Rekomendacje
Andrzej Jagodziński, czyli Cieszyn, książka i film
„Ludzie potrzebują prawdziwego słowa”. Z dyrektorem projektu Literatura na Granicy – dyplomatą, redaktorem i tłumaczem z języka czeskiego – rozmowa z Andrzejem Jagodzińskim.
Katarzyna Wójcik: Dlaczego w tym roku wypada 28. edycja Kina na Granicy, a dopiero 9. Literatura na Granicy? Czemu literatura tak późno dołączyła do filmu?
Andrzej Jagodziński: Po prostu nikt nie wpadł na taki pomysł wcześniej. Festiwal filmowy rozwijał się stopniowo, z roku na rok. Dwadzieścia osiem lat temu to był jednodniowy czy dwudniowy przegląd filmów. Byłem w tym czasie dyrektorem Instytutu Polskiego w Pradze. Młoda nauczycielka z Cieszyna, Jolanta Dygoś, polecona mi przez Jurka Kronholda, poetę z Cieszyna, z którym się przyjaźniłem długie lata, zwróciła się do mnie z prośbą, żebym postarał się zaprosić na ten festiwal Jiřego Menzl. Zrobiłem to, z duszą na ramieniu. Kolegowałem się z Menzlem, znaliśmy się jeszcze z lat siedemdziesiątych, z moich czasów studenckich. Ale bałem się, dokąd go wysyłam, bo to był bardzo poważny człowiek, laureat Oscara, a ja nie miałem pojęcia, co to za festiwal. Na szczęście wrócił zachwycony, mimo że wtedy, w 1998 roku, w Cieszynie była jeszcze granica. Menzel miał wracać samolotem do Ostrawy, trzeba go było więc przeprowadzić przez tę granicę i zawieźć na lotnisko. Na dodatek on miał reisefieber, czyli fobię polegającą na tym, że musiał być na lotnisku co najmniej dwie godziny przed odlotem. Przeprowadzaliśmy go przez granicę o świecie. Wszyscy celnicy czescy wylegli ze swojej budki zobaczyć, jak to Menzel, laureta Oscara, wraca o świcie z balangi. Później przyjeżdżałem na niektóre edycje Kina na Granicy. Jako dyrektor Instytutu Polskiego w Pradze z oczywistych względów wspieraliśmy wszelkie imprezy promujące polską kulturę na terenie Republiki Czeskiej. A dlaczego literatura? Kiedy skończyłem wszystkie swoje przygody dyplomatyczne i wreszcie byłem już wolnym człowiekiem – emerytem – podczas edycji Kina na Granicy w 2018 roku zrobiliśmy debatę dotyczącą rocznicy roku 1968 i w ogóle literatury lat sześćdziesiątych w Czechach, Polsce i Słowacji. I ona się cieszyła ogromnym zainteresowaniem, więc rok później zrobiliśmy podobna debatę, tym razem w rocznicę roku 1989. I tak to się zaczęło, od jednej debaty, a potem zaczęliśmy robić rozmowy o książkach. W tej chwili spotkania o literaturze odbywają się w trakcie całego festiwalu, to jest przez pięć dni.
KW: Jak należy rozumieć hasło tegorocznego festiwalu „między siłą a bezsilnością”?
