Subiektywnie
Lis wiedział, co mówi
“Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”.
„Przed nami fala upałów. Temperatury będą sięgać nawet 40 stopni Celsjusza” – grzmiały prognozy pogody początkiem sierpnia. Do alertów często dopisywano „Chroń się przed słońcem”, „Pamiętaj o SPF 50”, „Nawadniaj się regularnie”, “Pij elektrolity”. W imieniu naszych braci i sióstr mniejszych apeluję o dodatkowe alerty i to o każdej porze roku: “Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”.

Małego Księcia przeczytałam po raz pierwszy w szkole podstawowej. Opowieść o małym chłopcu, który wyrusza w podróż po różnych planetach, wydawała mi się wówczas fascynującą bajką pełną przygód i magii. Kiedy pani Jola z kółka teatralnego zdecydowała, że będziemy wystawiać “Małego Księcia”, każda z moich koleżanek chciała zagrać Różę. Myślałyśmy chyba wtedy, że to piękna dama, której rola da nam wielką (co najmniej na całą szkołę) sławę. Dziś wiem, że pani Jola miała nosa – Różę zagrała Patrycja, zakochana wyłącznie w sobie dziewczynka, której dorosłe losy potoczyły się różnie, ja dostałam rolę Lisa. Byłam też drugą narratorką przedstawienia, miałam do nauczenia się na pamięć kilkanaście stron tekstu, ale żadnego fragmentu z roli narratorki nie zapamiętałam tak, jak jednego zdania wymyślonego przez Antoine’a de Saint-Exupéry’ego dla Lisa.
15 lat z kocicą Frydą
“Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś” – mówiłam Małemu Księciowi (który, choć miał wielki talent aktorski, dziś jest lekarzem ginekologiem). Miałam uszyty przez Mamę rudy ogon, długie rude uszy i pomalowaną “na lisio” twarz. Już wtedy byłam serdecznie zaprzyjaźniona z kotami, więc “odpowiedzialność” i “oswojenie” odnosiłam bezpośrednio do mojej ukochanej czarnej kotki Frydy. – Skoro ją oswoiłam, przecież nie mogę jej zawieść! – byłam absolutnie przekonana i skrzętnie dbałam o to, by mojej kocicy nie brakowało jedzenia w miseczce, dodatkowych smaczków na kocie “widzimisię” czy wygodnego legowiska, które wcale nie musiało być tym ze sklepu zoologicznego (przyjaciele kotów doskonale wiedzą, że ulubione legowiska kotów to zazwyczaj kartony lub akurat przyniesione do domu reklamówki). Przeżyłyśmy razem 15 cudownych lat.
Słowa Lisa utkwiły w głowie małej Martusi tak, że dziś są jednymi z najważniejszych zdań w kodeksie życia dorosłej Marty. Dlatego każde belzebubstwo czynione innym, a przecież czującym i niepozbawionym emocji, uśmiechu i praw gatunkom, doprowadza mnie do szału i złości. Kiedy widzę zwierzę w potrzebie, mój poziom adrenaliny jest jeszcze wyższy niż na zawodach biegowych. I nie ręczę wtedy za siebie – osoby krzywdzące potrafię zwyzywać słowami, których – myślałam – że nie znam, jestem kategoryczna i waleczna aż do skutku.
Ponad sto ptaków w potrzebie
Taki tryb uruchomiłam początkiem sierpnia podczas podróży do małopolskiej miejscowości Wieprz, w której prowadzę dom tymczasowy dla kotków. Z nieba (i z ludzi) lał się żar, alerty od kilku trąbiły, żeby uważać na siebie i bliskich. Wierzcie mi zatem, drodzy Państwo, że kiedy na parkingu przed Biedronką zobaczyłam samochód dostawczy z zamkniętą plandeką, z którego wydobywał się ptasi pisk, poziom wspomnianej adrenaliny natychmiast przekroczył normę. Oto “odpowiedzialny hodowca” i “przyjaciel zwierząt” w najcieplejszym punkcie dnia pozostawił w pełnym słońcu, w samochodzie, który nagrzewa się błyskawicznie, ponad sto (!!!) kurcząt, gęsi i kaczek. Sam w tym czasie spędzał czas w sklepie, nie bacząc zupełnie na to, że jego kilkuminutowe wyjście po zachciankę, może pozbawić życia tylu istot. Razem z Mamą, po której odziedziczyłam empatyczną krew, prędko rozerwałyśmy plandekę i zaczęłyśmy polewać ptaszyny wodą. Nigdy nie widziałam tak spragnionych ptaków, reszty szczegółów Państwu oszczędzę.
Animal Helper działa na medal
Sprawę błyskawicznie zgłosiłam przyjaciołom zwierząt działającym pod szyldem Animal Helper. Tu stop klatka – jeśli dotychczas nie wiedzieli Państwo, że od niedawna działa całodobowe pogotowie dla zwierząt, to jest ten moment, żeby wpisać do telefonu numer + 48 22 129 1791. Nie dość, że pomoc na miejsce zdarzenia została wysłana błyskawicznie – mam tu na myśli zarówno policję, jak i przedstawicielkę Głównego Inspektoratu Weterynaryjnego – to jeszcze potraktowano mnie bardzo życzliwie i telefonicznie aktualizowano ze mną status zgłoszenia.
Ptaki przeżyły. Zdaniem inspektorki GIW, która odwiedziła gospodarstwo, z którego pochodziły zwierzęta, mają tam dobre warunki do życia. Chciałabym też wierzyć, że kierowca tego samochodu przeczyta kiedyś ze zrozumieniem i w towarzystwie swojego dziecka – po słodycze dla którego podobno zatrzymał się wtedy “tylko na chwilę” w Biedronce – “Małego Księcia”. I że szczególnie utkwią mu w głowie słowa: “Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”.
Ilustracja: Autorstwa Haggblom, Lisa – U.S. Fish and Wildlife Service, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=411
