PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Miasto

Głos za kulturą

Witold Bereś
Miasto Witold Bereś

Czy tylko Piątkowską interesuje kultura?

Robimy w kulturze i z niej – tak, przyznajmy się – żyjemy. Tak zresztą jak wielu ludzi mieszkających w Krakowie. Ponieważ przed nami wybory więc postanowiliśmy sprawdzić, co obiecują w naszej materii kandydaci.

Najpierw wpadło nam w ręce opracowanie KulturaWPracy.pl.

Solidnie zrobione, ale nie dowiemy się tu, który z kandydatów czyta Tokarczuk, który wzrusza się przy Kieślowskim, a który ostatni raz był w teatrze, gdy szkoła prowadziła go na „Zemstę”. Pytania portalu Kultura w Pracy dotyczą czegoś mniej efektownego: pieniędzy, instytucji i władzy. Teraz odpowiedziało sześcioro kandydatów. I wszyscy — cóż za przedwyborczy cud! — kochają jawność, decentralizację oraz kulturę bliską mieszkańcom. Nikt nie marzy o nieprzejrzystych umowach, niekontrolowanych wydatkach i festiwalu organizowanym wyłącznie dla turystów oraz zaprzyjaźnionych dyrektorów.

Michał Drewnicki widzi kulturę przede wszystkim jako nośnik wartości, narodowej tożsamości i dziedzictwa. Diagnoza ciekawa. Recepta budzi już więcej pytań. Kandydat PiS ostrzega bowiem przed „modnymi trendami przychodzącymi z zagranicy” i podkreśla, że publiczne pieniądze powinny służyć wartościom konstytucyjnym. Zapewnia przy tym, że prezydent nie jest cenzorem. Ba: ilekroć polityk zapewnia, że nie zamierza być cenzorem, lepiej sprawdzić, czy na stole nie leży już ołówek.

Najbardziej konkretny jest Sławomir Pietrzyk. Nie poprzestaje na rytualnym „będziemy wspierać”. Podaje liczby: co najmniej 15 procent budżetu kultury dla organizacji społecznych i niezależnych inicjatyw, milion złotych rocznie na małe granty oraz podwojenie środków konkursowych.

Daria Gosek-Popiołek patrzy na kulturę również od strony ludzi, którzy w niej pracują. Mówi nie tylko o dotacjach, ale także o jawnych konkursach na stanowiska dyrektorskie, odpowiedzialności kierownictwa, stabilności zatrudnienia i instytucjach wolnych od mobbingu.

Łukasz Gibała walczy z „zabetonowaniem” instytucji i zapowiada audyt, przede wszystkim Krakowskiego Biura Festiwalowego. Chce ograniczyć finansowanie dużych instytucji, aby zwiększyć pomoc dla inicjatyw oddolnych. Tyle, że audyt jest znakomitym słowem kampanijnym. Prawdziwa polityka zaczyna się dopiero wtedy, gdy po audycie trzeba komuś zmniejszyć dotację.

Aleksandra Owca najmocniej pyta, dla kogo właściwie istnieje krakowska kultura. Jej odpowiedź jest jednoznaczna: przede wszystkim dla mieszkańców, dopiero później dla turystów. Najpierw audyt, potem rozmowa, następnie decyzje. Demokratycznie i rozsądnie, choć wyborca może się zastanawiać, czy po wszystkich audytach, analizach i konsultacjach zostanie jeszcze czas na zmianę.

Z tych odpowiedzi wyłania się diagnoza, ale nie to, jacy ci kandydaci są.

Niestety, w ferworze walki czas na odpowiedź znalazła dla nas tylko Monika Piątkowska – jej odpowiedzi nas satysfakcjonują, jak i to, że nie chce rewolucji, tylko rozsądnych, ewolucyjnych zmian.

Bardzo dziękujemy.