AJ: No my się tak miotamy między siłą a bezsilnością. To jest oczywiście nawiązanie do eseju Václava Havla Siła bezsilnych. Chcieliśmy w ten sposób przypomnieć Havla, choć staramy się go tutaj przypominać na różne sposoby. Wydaje mi się, że on jest ciągle aktualny, chociaż jestem nieobiektywny jako tłumacz i jego przyjaciel. W tym roku przypada dziewięćdziesiąta rocznica jego urodzin i piętnasta rocznica śmierci. Drugi akcent havlowski podczas tegorocznego festiwalu to piękna wystawa zdjęć autorstwa Ondřeja Němca, który zrobił Havlowi mnóstwo prywatnych zdjęć: w teatrach, na festiwalach czy koncertach, z różnymi osobami i z różnych okresów, gdzieś tak od lat siedemdziesiątych aż do zdjęć zrobionych tuż przed śmiercią Havla. Pamiętam go zresztą z ostatniego publicznego spotkania, kiedy odbierał w Pradze Order Zwycięstwa św. Jerzego, nadany mu przez rząd Gruzji dosłownie na miesiąc przed śmiercią. Kierowałem wtedy Instytutem Polskim w Bratysławie i też przyjechałem do Pragi. Akurat wtedy dostałem sygnalny numer Siły bezsilnych, wyboru esejów, który wydała Agora, więc postanowiłem, że zrobię mu taki prezent. On był już bardzo słaby, jeździł na wózku. Oczywiście nadrabiał miną i się nie poddawał, ale wyglądał tak źle, że bałem się do niego podejść.Podczas bankietu po wręczeniu orderu Havlovi postawiono specjalny niski stoliczek i dwa krzesła, ale nikt nie miał odwagi podejść. Podszedłem do jego asystentki i powiedziałem, że mam dla Havla książkę, ale zostawię jej, żeby go nie męczyć. A ona na mnie popatrzyła srogo i powiedziała: „Czy ty zwariowałeś? Podejdźcie do niego wszyscy, przecież on tu jest po to, żeby się z wami pożegnać”. Mocne to było. Ale rzeczywiście, jak przysiadłem się do niego i dałem mu tę książkę on ją obejrzał, przekartkował, spytał, jaki był klucz wyboru, a potem powiedział: „przysuń mi ten kieliszek, Dasza nie patrzy, napijemy się jeszcze”.
KW: A czy dzisiaj literatura też jest narzędziem, którym się walczy, jak w czasach drugiego obiegu wydawniczego?
AJ: Nie potrafię autorytatywnie odpowiedzieć na to pytanie. Niestety, muszę się przyznać, że w ostatnich latach mało czytam współczesnej literatury polskiej, ponieważ dużo piszę i tłumaczę. Ale wierzę w siłę słowa, czy to pisanego, czy mówionego. W ramach programu Literatury na Granicy co roku robimy przynajmniej jedną debatę społeczno-polityczną. Jedna z wczorajszych debat nosiła tytuł „Europa Środkowa. Znów pomiędzy Wschodem a Zachodem?”. Ten tytuł był tak naprawdę pesymistyczny, bo sformułowaliśmy go jeszcze przed wyborami na Węgrzech. Te wybory zmieniły optykę, dały nam pewną nadzieję. Zarówno na tę debatę, jak i na tę, która była po niej, rozmowę Aleksandra Kwaśniewskiego z Adamem Michnikiem, ustawiały się kolejki. Wprowadziliśmy na nie bezpłatne wejściówki, bo trzeba to było jakoś uregulować z powodu ograniczonej liczby miejsc w sali sesyjnej ratusza. Chcieliśmy, by takie rozmowy odbywały się w godnym miejscu, a pani burmistrz Cieszyna Gabriela Staszkiewicz się zgodziła. Zresztą nie po raz pierwszy – w zeszłym roku też się odbyły takie dwie debaty. W tamtym roku rozmowa Adama Michnika z byłą prezydent Słowacji Zuzaną Čaputovą wzbudziła również ogromne zainteresowanie. To świadczy o tym, że ludzie jednak potrzebują takiego prawdziwego słowa i rozmowy, bez szczucia, bez jazgotu, bez inwektyw, nawet jeśli są to rozmowy ludzi, którzy mają dość różne poglądy. Myślę, że podobnie jest z literaturą. Jak powiedział podczas jednego ze spotkań na festiwalu węgierski dziennikarz Benedek Totth, literatura jest organiczna i nie poddaje się żadnemu totalitaryzmowi.
Magazyn Kraków i Świat jest partnerem Festiwalu „Literatura na Granicy”.