PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Miasto

Geografia możliwości

Dominika Fabiola-Sidorowicz
Miasto Dominika Fabiola-Sidorowicz

Opowieść o lataniu w letnim numerze!

Lotnisko to nie miejsce. To decyzja.
Decyzja, czy polecisz do kolejnego ładnego miasta z kawą, kamienicą i kieliszkiem czerwonego płynu na deser, żeby poczuć się jak na wakacjach z prawdziwego intelektualnego zdarzenia, czy jednak zaryzykujesz i wylądujesz gdzieś, gdzie zapach ulicy rozregulowuje zmysły rozpiętością skali i zupełnie nie daje się przetłumaczyć na język europejski?

Z Balic da się zrobić jedno i drugie. Łyknąć niebieską pigułkę albo czerwoną. W tym drugim przypadku trzeba przestać myśleć jak turysta, a zacząć jak ktoś, kto chce naprawdę gdzieś dotrzeć po to, żeby naprawdę coś przeżyć.

Bo prawda jest taka: bezpośrednich lotów poza Europę nie ma tu wiele. Ale wystarczająco dużo, żeby zmienić trajektorię życia – albo przynajmniej myślenia o nim. Od niebezpośrednich można się zakrztusić z wrażenia i co więcej pogratulować sobie pobliskości Balic. To lotnisko jest tańsze, wygodniejsze i dużo bardziej przyjazne niż Chopin.

Bucket list ziemianina

Peru to ten kraj, który turysta nazywa Machu Picchu, czyli jakby Polska znaczyła Wawel. Na mapie Polski tymczasem i góry, i jeziora, i jakiś Malbork, choćby widziany z okien pociągu do Gdańska, i zamki przy polnych drogach na łysych górach, i Mierzeja Wiślana, gdzie z jednej strony spokojnie oddycha zatoka, a z drugiej dudni dziki przeciąg Bałtyku, a wszystko razem zmierza wąskim pasem kolejki prosto do końca cypla wakacyjnej road to hell.

Tymczasem Peru jest cztery razy większe od Polski i kulturowo cztery razy od niej starsze, przynajmniej według oficjalnych danych. Owszem, możesz wykonać typowy turystyczny trip: lot do Limy, autobus do Cuzco i stamtąd pociąg do Aguas Calientes, czyli Ciepłych Wód, zakupić bilety na którąś z trzech albo czterech tras zwiedzania (w zależności od tego, ile jest w remoncie), od wersji „po schodkach pod scenę z gotowym kadrem” po półdniowy spacer dookoła góry, uwiecznić swoją podobiznę na selfie na tle inkaskich ruin i pochwalić się znajomym, że byłeś w Peru.

Byłeś na Wawelu.

Ja cię jeszcze ponamawiam do trekkingu Inca Trail, pustyni Nazca, Amazonii i karkołomnej wyprawy przez granicę boliwijską do jeziora Titicaca. To przygoda na wiele wspomnień!

Całkiem nieprawdopodobnych.

Krok w bok, czyli dwie pieczenie na jednym bilecie

Jak tam dolecieć z Krakowa?

Ryanairem do Madrytu albo Barcelony, stamtąd bezpośredni lot do Limy, najczęściej Air Europa, Iberia, Latam.

Po drodze można zwiedzić Prado i przejść się Ramblą, zagryźć jamón serrano, popić tinto (w Ameryce Południowej to czarna kawa, a nie czerwone wino), upewnić się, czy Sagrada Familia nadal jest w remoncie, zakochać się w Parku Gaudíego albo odwiedzić hiszpański Broadway na Gran Vía (zakładamy, że w jedną stronę polecisz przez Madryt, a w drugą przez Barcelonę).

To twój najlepszy strzał na całą Amerykę Południową, z europejskim deserem. Do Brazylii często będzie taniej przez Lizbonę. O tym napiszę w następnym odcinku.

Nie uwierzysz!

