Miasto
Dźwięki STU, songi STU
60lecie Teatru STU!
Od początku istnienia Teatr STU współpracował z wielkimi kompozytorami, wokalistami, autorami tekstów, muzykami. Wymieniać można długo: Jan Kanty-Pawluśkiewicz, Krzysztof Szwajgier, Janusz Grzywacz, Marek Grechuta, Maryla Rodowicz, Leszek Aleksander Moczulski, Andrzej Zaucha, Janusz Stokłosa, Zbigniew Wodecki, Konrad Mastyło, Jacek Cygan (trzech mistrzów z tej listy opowiada o swej pracy w tym numerze „Krakowa i Świata”).
Owocem były kultowe (to słowo nie jest tu nadużyciem) sceniczno-muzyczne wydarzenia – Exodus, Szalona lokomotywa, Pan Twardowski, Cabaret. Ale też piosenki, czy to wywodzące się z nich, czy też z innych spektakli. Z kolei sam klimat sceny STU (oraz sprzęt nagraniowy, który udało się przy niej zgromadzić) przyczynił się do powstania dźwięków i brzmień kilkunastu kluczowych płyt polskiej muzyki jazzowej i rockowej ostatniego półwiecza.
Oto subiektywny, i oczywiście niepełny, wybór wrażeń o brzmieniach STU.
Pierwsze autorskie kompozycje dla STU pisał Roman Kowal, ale – jak podkreśla Krzysztof Jasiński – „drugim kompozytorem został Tomasz Stańko” (trębacz uczestniczył ponoć także w spotkaniu założycielskim STU). To on stworzył muzykę do spektaklu Człowiek gorejący („oratorium rewolucyjne na podstawie tekstów, między innymi Krzysztofa K. Baczyńskiego, Pabla Nerudy, Tadeusza Różewicza, Wsiewołoda Rożdiestwienskiego”; scenariusz i reżyseria Krzysztof Jasiński; premiera 7 października 1967) oraz Do towarzyszy („estrada polityczna na podstawie tekstów między innymi Tadeusza Nowaka, Władysława Broniewskiego, Pabla Nerudy, Wsiewołoda Rożdiestwienskiego”; scenariusz i reżyseria Krzysztof Jasiński, premiera: czerwiec 1968, Kraków).
W lutym 2016 roku podczas jubileuszu półwiecza teatru dyrektor Jasiński wręczył muzykowi taśmę z rejestracją jego pierwszych kompozycji dla STU, którą akurat udało się odnaleźć. Z okazji rocznicy Stańko zagrał wtedy ze swoim ówczesnym składem na zamkniętej imprezie dla „Rodziny STU”, czyli osób od lat najmocniej związanych ze sceną.
Wystawioną pierwszy raz w namiocie STU w czerwcu 1977 roku Szaloną lokomotywę krytycy uznali za pierwszy musical w Europie Wschodniej (a więc i w Polsce). Muzykę napisali Marek Grechuta i Jan Kanty Pawluśkiewicz, teksty zaczerpnięto z dzieł samego Witkacego. Grali, a zwłaszcza śpiewali!, prócz Grechuty Maryla Rodowicz i Jerzy Stuhr.
Hitem stał się song Hop, hop, hop szklankę piwa. Grechuta śpiewał prześmiewczo za Witkacym:
„„Dnem mojej duszy jest pierwotna mściwość, a moim herbem jest soczysta larwa zdębiałych koni lawiny, lawiny i oficerów zasmucone miny (…) Hop „„Dnem mojej duszy jest pierwotna mściwość a moim herbem jest soczysta larwa zdębiałych koni lawiny, lawiny i oficerów zasmucone miny (…) Hop, hop, hop szklankę piwa hop szklankę piwa, hop! ważę ciężary, o jakich nie myślał żaden cezar świata, a wszystko ulata, ulata jak wata, ulata jak wata hop szklankę piwa, hop”.
A pismo „Zdrowie i Trzeźwość” stwierdzało poważnie: „Nad niejednym fragmentem spektaklu unoszą się opary alkoholu”.
Przy rockowych niemal dźwiękach na scenę wjeżdżała też (wzdłuż piersi i między nogami potężnej kobiety) rozświetlona drezyna. Spektakl miał tysiące widzów – pięć razy z rzędu pokazano go w katowickim Spodku. A Hop, szklankę piwa uhonorowano pierwszą nagrodą jury XV Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.
Musical Pan Twardowski po premierze 5 lutego 1990 roku od razu stał się hitem. Charyzmatyczna kreacja Andrzeja Zauchy była trzecią jego rolą w STU (po dwóch wersjach opery Jana Kantego Pawluśkiewicza Kur zapiał). Spektakl kończył się songiem Usłysz! (muz. Janusz Grzywacz, sł. Włodzimierz Jasiński). Zaucha śpiewał go na wielkim, barwnym kogucie podwieszonym u powały sceny. Przesłanie brzmiało: „Usłysz nasze wołanie, nasze wołanie, naszą pieśń / Oddal nasze przegrane, moc rozczarowań, oddal, oddal lęk!”. Wokalista – jak często w charakterystycznym białym szalu – na koniec całował koguci grzebień.
