelony: pianista Jan Gallifa, kontrabasista Martín Gros Breto oraz perkusista Miguel Robles López.

W ich programie spotykały się jazz, muzyka filmowa oraz melodie należące do włoskiej, hiszpańskiej i polskiej wyobraźni. Nino Rota i Ennio Morricone trafiali w przestrzeń improwizacji. Muzyka, którą zwykle pamiętamy razem z obrazami, musiała tym razem poradzić sobie sama.

I radziła sobie bardzo dobrze.

To, co znane, odzyskiwało lekkość, a akademickie przygotowanie młodych Hiszpanów nie odbierało ich grze ani energii, ani spontaniczności.

4.

Krakowska parada ma już własną tradycję, ale wciąż zachowuje coś z ulicznego żywiołu. Nie da się jej zamknąć w sali ani podporządkować koncertowemu ceremoniałowi.

Muzycy idą obok słuchaczy. Melodia miesza się z rozmowami, dzwonami, turystycznym gwarem i dźwiękami miasta. Raz brzmi czysto, po chwili rozpada się w hałasie, by kilkanaście metrów dalej znowu się odnaleźć.

„Niedziela Nowoorleańska” jest oczywiście nazwą trochę umowną. Nowy Orlean leży przecież daleko, Rynek Główny nie przypomina French Quarter, a dorożki stojące pod Sukiennicami zdecydowanie nie są paradnymi platformami Mardi Gras.

Ale przez kilka godzin geografia przestawała mieć większe znaczenie.

I jeśli tak spojrzeć na sprawę, to 5 lipca 2026 roku Nowy Orlean rzeczywiście leżał nad Wisłą: mniej więcej pomiędzy Rynkiem Głównym a Placem Szczepańskim.

Fot. Wikipedia: zespół Buddy’ego Boldena, domena publiczna