Spotkanie
Danuta Ney-Smolarska: Do czytania nocą
Rozmowa z Danutą Ney-Smolarską, malarką, autorka książki „Skrzydła”.
Danuta Ney-Smolarska: No tak… Taka jest moja historia, dlatego że ja od dzieciństwa z tym lataniem miałam jakieś kontakty. Śniło mi się to latanie. Ciągle albo latałam, albo spadałam. Miałam zawsze to uczucie – i musiałam się bardzo pilnować – że ja stanę i po prostu polecę. Ono towarzyszyło mi przez
wiele lat. Choćby przy bieganiu… Wydawało mi się, że po prostu, gdy biegnę, to się unoszę w powietrzu. W ogóle nie dotykam ziemi. To taka chyba moja ucieczka od szarości, której wówczas dokoła było mnóstwo.
Andrzej Duda: Czy w Pani przypadku skrzydła mają związek z uczuciami?
Nie, nie. To jest takie dla mnie bardzo osobiste, indywidualne, niepołączone z innymi ludźmi. Ogólnie mówiąc: latanie to ja.
„Wczoraj skoczyłem, miałem skrzydła jak ptak. Raz jeden w życiu każdy chyba to czuł. Ktoś nagle krzyknął: tak to każdy by chciał! Coś pochwyciło i ściągnęło mnie w dół”. Pamięta pani, z czego to cytat?
Z piosenki, ale nie pamiętam, kto śpiewał.

Lady Pank. Sztuka latania. Panią też czasem coś (lub ktoś) ściąga z chmur, kiedy Pani leci?
Takie uczucie mam non stop. Bo życie jest brutalne.
„Life is brutal”. Też Lady Pank.
Rzeczywistość mnie ściąga każdej minuty, każdej sekundy. Momenty, kiedy ja się odbijam i gdzieś tam sobie lecę… Niestety jest ich niewiele. Głównie w wierszach czuję, że jestem sama z tymi słowami. Muszę się gdzieś chować. Czekam, by być sama w domu. I wtedy czasem po prostu czuję, że ten wiersz naprawdę „mam”. Zresztą wiele lat to było tak, że budziłam się w nocy i zapisywałam po ciemku. Potem oczywiście nie mogłam tego odczytać do końca. Ale przychodziło mi to w nocy, bo ja mam ogromne kłopoty ze snem. Wtedy coś mi się tam roi.
Jeden z najważniejszych powodów napisania książki Skrzydła. Rozmowy z zegarem zdradza pani w samej książce – i to dosyć szybko. Zauważa Pani pewien brak występujący we współczesnym świecie.
Nie ma już w tej chwili rozmów, kontaktów między kobietami. W moim pokoleniu jeszcze te rozmowy jakoś istnieją. Natomiast między młodszymi kobietami tego kontaktu już nie ma. Przynajmniej takiego, jaki mógłby być. Bo kobiety do bliskości mają o wiele lepsze predyspozycje niż mężczyźni. Rezygnacja z tego rodzaju kontaktu jest dla kobiet młodszego pokolenia wielką stratą…
Na okładce książki znajdziemy zdanie, że to opowieść o emancypacji.
To raczej nie tyle jest emancypacja, ile myśl o emancypacji. O tym, że u mnie tego było jakby za mało. Cały czas się z tym borykałam w życiu. To próby znalezienia swojego miejsca, swojej drogi. Potrzeba samodzielności. Mojego męża poznałam w liceum i tak szliśmy razem. To jest jednostka dużo silniejsza niż ja, która mnie pchała i mną kierowała. Więc ta emancypacja u mnie jest bardzo trudna do osiągnięcia.
Malarstwo, poezja, proza poetycka. Każda z tych form sztuki wymaga od artysty wydobycia na świat tego, co gdzieś tam ukryte. Pani na kartkach tej książki odsłania się w trójnasób.
W wielu elementach się odsłaniam, w innych w ogóle się nie odsłoniłam. A w jeszcze innych żałuję, że się odsłoniłam. Nigdy nie pisałam pamiętników. Więc dla mnie formą pamiętników były wiersze. Zresztą nigdy nie myślałam, że będę je publikować. One miały być tylko dla mnie. Trudność stworzenia takiej książki polega na wyznaczeniu sobie, jak daleko chce się czytelnika wpuścić. Ja trochę chciałam, bo moją myślą przewodnią było, żeby coś zostawić wnukom. Coś zostawić dzieciom. Jakimś przyszłym pokoleniom. Wytłumaczyć mnie. Jakoś tam mnie naświetlić.
Jedna książka, a w niej Pani obrazy z różnych okresów, wiersze – młodzieńcze i nowe – i proza, bardzo malownicza, a w niej całe Pani życie. A to wszystko łączy magicznie jedna noc, płynąca niespiesznie od zmierzchu do świtu.
Jedna noc, bo ja nie śpię. A tak naprawdę to nie cierpię zegarów. Nie znoszę. Ten zegar mi tu spina całość. Ta noc mi spina całe moje życie. Ale mam awersję nawet do odgłosu zegarów. Nie wyobrażam sobie w mojej przestrzeni tykającego zegara. Ten odgłos popędza, pospiesza, a pośpiech przecież poniża.
