PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Muzeum oczami artystów

Nadia Reguła
Rekomendacje Nadia Reguła

Czy dar jest zawsze bezinteresowny? Łódzka galeria sztuki nowoczesnej w Polsce zaprasza na operację oczu i zachęca do refleksji nad współczesnym rynkiem sztuki.

“Dary przyjaźni” to wystawa będąca zbiorem dzieł przekazanych Muzeum Sztuki (MS) w Łodzi przez artystów. Czy przesłanką do tej koncepcji był… brak budżetu? Zawsze można powiedzieć, że jak się kogoś prosi o dar, wynika to z braku pieniędzy. Ale tutaj głównym celem było podtrzymanie przyjaźni międzynarodowych i wspólnoty artystów oraz muzeum.

Darowizna jest także elementem swoistego DNA tej instytucji, która została założona wokół międzynarodowej kolekcji sztuki nowoczesnej złożonej z darów grupy a.r. I do tego etosu wielokrotnie się odwołuje. Kiedy Daniel Muzyczuk został dyrektorem MS, poprosił artystów o gest solidarności i wsparcia muzeum, którego kontakty międzynarodowe były wstrzymane ze względu na skupienie jego poprzednika na polskim malarstwie. Gdy zaapelował o pomoc, nie spodziewał się odpowiedzi od tak licznej grupy twórców:

“Odzew zwalił mnie z nóg. Nie było żadnego mechanizmu przymusu. Dary były dobrowolne. W apelu podkreślałem, że nie ma absolutnie żadnego problemu w tym, aby powiedzieć nie”.

W ciągu dwóch lat MS otrzymało w sumie 150 prac od przeszło 80 artystów. To 20 mln zł przekazanych do publicznej instytucji, czyli dla każdego z nas. Dzieła ofiarowali przede wszystkim twórcy żyjący, wyjątkiem jest Barbara Hammer oraz autorzy wybranych eksponatów z Archiwum Richarda Demarco. To darczyńcy decydowali o tym, które z ich dzieł trafią do kolekcji, a w dodatku każde z nich zostało wystawione. Dyrektor chciał podziękować w ten sposób zaangażowanym twórcom oraz zademonstrować skalę tego materialnego dobra, które nie należy przecież do niego ani do muzeum – tylko do publiczności:

“Dlatego tak się uparłem, aby pokazać wszystkie dary”.

Zazwyczaj kuratorzy arbitralnie decydują o tym, co jest pokazywane. Tutaj stało się odwrotnie. Powstał eksperyment – próba spojrzenia na muzeum oczami artystów, poprzez prace, które wybrali i podarowali. To nie był projekt kuratorski, ale było to bardzo ciekawe ćwiczenie dla Barbary Piwowarskiej, co według niej demonstruje jeden z darów:

“Praca Liama Gillicka o tytule “Kurator B+/-” przedstawia ogromne oczy zasłonięte metalową kratą – świetnie pokazuje nasze uwikłanie w rynek sztuki i to, czym jest spojrzenie kuratora. Mogłoby się wydawać, że to my mamy władzę i kontrolę, a tak naprawdę jesteśmy ograniczeni. Tworząc wystawę, zostajemy uwikłani w instytucjonalne ramy, cele i zadania”.

Wśród ofiarowanych prac znalazła się “Alang Transfer” autorstwa, urodzonego w Krakowie, Janka Simona. Początkowo wybór dzieła wydawał mu się przypadkowy, ale jego praca jest pewnym modelem całej wystawy. To przedmioty z całego świata, które krążyły po różnych miejscach i w końcu trafiły do MS w Łodzi. Twórca zauważa, że pewne rzeczy dzieją się bez początku, ale z końcem: 

“Mój dar składa się z obiektów pochodzących z różnych miejsc, które trafiły ze statków na wysypisko śmieci w Alang w Indiach. To dla mnie ważna praca”.

