PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Artystyczny przegląd tygodnia. Bunkier Sztuki, Koloroterapie i Anubis.

Anna Petelenz
Rekomendacje Anna Petelenz

Co oglądać w Krakowie?

Ciągle otwiera się coś nowego i trudno w Krakowie nie mieć poczucia nieustającego FOMO, czyli lęku, że cały czas coś człowieka omija. W tym tygodniu adresy, pod którymi znaleźć można trochę światła i koloru. W sam raz na listopadową szarugę i pierwszy krakowski smog.  

Na dobry początek Bunkier Sztuki. „Polski dizajn. Biografia przedmiotu / Biografia projektanta” to przede wszystkim dobra przestrzeń i oddech, co w przypadku wystaw wokół designu nie jest oczywistością. Można nawet powiedzieć, że czegoś brakuje, że „coś” jeszcze by się tu zmieściło. Mnie jednak takie lekkie poczucie braku pasuje, przedmioty widać, nie tłoczą się, nie muszą walczyć o uwagę. Można się im przyjrzeć, a niektórych można dotknąć, co zdecydowanie uatrakcyjnia (zwłaszcza dla małych ludzi) oglądanie wystawy.

Piętro wyżej czeka z kolei „Rzar mi tropikuw” Kingi Nowak, czyli kolor i postkolonializm. Artystka tworzy prawdziwie własną opowieść, język malarski skupiony wokół archiwów i przetworzeń, zarówno wizualnych, jak i pojęciowych. Nowak maluje cudze opowieści, ale nadaje im nowe konteksty i znaczenia. Porusza się wokół wątków postkolonialnych, przygląda się temu, jak konstruujemy wyobrażenia o inności i egzotyce i jak te znaczenia zmieniały się w czasie. Jej prace zostały zestawione z obiektami sztuki ludowej i określanej niegdyś mianem prymitywnej, a także z archiwaliami i dziełami Władysława Hasiora.

„Koloroterapie” Beaty Malinowskiej-Petelenz w Galerii Architektury SARP to idealny ładunek serotoniny na listopadową szarugę. Intensywne zestawienia barw, form i struktur prowadzą widza przez opowieści o miastach i poetach – warto zwrócić uwagę na niezwykłą serię przetworzonych portretów krakowskich twórców, zatytułowaną „Poetycka Rzeczpospolita Krakowska” – ale przede wszystkim przez świat form, kolorów i wywoływanych przez nie emocji. To kolaże, wieloetapowo powstające prace wykonane w technikach mieszanych. Bliska autorce kreska i architektura są w nich punktem wyjścia, jednym z etapów pracy, ale nie jej finałem. W warstwowych kompozycjach pojawiają się ślady codzienności, fragmenty typografii, bilety, znalezione elementy i rozmaite faktury. Kolor przejmuje rolę głównego bohatera.

Na koniec „Non oggi” Joanny Karpowicz w Galerii Artemis. To kolejna odsłona malarskiego cyklu z Anubisem, znakiem rozpoznawczym Autorki. Tym razem Anubis krąży po słonecznej Italii, są więc jeziora, kawiarenki, uliczki i… piękne buty. Nieśmiertelny egipski bóg śmierci pojawia się w przestrzeniach domniemanej beztroski – w świecie wakacji, tym do którego ucieka się przed zmartwieniami. „Non oggi”, czyli „Nie dziś” przypomina mi słynny dialog z „Gry o tron”:

– Co mówimy bogowi śmierci?

– Nie dziś.

Tym razem u Karpowicz pozbawione jest jednak Martinowskiego tchnienia zimy i mroku, jest za to przewrotne a nawet zabawne (rozwichrzony wiatrem pies na motocyklu). Anubis pozostaje obecny, nawet w tym cudownym, idyllicznym świecie. Kryje się z boku, krąży, nie zagarnia świata. Zawsze jednak – jest.