A może wolisz dziką Afrykę? Etiopia, Rwanda, Namibia, RPA, Zimbabwe? Ryanairem do Wiednia, gdzie możesz skoczyć do opery, na kawę w kawiarni Freuda, do lunaparku, a stamtąd Ethiopian Airlines w dużym komforcie zabierze cię bezpośrednio do Addis Abeby i dla chętnych stamtąd dalej w Afrykę.

Nota bene lipiec–sierpień w Namibii to najlepszy czas na parki narodowe i safari. Zupełnie puste drogi (niezależnie od pory roku), asfalt kończy się jakieś 40 km za Windhoek (stolicą), więc ruch lewostronny nie będzie cię straszył. Kamper wypożycza się z namiotem. Można spać w parkach. Planującym komfort polecam rezerwację eco lodges (luksus na łonie natury)… z wyprzedzeniem.

Addis Abeba to bakława kulturowa nie tylko dla chrześcijan. Oksymoron smakowy zamierzony! Sam zobaczysz i ocenisz, czy pasuje.

Rwanda kojarzona z Tutsi i Hutu, czyli czystkami etnicznymi pod koniec XX wieku, to wyprasowana europejskim żelazkiem Afryka. Dobra na początek i idealna na odmitologizowanie UNICEF-ów, NGO-sów, „Krwawego diamentu” i „Bez granic”, choć ostatni z tych filmów rozgrywa się w Etiopii (Kambodży i Czeczenii), a przedostatni w Sierra Leone. Tam na razie nie jedziecie.

Namibia, Botswana, Rwanda, Etiopia to idealny wstęp na kontynent Czarnego Lądu i relaksacyjne oddarcie ze złudzeń propagandy medialnej.

Europa, która się kończy, zanim się skończy

A na deser lody śmietankowe. Każdy je lubi i zawsze są w ofercie. Znajomy, niedrogi smak, który daje swojskie poczucie czegoś oswojonego, a jednak zaskakująco egzotycznego – Bałkany!

Z Balic bezpośrednio Ryanairem (na razie nie zapłacili mi za promocję, więc mogę śmiało napisać, że milion razy wolę Ethiopian Airlines i wszystkich chińskich przewoźników) polecicie do Podgoricy i do Tirany.

To miszmasz nostalgicznego PRL-u, szczypta radosnego kapitalizmu lat 90. i śródziemnomorski luz – taka jakby Grecja na południu albo Sycylia czy włoski czubek obcasa, jednak nie Calabria, bo albański nie tylko nie przypomina włoskiego, ale nawet żadnego z jego dialektów, meczety raczej nie są jeszcze częścią pejzażu Italii, ale sposób bycia, mentalność Albańczyków, Serbów (bo oni głównie zamieszkują Czarnogórę) to bardzo włoski vibe.

Oba te kraje nie należą do UE, dlatego realnie kulturowo wyjeżdżacie poza Europę małym kosztem i pozostając na kontynencie. Dla europocentryków będzie to mentalne wyzwanie, szokująca egzotyka zdecydowanie niepolecana tym, którzy ostatnio rzucili palenie.

Pamiętam męki pewnego Amerykanina, z którym podróżowałam balonem w Laosie:

– Gdybym tylko wiedział, że fajki tutaj kosztują 50 centów zamiast 15 dolarów (to było w 2015 roku), to bym, kurde, poleciał do Australii – bardzo się biedak męczył, co niechybnie mu zepsuło jakże egzotyczny pobyt w Laosie.

Całe Bałkany „siedzą, piją, lulki palą, tańce, hulanki, swawola”, więc jeśli nie chcesz się luzować do końca, jedź na all inclusive w inną stronę. Do europejskich bufetów, dzieciaków wrzeszczących nad basenem, animatorów aerobiku, karaoke i quizów na to, kto jest głupszy i zabawniejszy w swojej ignorancji.

W sumie też można z Balic.