Wyzysk w świecie sztuki. Ludzie przestaną się nią zajmować

Nie jest tajemnicą, że branża artystyczna nie należy do najbardziej lukratywnych. Żadna prywatna instytucja, która działa na rynku sztuki, nie finansuje takich rzeczy jak produkcja “Alang Transfer”, która powstawała przy okazji wakacyjnych wyjazdów lub innych projektów realizowanych w Azji Południowej. Pieniędzy na kulturę jest znacznie mniej, niż oczekiwaliby artyści. Dlatego jest konkurencja i jedni dostają, inni nie. Według Simona łatwo zdobyć finansowanie, jeżeli ma się naprawdę dobry projekt:

“Kiedy miałem plany, do których byłem naprawdę przekonany, to raczej bez problemu udawało mi się zdobyć na nie pieniądze”.

Ale takich projektów jest mało – dlatego nie tak łatwo zdobyć na nie fundusze. Jest dużo pomysłów, które są średnie. Mogłyby być, a mogłoby ich nie być… I na nie trudniej znaleźć finansowanie. Ale się da. Na świecie jest dużo możliwości, bo nie wszystkie wystawy są wybitne i to naturalne.

Artyści działający na rynku od wielu lat mają już dużo kontaktów w różnych miejscach, wiedzą do jakich drzwi pukać, a czasem niektórzy kontrahenci zgłaszają się do nich. Trudniej jest tym,  , którzy  dopiero zaczynają i wchodzą do tego systemu, zwłaszcza praktykując mało rynkową sztukę, czyli nie malarstwo. Martwi to Simona:

“Istnieje ryzyko, że świat polskiej sztuki współczesnej może się za kilka lat bardzo mocno zmienić na niekorzyść, ponieważ ludzie przestaną się tym zajmować, bo nie będzie dało się z tego żyć”. 

Utrzymanie zrobiło się bardzo drogie, a przez ostatnie dziesięć lat ceny praktycznie wszystkiego zwiększyły się co najmniej dwa razy. A honoraria jakoś bardzo nie urosły. Zmalał także przelicznik euro, a w Polsce mamy aktualnie ceny zbliżone do zachodnich. 

Bardzo niewielka grupa artystów jest w stanie utrzymywać się wyłącznie ze sprzedaży swoich prac. Dotyczy to szczególnie twórczości eksperymentalnej, performatywnej, konceptualnej czy badawczej, które nie funkcjonują łatwo na rynku. Niestety często autorzy muszą się posiłkować dodatkowymi pracami, takimi jak nauczanie lub zawody zupełnie niezwiązane ze światem artystycznym. Według dyrektora rolą takich instytucji, jak prowadzone przez niego muzeum, jest wspomaganie w szczególności tej niedochodowej twórczości. W dodatku budynek, w którym znajduje się MS2 w Łodzi, sam w sobie był miejscem wyzysku – była to fabryka włókiennicza.

Często artyści podejmują decyzje nie kierując się korzyściami materialnymi. Robią wiele rzeczy z pobudek duchowych i chęci uczestniczenia w pewnej wspólnocie.

Dar w świetle konsumpcjonizmu XXI wieku

W świecie konsumpcjonizmu można by więc dojść do wniosku, że dar jest jedynie eufemistycznym określeniem zwyczajnego niezapłacenia twórcom za ich pracę. Według kuratorki wystawy jest on ważnym i ciekawym zagadnieniem filozoficznym i antropologicznym. Zawiera w sobie dynamikę odwzajemnienia. Jej zdaniem dobrze obrazuje to praca “Jedna garść ziemi” autorstwa Gabriele Stötzer – zbiór fotografii przedstawia dłonie, które wyglądają jakby coś dawały, a może brały:

“To nie jest tak, że jeden daje, inny bierze i koniec. Uruchamia się zobowiązanie – artysta przekazuje dzieło, a w rewanżu muzeum dba o nie i pokazuje je publiczności. Dar jest wymianą”.

Czy podarunek nie powinien być z zasady bezinteresowny? Jak zauważa Piwowarska:

“Według teorii ekonomii daru Marcela Maussa każdy prezent jest obligacją. Z kolei Jacques Derrida uważał, że dar powinien być bezinteresowny i przez to jest aporią”.

Jednocześnie Muzyczuk zapewnia, że od początku podchodził do tego projektu z dużą uwagą i troską, starając się nie dopuścić do jakiejkolwiek formy wyzysku. W większości brali w nim udział twórcy o ugruntowanej pozycji na scenie artystycznej i rynkowej. Zwrócił się do osób, dla których przekazanie takiego daru pozostawało realną możliwością.

W przypadku tego przedsięwzięcia w grę weszły dwie logiki. Artyści, których prac nie było wcześniej w kolekcji, chcieli stać się elementem opowieści o MS w Łodzi. Z kolei twórcy współpracujący z galerią często przekazywali coś, co bardzo dobrze pracuje z ich innymi eksponatami w muzeum. Kuratorka podkreśla, że dar jest pradawną metodą funkcjonowania tego typu instytucji:

“Ten projekt był próbą wyjścia poza mechanizmy rynku i konsumpcjonizmu, powrotu do wiary we wspólnotę i solidarność środowiska artystycznego”.

Stawki rosną, wystaw ubywa. Rola muzeum w życiu artysty

Za granicą, w Niemczech czy Francji, funkcjonują różne modele społecznego wsparcia dla twórców. W Polsce tak nie jest. Z tego powodu powstała Ustawa o Statusie Artysty Zawodowego. W dodatku Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej opracowało zestaw stawek dla twórców za pracę w instytucjach publicznych. To minimalne wynagrodzenia miesięczne, które podlegają przeróżnym mnożnikom, ze względu na skalę projektu. Kwota bazowa to 4 806 zł brutto.

Jak zaznacza Janek Simon to poprawia sytuację artystów w naszym kraju, ale nie w tym tak naprawdę tkwi problem. Instytucje publiczne w ogóle nie robią teraz wystaw. Kiedyś w jednym muzeum mogło być dwadzieścia ekspozycji dzieł  w roku. Teraz można je policzyć na palcach. Autor “Alang Transfer” podkreśla, że niepokoi go także hejt, który wylał się na artystów w związku ze  zmianami ustawowymi:

“Ludziom wydaje się, że życie artysty jest bardzo łatwe i nie wymaga pracy. Krytyka wynika zapewne z populizmu – ktoś nabija sobie na tym kapitał polityczny – a poza tym ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak wygląda życie artystów i jaka ta praca jest trudna. Cały czas jest się ocenianym i nie da się spocząć na laurach, bo trzeba robić nowe rzeczy, utrzymywać się w obiegu i być interesującym dla publiczności. To wyczerpujące psychicznie. Zwłaszcza, że nie zawsze wszystko wychodzi. Taka praca jest trudna psychologicznie”.

Przed pozytywnymi zmianami niestety przyszły także negatywne. Do 2022 roku można było odliczyć od podatku składkę zdrowotną, czyli nic się nie płaciło, więc to było bardzo korzystne dla artystów. W dodatku w Polsce artyści – dopóki nie zaczną naprawdę dużo zarabiać – płacą bardzo niskie podatki. To 50% kosztów uzyskania przychodu, czyli około 6% podatku rocznie. Bardzo mało,  ale te składki trzeba sobie opłacać i teraz już się nie odliczają. Według artysty większość freelancerów płaci za ubezpieczenie, ale niekoniecznie inwestuje w swoje przyszłe świadczenia:

Chyba żaden artysta nie opłaca składki emerytalnej. Nikt nie sięga tak daleko wzrokiem. Czy ktoś nam pomoże, kiedy twórcy mojego pokolenia będą starzy?

Choć polski system wspierania artystów wciąż pozostaje daleki od ideału, ustawa i zestaw stawek reprezentują dobrą zmianę, wywalczoną przez twórców. Sztuka też staje w obronie pewnych wartości, artystów i praw człowieka. Wśród “Darów przyjaźni” znajduje się praca “May I Help You?” przedstawiająca performance aktorki wyreżyserowany przez Andreę Fraser. To jedna z pionierek krytyki instytucjonalnej. W każdej z ról bohaterka artykułuje swoją szczególną relację z niemal identycznymi dziełami “Plaster Surrogates” Allana McColluma – czarnymi prostokątami oprawionymi w czerwone ramy.

