PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Leniwce

Andrzej Duda
Rekomendacje Andrzej Duda

Życie jest serialem.

Punkt wyjścia dzisiejszego felietonu wiąże się nierozerwalnie z faktem posiadania przeze mnie siedmioletniej córeczki. Konsumuję otóż, wraz z Mirą, całkiem sporą liczbę filmów dla dzieci. Nawet gdy pozwalamy jej oglądać tylko jedną bajkę dziennie, robi się z tego poważna ilość.

Zdecydowana większość z nich to produkcje Disneya, które w chyba najpełniejszy sposób odpowiadają definicji „kina familijnego”. Wszyscy świetnie się przy nich bawimy – od śmiechu do wzruszeń. Moim studentom z Podyplomowych Studiów Literacko-Artystycznych UJ polecam je z kolei jako ideały przebiegów fabularnych. To wręcz wzorce scenariusza, które spokojnie mogłyby zostać zdeponowane w podparyskim Sèvres.

Prócz tego, że są zabawne, piękne i mądre (co naprawdę warto podkreślić), a ich produkcje dają każdorazowo pracę dziesiątkom tysięcy osób (o czym pisałem w jednym z poprzednich felietonów), fascynujące wydaje się także adaptowanie opowieści i legend z różnych stron świata. Mulan to oczywiście tradycyjna opowieść z Chin, Vaiana zakorzeniona jest w legendach z Hawajów, Kraina lodu to Norwegia, Coco – Meksyk.

Niezmiernie rozśmieszyło mnie, gdy na moje pytanie, czy w tych filmach jest jakiś polski element, ktoś odpowiedział: „Jest. W Zwierzogrodzie – leniwce pracujące w obsłudze petenta wydziału komunikacji”. I – doprawdy – jeśli nie znacie tej sceny, obejrzyjcie! Zbieżność z naszą urzędniczą rzeczywistością nie może być przypadkowa.

Prócz tej dowcipnej konstatacji pozostaje jednak prawdziwe pytanie: dlaczego nie znajdziemy ani całej opowieści mającej źródła w naszej tradycji, ani nawet śladu naszych zwyczajów, choćby drobnego nawiązania?

Że jesteśmy zbyt nijacy? A może brak nam jasnej definicji, wspólnego frontu? Tradycje mamy, ale się o nie spieramy. Dla jednych to „krew z krwi”, dla innych cepelia (na marginesie – świetnie opowiadał o tym Ziemowit Szczerek podczas zorganizowanego przez „Kraków i Świat” w Żydowskim Muzeum GALICJA spotkania – kto nie był, zapis znajdzie na Spotify!). Że nie wiadomo do końca, co tak naprawdę nas ukonstytuowało? Ni to Germanie, ni Słowianie? Trochę Tutsi i Hutu, z plemienną granicą na Wiśle, co pokazują (i to na kolorowo!) wykresy wyników wszystkich kolejnych wyborów.

Jeden z moich dawnych profesorów mówił, że w zasadzie nie istnieje coś takiego jak „Europa Środkowa”. Istnieje Zachód i Wschód. Dzieli je rzeka Wisła, a przedłużeniem tej bariery na południe jest granica między Czechami i Słowacją. Co zaś odróżnia obie te europejskie „nacje”? Odpowiedź na pytanie: „pracować czy walczyć?”. Zachód odpowiada (zdaniem nieżyjącego już profesora): „pracować!”, Wschód – „walczyć!”. I kto wie – może rzeczywiście jest to odpowiedź na wiele wciąż aktualnych dylematów?

Jednak czy odpowiada na pytanie: „Dlaczego nic, co wyrosło z tej naszej ziemi, nie przedostało się do świadomości twórców kultury popularnej”? (Bo nie czarujmy się – tak naprawdę to Disney kształtuje ludzi wchodzących w świat. Cała reszta pojawia się później). No nie, nie odpowiada. Inne części Europy mają swych tam reprezentantów. Jak najbardziej! Prócz wymienionej norweskiej Krainy lodu jest choćby hiszpańska historia o bykach z corridy, czyli cudowny Fernando, jedna z najwspanialszych opowieści wyprodukowanych przez spadkobierców pana Walta D. Produkcja oparta na jednej z nielicznych książek, które w latach 30. XX wieku były zakazane w Niemczech, Włoszech i Hiszpanii. Pacyfistyczne przesłanie, które sprawiło, że wszystkie faszystowskie reżimy uznały to dzieło za „szkodliwe”, z pewnością ułatwiło dokonanie wyboru twórcom poszukującym odpowiednich wartości dla dzisiejszych młodych ludzi.

Zastanawiasz się może, Czytelniku, skąd te dywagacje? Poszukiwanie przyczyn braku polskich śladów w światowym kinie familijnym? A może ten brak, sam w sobie, stanowi odpowiedź na kolejne pytania. Na przykład: „Co nas, Polaków, tak bardzo pcha w świat?”. Być może przemożne przeświadczenie, że wszędzie „gdzie indziej” wszyscy i wszystko wydaje się ciekawsze niż u nas? Ziemowit Szczerek mówił w Muzeum Galicja, że w swych wędrówkach po świecie, w najbardziej odludnych i niedostępnych miejscach spotyka niemal wyłącznie dwie grupy: miejscowych i Polaków.

Może właśnie w taki sposób, wciąż niepewni siebie, mówimy światu: „sprawdzam?”. Może to lepsze przesłanie niż slogan niejakiego Kowalskiego, jednego z Pingwinów z Madagaskaru, żołnierza od strategii, brzmiący: „Zróbmy to, zanim dotrze do nas, że to kompletnie bez sensu”, które to hasło mogłoby być mottem tysięcy przedsięwzięć podejmowanych w tym kraju każdego niemal dnia. I to na wszystkich możliwych szczeblach społecznych.