Po krakosku
Bohdan Biś Lisowski: „Tracimy miliardy przez brak planowania przestrzennego”.
Rozmowa z Bohdanem Bisiem Lisowskim o Polityce Architektonicznej Państwa, edukacji i kosztach chaosu urbanistycznego.
Paulina Filipiec: Chaos przestrzenny, zalew reklam, samowolka budowlana. Czy polska architektura to dziś powód do wstydu czy dumy?
Bohdan Biś Lisowski, koordynator zespołu ds. Polityki Architektonicznej Państwa: Mój ojciec powtarzał, że obarczanie architektów odpowiedzialnością za wygląd przestrzeni publicznej jest tym samym, co obwinianie krawców męskich za to, jak wyglądają ludzie na ulicy. Udział architektów w inwestycjach, w sensie kubaturowym, to zaledwie kilka procent całości.
Oczywiście zdarzają się znakomite realizacje budynków użyteczności publicznej, takich jak sądy, przedszkola czy szkoły. W Polsce mamy dobrą architekturę, ale obok niej także przeciętność, wynikającą z braku spójnej polityki architektonicznej. W krajach, które ją wprowadziły, z czasem wyraźnie poprawiła się jakość architektury.
U nas wciąż widać do niej brak szacunku, co jest w dużej mierze efektem zaszłości z czasów PRL – przekonania, że to, co wspólne, jest niczyje.
Gdzie najwyraźniej widać skutki takiego podejścia?
Mówimy żartobliwie, że na Podhalu prawo budowlane się nie przyjęło. Gdy zjeżdża się z dwupasmowej drogi w Nowym Targu, teoretycznie powinno się zobaczyć panoramę Tatr, ale w praktyce jest ona zasłonięta przez billboardy. Dlaczego? Bo właściciele tych terenów czerpią z nich zyski.
Moja babcia mieszkała w samym centrum Zakopanego, więc jako dziecko spędzałem u niej każde ferie zimowe. Potem przez wiele lat nie byłem w tym mieście, a kiedy po długiej przerwie zobaczyłem Krupówki i wejście na Gubałówkę, byłem zrozpaczony. Zakopane jest dziś jednym z najbardziej zdegradowanych i zniszczonych przestrzennie miast w Polsce.
Są jednak pozytywne zmiany. Ustawa krajobrazowa wdrożona w Krakowie pozwoliła usunąć wiele wielkoformatowych reklam. Stopniowo zaczynamy porządkować nasze otoczenie. Może niedługo to dotrze i na Podhale?
Jestem Podhalanką. Kiedy odwiedzam rodzinne strony, zadaję sobie podobne pytania.
Problem nie dotyczy wyłącznie Zakopanego [śmiech]. W Polsce liczącej 38 mln mieszkańców moglibyśmy pomieścić znacznie większą populację. Nie chodzi o brak miejsca, lecz sposób jego zagospodarowania. Planowanie przestrzenne często ma charakter przypadkowy, punktowy i nieskoordynowany.
W wielu aspektach to Kraków jest prekursorem, choć nie wszystkie działania kończą się sukcesem. Przykładem jest Strefa Czystego Transportu, która spotkała się z oporem społecznym. Takie zmiany wymagają czasu: w Berlinie trwało to kilkanaście lat.
Wystarczy przejechać przez wsie w Bawarii czy Austrii, by zobaczyć ich zwartą, kompaktową strukturę. W Polsce częściej dominuje podejście: „chcę mieć dom pod lasem, więc go tam zbuduję”. Tymczasem zwarta zabudowa oznacza realne oszczędności w dostępie do mediów, utrzymaniu infrastruktury czy choćby odśnieżaniu dróg. Dziś tracimy miliardy złotych w wyniku złego planowania przestrzennego.
To właśnie polityka architektoniczna jest jednym z narzędzi, które mają nadać kierunek bardziej odpowiedzialnym i uporządkowanym działaniom.
A budowanie luksusowego hotelu w centrum krakowskiego Kazimierza uznałby Pan za odpowiedzialne i logiczne?
Problemem nie jest sam hotel, a wyludnianie centrów miast i masowy najem krótkoterminowy. Jeszcze 30 lat temu w obrębie Plant mieszkało około 12 tys. osób – dziś to zaledwie nieco ponad trzysta. Jeśli ten trend się utrzyma, Kraków stanie się turystycznym skansenem.
W Barcelonie doprowadziło to do napięć społecznych, a nawet zamieszek. Całe dzielnice przekształciły się w zaplecze najmu krótkoterminowego, a właściciele mieszkań stali się de facto hotelarzami i wyprowadzili się z centrum. W efekcie sklepy spożywcze znikają, zastępowane przez punkty z pamiątkami, a jeśli już istnieją, to są znacznie droższe.
Gdybym miał wskazać jedno oczekiwanie wobec władz, byłoby nim wprowadzenie jasnych regulacji w tym obszarze. Bez nich grozi nam utrata miasta.
Czy dzięki powołaniu zespołu doradczego ds. opracowania Polityki Architektonicznej chaotyczna polska architektura ma szansę stać się wspólnotowa?
To dość życzeniowa wizja. W miastach alpejskich obowiązują precyzyjne regulacje na przykład określające udział drewna na elewacji, kąt nachylenia dachu czy rodzaj jego pokrycia.
Oczywiście w ich ramach wciąż możliwe są różne interpretacje i wariacje, ale u nas nawet jeśli takie regulacje istnieją, często są obchodzone. Jeśli przepisy mówią, że dach powinien mieć konkretne nachylenie, to pojawiają się płaskie dachy pełniące funkcję tarasu, a na ich środku niewielki daszek spełniający wymagany kąt. Architekci nieraz traktują to jako sprytne obejście przepisów.
Dlatego kluczowe jest nauczanie i uświadamianie. W ramach pilotażowego programu Izby Architektów „Kształtowanie przestrzeni” dzieci dostają np. zadania polegające na odtworzeniu drogi do szkoły, wskazaniu miejsc wymagających zmian i zaproponowaniu ich nowego zagospodarowania. Na początku mają z tym trudność, ale z czasem zaczynają tworzyć konkretne, kreatywne rozwiązania. Kluczowa jest edukacja zaczynająca się już od najwcześniejszych etapów.
Stąd pomysł na stworzenie dokumentu, który ujednolici polską architekturę?
Zdecydowana większość krajów Europy posiada już taki dokument. Francja była pierwsza, bo wprowadziła politykę architektoniczną już w 1979 roku, a ostatnio, w grudniu 2025 zrobiła to Słowacja. W efekcie pozostały już tylko cztery kraje, które nie mają takiej polityki, a wśród nich znajduje się Polska.
We Francji zaczęto od wprowadzenia zasady, że wszystkie obiekty finansowane ze środków publicznych muszą być realizowane w drodze konkursów architektonicznych, bo to one dają największą szansę na uzyskanie wysokiej jakości projektu. Dodatkowo część budżetu inwestycji przeznaczają na dzieła sztuki, co oznacza, że w budynkach użyteczności publicznej pojawiają się rzeźby, obrazy czy inne elementy wspierające rozwój kultury.
Polityka architektoniczna ma więc tworzyć warunki dla świadomego mecenatu państwa nad architekturą rozumianą jako dziedzina kultury. W wielu krajach te kwestie są przypisane do ministerstw kultury – tak jest we Francji i tak było również w Polsce przed wojną. Teraz, traktowana głównie jako element budownictwa, funkcjonuje rozproszona między różnymi resortami.
Kto powinien wyznaczać kierunek rozwoju naszej rodzimej architektury?
Między innymi Polska Rada Architektury. Od jej powstania w 1996 roku, składała się z twórców i odbiorców architektury. Oprócz profesjonalistów w jej skład wchodzili kiedyś m.in. Krzysztof Penderecki, Andrzej Wajda czy ks. prof. Józef Tischner – osoby, które nie były architektami, ale miały ogromny wpływ na kształtowanie wrażliwości kulturowej i jakości przestrzeni.
W ubiegłym roku, gdy Polska przewodniczyła pracom w Radzie Europy, Polska Rada Architektury zgłosiła do ministerstwa propozycję powołania zespołu ds. opracowania Polityki Architektonicznej Państwa. Zaprosiliśmy przedstawicieli resortów oraz innych interesariuszy do wspólnych rozmów i w efekcie rzeczywiście Zespół ten powstał.
…czyli architekci sami sobie otworzyli drogę do budowania kraju.
Są dwa podejścia. Jedni uważają, że dokument, który mamy przygotować będzie tworzony z myślą o społeczeństwie, mający wspierać działania planistyczne i porządkowanie ładu urbanistycznego. Są jednak i tacy, którzy postrzegają go zupełnie inaczej: jako dokument będący narzędziem, dzięki któremu środowisko architektów ma coś dla siebie wywalczyć.
Istotą polityki architektonicznej jest wspieranie rozwoju gospodarczego kraju. Estetyka jest efektem ubocznym dobrze prowadzonych działań, ale sednem pozostaje ograniczenie chaosu inwestycyjnego. Chodzi m.in. o przeciwdziałanie tzw. urbanistyce łanowej – czyli zabudowie polegającej na stawianiu domów jeden za drugim na wydzielonych pasach ziemi, często bez ładu i spójności.
To zjawisko jest destrukcyjne dla krajobrazu, a jego skutki bardzo trudno później naprawić. Jedną z głównych przyczyn jest specyficzny układ własności gruntów w Polsce. To jednak tylko jeden z wielu problemów, z jakimi mierzy się polska urbanistyka.
Jak działa zespół ds. Polityki Architektonicznej Państwa?
Około 60 proc. stanowią architekci, ale są też inżynierowie, przedstawiciele samorządów, organizacji społecznych i ministerstw. Zespół pracuje w ośmiu grupach tematycznych, obejmujących m.in. planowanie, dziedzictwo, edukację, dostępność i infrastrukturę. Celem jest stworzenie spójnego dokumentu, który przy dobrych wiatrach ukaże się w przyszłym roku.
Ponad 50 osób powołanych przez sekretarza stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii Michała Jarosa będzie pracowało, by stworzyć spójny i rzetelny dokument.
Jakie jedno rozwiązanie wprowadziłby Pan już, gdyby to było możliwe?
Edukację. Przepisy można wprowadzić szybko, ale bez świadomości społecznej problem będzie wracał. W Skandynawii jej poziom jest bardzo wysoki.
Na przykład podczas setnej rocznicy odzyskania niepodległości Polacy zorganizowali przelot samolotów i pochód husarzy, którzy nawet nie jeździli konno. Finowie natomiast wykorzystali tę okazję, by zorganizować konkurs architektoniczny – i na stulecie odzyskania niepodległości ufundować sobie fantastyczny budynek-mediatekę, w którym cały czas tętni życie. Przychodzą tam ludzie, żeby miło spędzić czas, poczytać książki, pouczyć się, uszyć coś. To po prostu dobra przestrzeń edukacyjna i twórcza dla wszystkich.
Myśl o tym, że społeczeństwo potrafi stworzyć coś, co scala wspólnotę i uczy kolejne pokolenia, budzi mój zachwyt.
Ilustracja: fot. J. Zych