Wydaje się to hipokryzją, że na wystawie złożonej z darów pojawia się krytyka eksploatacyjnej działalności galerii. Dyrektor Muzyczuk widzi to jednak w inny sposób:

“Andrea Fraser nie twierdzi, że muzea trzeba zniszczyć. Instytucje, również z jej perspektywy, też pomagają artystom. Na pewno wraz z moimi kolegami dużo się nauczyliśmy oglądając jej sztukę. Pozwoliło nam to przemyśleć funkcjonowanie muzeów i jak można je naprawić”.

Przede wszystkim MS w Łodzi stara się teraz pracować z żyjącymi twórcami i zamawiać u nich nowe dzieła, które wchodzą w dialog ze starymi. Chodzi o to, aby uczynić muzeum miejscem, które jest relewantne tu i teraz.

Ekologia, ready-made i opisy. Widzenie jest darem

Wśród tematów na czasie znajduje się m.in. ekologia. Elementy instalacji Janka Simona, Hasana Khana i Thomasa Hirschhorna to przedmioty znalezione w przypadkowych miejscach, a nawet na śmietniku. Jak dodaje szef instytucji prace takich artystów stanowią naukę o tym, że recykling i upcykling jest w tym świecie możliwy. Twórca z Krakowa przyznaje:

Jeżeli mam wybór, to w trakcie pracy wolę korzystać z materiałów, które były już użyte. Ale to nie jest najważniejszy element mojej praktyki.

Fascynacja wykorzystaniem istniejących rzeczy wynika z wieloletniej tradycji, związanej z ruchem ready-made, czyli przedmiotu znalezionego. Nieartystyczne przedmioty włącza się do tego pola, przemieniając je w dzieła sztuki. W pewnym sensie muzea techniki też można potraktować jako ready-made, bo wystawiają zwyczajne przedmioty. Jednak w tym nurcie chodzi o refleksję nad tym, co może być dziełem i czym jest sztuka.

Jaka jest rola sztuki wizualnej, jeśli można zastąpić ją słowami? Pod wieloma ekspozycjami znajdują się obszerne opisy i wyjaśnienia. Dostęp do sztuki na poziomie intelektualnym jest ważny i to istotny element obcowania z dziełem sztuki. Ale niekoniecznie najważniejszy. Jeżeli dzieło sztuki podlega tylko i wyłącznie rozumieniu to możemy je przeczytać, odłożyć na półkę i mieć spokój. Natomiast najczęściej tak nie jest. Według Muzyczuka artyści tworzą dzieła sztuki, bo mają do powiedzenia coś, czego nie da się wyrazić lub wyjaśnić wyłącznie za pomocą tekstu:

Sztuka nie musi się wiecznie z czegoś tłumaczyć.

Jeżeli ekspozycja jest dobra, to widz poczuje emocje zanurzając się w przestrzeni niezależnie od tego, ile wie. Przechodzień mniej zainteresowany może taką wystawę odebrać, nawet jeśli nie przeczyta opisów. One są dla tych, którzy chcą się nad danym dziełem pochylić. To także wymóg dostępnościowy. A, jak podkreśla kuratorka wystawy, doświadczenie wizualne też jest darem.

Część wystawy “Dary przyjaźni” to tzw. przypis dolny do wystawy stałej w MS2 zatytułowanej “Sposoby widzenia”. Dyrektor instytucji chce bowiem opowiadać o tym, jak sztuka kształtuje naszą percepcję i co nam pozwala widzieć oraz jak odróżnia się od przekazów medialnych, które bardzo często nie sprzyjają krytycznemu podejściu do rzeczywistości:

“Chciałbym, aby osoby przychodzące do naszego muzeum czuły się jak po operacji oczu. Aby ten wzrok – niekoniecznie naprawiać – ale różnicować”.

“Dary przyjaźni” można oglądać w MS1 (ul. Gdańska 43) i MS2 (ul. Ogrodowa 19) w Łodzi. Artykuł stworzony na podstawie rozmów z Barbarą Piwowarską – kuratorką, Danielem Muzyczukiem – dyrektorem Muzeum w Łodzi i Jankiem Simonem – artystą.

Ilustracje: fot. Anna Zagrodzka, dzięki uprzejmości MS1 i MS2