Była to jego rola najlepsza, ale i ostatnia – 10 października 1991 roku, po zakończonym owacjami na stojąco występie w Panu Twardowskim, Zaucha oraz towarzysząca mu aktorka Zuzanna Leśniak zostali zastrzeleni na parkingu przy ul. Włóczków, zaledwie kilkaset metrów od teatru.
Studio Teatru STU – nagrano tu ponad 50 albumów rozmaitych gatunków! A zaczęło się od tego, że realizator nagrań i akustyk STU Jacek Mastykarz wpadł na pomysł sprowadzenia z Zachodu 24-ścieżkowego analogowego urządzenia nagraniowego. Udało się, a że nikt w Polsce nie miał podobnego sprzętu, więc krakowskie studio stało się marzeniem muzyków.
Efektem było kilka ważnych płyt polskiego jazzu – chociażby C.O.C.X (1983) Tomasza Stańki oraz The Blue Light Pilot (1982) i No. 8.
Laboratorium (1984). A także największe albumy w dziejach rodzimego rocka: Live (1982) i Heavy Metal World (1983) grupy TSA, O! (1982) i Nocny patrol – oraz jego angielska wersja (1983) – Maanamu, Lunatycy – czyli tzw. przeboje całkiem live (1988) i Autsajder (1993) Dżemu, Wschodnia wioska (1988) Martyny Jakubowicz, Tilt (1988) Tiltu, Smak ciszy (1985) Turbo, Ridin’ Easy (1989) Easy Rider. I wreszcie albumy takiej klasy jak Krajobraz pełen nadziei (1989) Marka Grechuty, Naprawdę nie dzieje się nic (1991) Grzegorza Turnaua i Live Character (1992) Jacka Wójcickiego.
Osobną jakością były teatralno-muzyczne spektakle plenerowe realizowane przez STU: Kantata Auschwitz-Birkenau (1969, Oświęcim-Brzezinka); Widowisko podwawelskie (1972–1980, pod Wawelem); Zagrajcie nam dzisiaj wszystkie srebrne dzwony (1975, Warszawa, namiot na rogu Towarowej i Chłodnej); Halka w Skałkach Twardowskiego w Krakowie, Gioconda nad brzegiem Odry we Wrocławiu czy Harfy Papuszy wystawione w noc świętojańską 1994 roku na krakowskich Błoniach.
Jan Kanty Pawluśkiewicz, autor muzyki do Harf, wspominał: „Pierwszy raz w Polsce na obszarze 10 tysięcy metrów kwadratowych, bo tyle liczą Błonia, została wybudowana scena na jedną noc. Były zespoły cygańskie z całego świata, teatr dla 10 tysięcy widzów, wielka symfoniczna orkiestra, bezpośrednia transmisja międzynarodowa, a wreszcie płonące harfy uniesione przez dźwig nad scenę”.
Wiersze cygańskiej poetki Bronisławy Wajs „Papuszy” śpiewały światowe głosy: Gwendolyn Bradley, Elżbieta Towarnicka, Bożena Zawiślak-Dolny i Andrzej Biegun. Przejmująco brzmiały frazy: „Ile głodów! Ile bied! / Tyle smutków! Dróg niemało! / Tyle ostrych kamieni w stopy się wbijało! / Ileż koło uszu kul nam przeleciało! / Ile błot! Jakie deszcze! / Ile krwawych łez jeszcze! / Ile włosów z głów, z warkoczy rwały nam gałęzie w nocy! […] / Jak las zaśpiewa, tak tańczą Cyganie – lekko jak piórko, ciężko jak kamień. […]” (Kicy bidy i bokha).
Muzyka z oratorium została potem wykorzystana w filmie o Papuszy Krzysztofa i Joanny Krauze – i wielokrotnie nagradzana.
W 2011 roku wydarzeniem stał się recital piosenek do muzyki Jana Kantego Pawluśkiewicza śpiewanych przez Beatę Rybotycką. W songu Czas (Zbudzisz się przy mnie) do słów Włodzimierza Dulemby – skądinąd wykonywanym wcześniej w Piwnicy pod Baranami – padała urocza deklaracja: „Odtąd będziesz dzielił ze mną czas na pół, ciepłem lekkim swych dłoni nasz szczęściem nakryty stół i kwiaty pachną na nim… pęd życia z naszych ciał przyniesie nowy płomień, przyniesie nowy promień, maleńki płacz”.
Rodzajem greatest hits STU był wystawiony w 2022 roku spektakl Songi. Wykorzystano w nim songi ze spektakli Spadanie, Sennik polski, Exodus, Pacjenci, Szalona lokomotywa, Donkichoteria, Bramy raju, Noc tysiączna druga, Pan Twardowski, Hamlet, Biesy, Sonata Belzebuba i Wyzwolenie – a pieśni wykonywała młodzież wyłoniona w drodze castingu.
Tekst ukazał się w numerze 1-2/2026, który kupisz tutaj: