PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Miasto

Atak w Krakowie – i na Kraków

Krzysztof Burnetko
Miasto Krzysztof Burnetko

Najważniejsze są ofiary: na razie sześciu zabitych, ale dwanaście spośród piętnastu rannych jest w stanie ciężkim.

To, że Kraków z miasta uchodzącego za symbol europejskiej kultury stał się symbolem współczesnej barbarii jest w tym kontekście mało istotne. Ale kiedyś trzeba będzie też postawić pytanie: dlaczego?

*

Na miejsce zbrodni docieram niespełna dwie godziny później. W tym czasie dzwonię do Edwarda Nowaka, bo to on od razu dał na Facebooku sygnał, że na naszym Rynku doszło do terrorystycznego ataku. Edek jest legendarnym działaczem pierwszej „Solidarności”, tej z lat 1980-1989: przewodził opozycji w Hicie im. Lenina, organizował strajki w stanie wojennym, a potem całe lata za nie siedział w więzieniu. Teraz mówi mi, że szedł na spacer (a mieszka nieopodal, bo tuż za linią Plant). Było niewiele po godzinie 15, maszerował dochodzącą do Rynku ulica Szpitalną, gdy usłyszał sygnały karetek pogotowia. Gdy wszedł na Rynek, byli tam już ratownicy medyczni i nadjeżdżała policja. Zrobił kilka zdjęć, choć przyznaje, że był przerażony. Powtarza: takie coś?! W naszym Krakowie?! Edek zdradza, że najpewniej zamachowiec jechał od strony Placu Szczepańskiego, wzdłuż tak zwanej linii AB, pełnej kawiarnianych ogródków, potem minął Kościół Mariacki i uciekł ulica Grodzką.

*

Docieram na miejsce niewiele później. Kiedy przekraczam linię Plant u wlotu ulicy Sławkowskiej (to jakieś trzysta metrów od Rynku), mijają mnie kolejne pozornie cywilne samochody z „kogutami” służb na dachu. Na ulicy nie ma takich tłumów jak zwykle w sobotni wieczór – widać apele władz, by nie wychodzić na miasto przynajmniej częściowo skutkują.

Dojście do samego Rynku jest oczywiście – na poziomie ul. Św. Tomasza (podaję te detale, bo przecież Kraków jest miastem powszechnie znanym…). W oddali widać charakterystyczne namioty, chroniące przed gapiami miejsce tragedii, Bo to tam najpewniej padli pierwsi zabici. Przy barierkach stoją strażnicy miejscy i uzbrojeni w broń długą policjanci. I właśnie w ich kierunku młody rodak wykrzykuje tyradę, że zamachowcem jest na pewno Ukrainiec, a oni powiedzą, że to ruska prowokacja. Towarzysząca mu partnerka próbuje tonować. Funkcjonariusze zachowują profesjonalny spokój, ja nie wytrzymuję. Bluzg okazuje się skuteczny. Młody narodowy patriota się wycofuje,

*

Przy wlocie Floriańskiej, czyli tuz pod kościołem Mariackim, gdzie padli kolejni zabici, też wytyczono oczywiście kordon. Pytam funkcjonariuszkę o jego zasięg – mówi, że dokładnie nie wie., ale to przecież oczywiste, bo nie wiadomo, czy zamachowiec nie miał wspólników i atak się nie powtórzy. Znamienne, że nawet gapie zdają się zważać na powagę sytuacji – raczej komentują zagrożenie niż szukają sensacji. Choć kiedy wraca, Floriańską, jeden restauracyjny zaganiacz rytualnie namawia na tanią wyżerką. Bez skutku.

*

Mijam znowu w drugą stronę linię Plan – w towarzystwie kolejnej kolumny policyjnych wozów. Także w tramwaju atak jest tematem wiodącym – ci spośród pasażerów, którzy o nim już wiedzą, są poruszeni, jeśli nie przerażeni.

*

A ja – by przerażenie nieco choćby zmniejszyć – wspominam…. Przecież właśnie tą samą trasą – przez Sławkowską i Rynek przez ponad ćwierć wieku dzień w dzień chodziłem na mój Uniwersytet Jagielloński, a potem do mojej ówczesnej redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Tamtędy też wracałem do domu – czasem w… mało sprzyjających nocnych okolicznościach. I nic.

Więc co się teraz stało?!

*

Marcin Świetlicki, poeta wielki i rockman ostry, a i mój, mam nadzieję, kolega, napisał niegdyś pieśń ze znamienną frazą tyczącą Krakowa: „Któregoś dnia to miasto będzie należeć do mnie”. Otóż, Marcinie, chyba nie ma na to szans.

Tekst ukazał się pierwotnie w „Polityce”: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/2363419,1,w-naszym-krakowie-bezpieczne-miasto-stalo-sie-scena-tragedii-dlaczego-do-tego-doszlo.read

Ilustracja: Autorstwa image/photo was taken by Wikipedia and Wikimedia Commons user Ludwig Schneider (zmienione na B&W)