Napisała Pani, że noc nie lubi stanów pośrednich.
To wynika z mojej chronicznej bezsenności. Stany pośrednie to są takie stany, gdzie nie śpisz, ale żyjesz. Myślę, marzę i tak dalej, ale fizycznie mnie nie ma. Stąd te wiersze czasami pisane w nocy. Pozbawiam się fizyczności, a zostaje sama głowa. Sama myśl. I lubię to.
W nocy Pani lata, a dni najchętniej spędzałaby Pani w lesie?
Od samego początku poezja i malarstwo zawsze łączyły mi się z przyrodą. Dla mnie przyroda jest właściwie jedynym miejscem, gdzie mogę odpocząć. Lecz prezentuję ją w swojej twórczości w sposób bardzo przetworzony. Jest to element bardzo ważny dla mojego życia. Od najwcześniejszego dzieciństwa. To jest tak wrośnięte we mnie, że niby czasami chcę odejść od tego, a potem wracam. Tak w kółko. Cała moja twórczość to jest takie podglądanie przyrody.
Przyroda to bezkres, ale też struktura, a na Pani obrazach jest w bardzo różny sposób przetransformowana.
W tej chwili akurat chcę troszkę bardziej harmonijnie działać. Nie chcę już tak przewracać wszystkiego do góry nogami. Najpierw malowałam oleje, potem przeszłam na formy bardziej graficzne, czyli tuszem i tak dalej. To wszystko było monochromatyczne, bez kolorów. I w tym wypadku dużo było powiązań z kosmosem. A potem wracam, patrząc jakby też poprzez te pióra, poprzez zbieranie. Pióra, czyli znów latanie… Ale to wszystko jest przyroda. Wszystkie elementy na ziemi są wzajemnie ze sobą powiązane. Taka grzybnia potrafi mieć całe kilometry. A ja staram się te powiązania właśnie pokazać. Wszyscy zależymy od wielu rzeczy. Jesteśmy zależni od przyrody, przyroda od nas i tak jesteśmy powiązani, tak żyjemy.
Pisze Pani: „Dom to początek i koniec. Wszystko tu się zaczyna i jeżeli coś dobrego w człowieku wyrasta, to najpewniej zaczęło się w domu”.
To jest baza. Kwestia tylko, czy ta baza jest dobra czy zła. Czy jeden ma szczęście, czy drugi ma pecha, że akurat się urodził tu, gdzie się urodził. Ktoś ma wielki potencjał, ale z powodu swego domu nie może tego wykorzystać. Dlatego bardzo zwracam uwagę na moje dzieci. Stąd przez długie lata musieliśmy się podzielić z mężem. Ja się zajęłam dziećmi i dlatego przez całe lata niewiele działałam. Chciałam przekazać coś, co sama otrzymałam. Tylko poprawione. Oczywiście na pewno i tak coś zrobiłam źle. Tego niestety uniknąć się nie da. Tam, gdzie miałam świadomość, że moi rodzice zrobili coś źle, starałam się zrobić i przekazać dobrze.
No bo to, co wyniesiesz z domu, zostaje na całe życie.
Naprawdę sądzi Pani, że musi wszystkich uratować?
Napisałam tak w książce à propos układów rodzinnych i chyba taka jest prawda. Ja cały czas staram się wygładzać, pertraktować, mówić jednemu do rozumu, bo to, bo tamto, temu mówić, tamtemu tłumaczyć – i to jest bardzo męczące. Bo to jest cały czas droga zrozumienia drugiego człowieka i dlaczego jest konflikt. Czego oni wzajemnie nie rozumieją. Jestem nadwrażliwa, więc rozumiem i jednego, i drugiego. No i tak całe życie mam. Takie mam posłannictwo. Ktoś to musi robić w rodzinie. Tu wszyscy są charakterni i muszę to wszystko godzić.
Czytając Skrzydła…, ma się wrażenie, że zawarte jest tu wszystko, co było w Pani życiu najważniejsze. Czy z tych rzeczy da się utkać szczęście?
Strasznie trudny temat. Co to znaczy szczęście? Czy możemy powiedzieć: ogólnie szczęście, czy możemy powiedzieć: jest czas szczęścia, czas nieszczęścia… Czy ja jestem szczęśliwa? Dużo miałam stresów w życiu, różnych ram i ograniczeń. Niektóre sama sobie nakładam, inne przychodzą z zewnątrz i muszę się dostosować. Jestem niestety trochę duszą mojego taty, który z jednej strony mnóstwo robił i mnóstwo zdziałał, ale nie potrafił się cieszyć. Śmialiśmy się, że jakby dobre auto mu kupić, to tata może by był zadowolony. Ale czy do końca? Do końca nie potrafił. Ja jestem pojmowana z zewnątrz – wiem to – jako osoba bardzo radosna i pozytywna. Ale w środku nie jestem radosna. To nie jest takie proste. Stąd, myślę, moje wiersze.
Czy Skrzydła…, Pani rozmowę z zegarem, najlepiej czytać nocą?
Tak. Może tak. Kto wie? Nocą wszystko odczuwa się inaczej.
*
W styczniowo-lutowym numerze „Krakowa i Świata” będzie można znaleźć fragmenty Skrzydeł oraz recenzję Ewy Wachowicz.