PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Wycinanka i przekroje

Witold Bereś
Rekomendacje Witold Bereś

Wycinanka powstaje z tego, co pozostało, ale istnieje dzięki temu, co usunięto.

Trzeba zabrać część papieru, żeby odsłonić kształt ukryty w wyobraźni artystki. Wycięte znika, lecz nadal organizuje obraz. Pustka staje się linią, a brak wyznacza granice obecności. I dlatego wycinanka jest sztuką znacznie bardziej przewrotną, niż podpowiadają nam szkolne wspomnienia.

Bo co zwykle widzimy oczami wyobraźni? Sędziwe gospodynie w łowickich strojach, wielkie nożyce, kogutki, kwiatki, trochę folkloru i trochę Cepelii. Tymczasem wycinanka może opowiadać o sprawach znacznie mniej poczciwych: o pamięci i zapomnieniu, dziedzictwie i utracie, polskości i żydowskości. O historii pełnej dziur — czasem wyciętych nożyczkami, częściej przemocą albo świadomym przemilczeniem.

Tytuł wystawy — Przecięcia — jest więc precyzyjny. Sztuka Anny Wencel powstaje na przecięciu kultur, tradycji i współczesności, sztuki i rzemiosła. Przecinają się w niej także role samej autorki: artystki, historyczki, edukatorki i kuratorki. Miesza więc polskie i ukraińskie wzory ludowe z żydowskim mizrachem, menorą, planami miast, rzekami, mostami i ornamentami.

A wszystko zaczęło się niemal przypadkiem.

W 2009 roku Wencel pracowała już w Żydowskim Muzeum Galicja. Jedna z grup zamówiła warsztaty żydowskiej wycinanki, lecz nie udało się znaleźć osoby, która mogłaby je poprowadzić. Pozostały dwa miesiące. Wencel pomyślała więc, że przecież nie może to być aż tak trudne.

Zdanie niebezpieczne. Zwykle właśnie od niego zaczynają się przygody, które zajmują człowiekowi następnych kilkanaście lat życia.

Pierwsze próby wylądowały w koszu. Później pojawiły się proste wycinanki wykonane zwykłymi szkolnymi nożyczkami. Warsztaty się odbyły i historia mogła się zakończyć. Ale się nie zakończyła. Były rozstania i powroty, a wreszcie wycinanka stała się dla Anny Wencel własnym językiem. Artystka przestała trzymać się tradycyjnych wzorów, zaczęła eksperymentować, łączyć motywy żydowskie z polską wycinanką ludową i szukać nowych form.

Kiedy przesuwamy się wzdłuż dziesiątków barwnych i monochromatycznych prac, pojawia się jeszcze jedno, bardzo współczesne skojarzenie: sztuczna inteligencja. Żyjemy w epoce, w której efektowny obraz można stworzyć jednym poleceniem. Bez papieru, ołówka i cyrkla. Bez drżenia dłoni i bez ryzyka, że jedno nieuważne przesunięcie ostrza zniszczy kilka godzin pracy. Pewnie także wycinankę można już zaprojektować algorytmem i wyciąć laserem. Szybko, tanio, idealnie. I właśnie dlatego prace Anny Wencel są jak łyk świeżego powietrza. Widać w nich rękę człowieka. Gdzieś papier lekko się zagnie, gdzie indziej linia okaże się odrobinę mniej równa, niż byłaby w komputerowym projekcie. To nie są błędy. To podpis obecności. Ręcznie wycięta kartka staje się dziś obroną cierpliwości, skupienia i ludzkiej, niedoskonałej doskonałości.

Wencel — także jako historyczka — sprzeciwia się zalewowi obrazów generowanych przez AI. Widzi rzekomo autentyczne „fotografie” z gett i obozów oraz gładkie, łzawe teksty deformujące biografie i wydarzenia. W sztuce można dyskutować o smaku. W historii fałszywy obraz staje się fałszywym świadectwem.

Jej wycinanki robią coś dokładnie odwrotnego: nie maskują braku, lecz pozwalają mu przemówić. Pokazują, że pamięć składa się zarówno z tego, co ocalało, jak i z konturów po tym, co usunięto.

Koniecznie zobaczcie Przecięcia w Żydowskim Muzeum Galicja. Warto iść tam już teraz. Natomiast w listopadowym numerze „Krakowa i Świata” znajdziecie obszerny materiał o autorce, a jej prace ujrzycie w „Galeriach Krakowa”.