PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Spotkanie

Między pokoleniami. Damian Stefańczyk

Paulina Filipiec
Spotkanie Paulina Filipiec

Starcie czy wsparcie pokoleń?

W filmie Marcela Łozińskiego „Wszystko się może przytrafić” sześcioletni Tomek pyta spotkanych w parku seniorów o sprawy najważniejsze: miłość, śmierć, szczęście i sens życia. Kilkadziesiąt lat później podobną ciekawość ma Damian Stefańczyk, twórca podcastu „Pokolenia”. O tym, czego młodzi szukają w historiach seniorów, dlaczego ratownik musi przede wszystkim obserwować oraz czego można się nauczyć, mając trzy pary spodni.

Paulina Filipiec: Czy masz w sobie coś z małego Tomka?

Damian Stefańczyk, dziennikarz, twórca internetowy: Kiedyś jedna z seniorek powiedziała mi, że dziecko, które się rodzi, już czuje i myśli. Dusza jest wtedy pełna, ale stopniowo się od niej oddalamy. Z wiekiem zaczynamy żyć według oczekiwań innych, trochę się odczłowieczamy,  zapominamy o tym, co najważniejsze – o drugim człowieku, miłości czy przyjaźni. Mam w sobie tego wewnętrznego chłopca i czuję, że dopiero teraz do niego wracam. Moja przeprowadzka z Warszawy do Gdyni też była częścią tego procesu. Chciałem znowu biegać po plaży jak dziecko. Rozmowy, które prowadzę, nie są transakcyjne, a mam poczucie, że dzisiejszy świat coraz częściej właśnie na tym polega.

Twój podcast jest trochę paradoksem internetu. Młodzi ludzie, którym zarzuca się brak cierpliwości, słuchają długich rozmów z seniorami. Czego w nich szukają?

Autentyczności. Coraz mniej interesuje ich to, kto co założył na czerwony dywan. Chcą treści, które coś w nich zostawią. A gdy seniorzy siadają naprzeciwko mnie, dzieje się magia. Chcą być wysłuchani, bo często nie mają już na to przestrzeni. Nawet nie muszę specjalnie ich ciągnąć za język. Być może dzięki tym historiom ktoś szybciej wyciągnie wnioski i nie popełni tych samych błędów. Byłem w szoku, że nikt wcześniej nie zrobił takiego podcastu. Początkowo planowałem nagrywać go z dziećmi, ale finalnie odrzuciłem ten pomysł. Mają w sobie niewinność i beztroskę, ale brakuje im bagażu doświadczeń, który jest tutaj kluczowy.

Czego szukasz w tych rozmowach?

Słów seniorów nie biorę za świętość, ale za inną perspektywę, której nie mam na co dzień.  Jedna rozmówczyni powiedziała mi, że partnerowi bądź partnerce nie powinno się mówić o wszystkim. Zgodziłem się z tym, ale potem uznałem, że nie wiem, czy bym tak chciał.

…bo partner może to wykorzystać? Też mnie to zaskoczyło. À propos zaskoczeń   bardziej zdziwiło Cię to, ile nas łączy czy dzieli?

Najbardziej dzieli nas technologia. Przez telefony coraz rzadziej patrzymy sobie w oczy, a część seniorów pada ofiarą cyfrowego wykluczenia. Ania, jedna z moich rozmówczyń, nie może nawet kupić biletu do Gdyńskiego Centrum Filmowego na miejscu, bo jedyną opcją jest zakup przez internet. Ale łączy nas znacznie więcej. To, że my kiedyś będziemy starsi, a oni byli kiedyś młodsi,  i jakkolwiek banalnie to zabrzmi, po prostu to, że jesteśmy ludźmi. Wszyscy chcemy być szczęśliwi, a każdy szuka własnej drogi, żeby to osiągnąć. W rozmowach często wraca temat pieniędzy, tego, że nie są gwarancją szczęścia. Ja mam dziś trzy pary spodni i jest mi z tym zupełnie dobrze.

Jeszcze częściej rozmawiacie o miłości rozumianej jako decyzja, by zostać przy kimś mimo trudności. Czy potrafimy dziś kochać w taki sposób?

To pytanie, z którym budzę się niemal codziennie. Uważam, że kochać drugiego człowieka to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie możemy zrobić. Nie chodzi o poświęcanie się, ale o zauważenie dobra w drugiej osobie i powiedzenie jej: „jesteś wystarczający”. Żyjemy w świecie, który podpowiada nam, że za chwilę pojawi się ktoś lepszy. Otwierasz aplikację i masz wrażenie, że po jednym człowieku zaraz znajdzie się kolejny. Tylko że idealny partner nie istnieje. Zawsze znajdzie się ktoś lepszy w łóżku, ktoś bardziej atrakcyjny albo ktoś, przy kim poczujemy się bardziej zrozumiani. Jeśli ciągle gonimy za perfekcją, nigdy nikogo nie wybierzemy naprawdę. Ja zakochiwałem się w osobach, które były w największym dołku życiowym. Jestem przekonany, że najważniejszy jest człowiek, a nie jego pozycja społeczna czy ekonomiczna.

A z Tobą nie jest tak, że potrzebujesz pomagać?

Masz mnie. To jest coś, co przerabiam na terapii. Jestem ratownikiem.

Uważasz, że bardziej boimy się zobowiązania czy samotności?

Samotności. Wchodzimy w relacje, które nam nie służą, tylko po to, żeby nie zostać samemu. A przecież samotność potrafi być dobra. To czas, kiedy można naprawdę siebie usłyszeć i sprawdzić, czego się chce – przede wszystkim dla nas samych, ale też dla przyszłego partnera czy partnerki. Nawet jeśli nie masz dziś tej jednej osoby, z którą chcesz iść przez życie, to nadal jesteś ważny. Mnie takie myślenie pomogło wyjść z depresyjnego okresu, kiedy miałem dziewiętnaście lat.

Co sprawia, że teraz jesteś szczęśliwy?

Małe rzeczy. Ostatnio przestawiłem łóżko tak, żeby rano budziły mnie promienie słońca. To daje mi energię na cały dzień. Kiedyś byłem wobec siebie bardzo krytyczny. Zawsze się kochałem, ale nie zawsze się lubiłem. Dziś pozwalam sobie być niedoskonałym, nie mieć wszystkiego pod kontrolą i bardzo się za to lubię.

Jaka jest najpiękniejsza rzecz, której nauczyłeś się od seniorów?

Że każdy człowiek ma swoją prawdę. I że nie zmienisz nikogo, jeśli on sam nie będzie na to gotowy. Ja całe życie próbowałem ratować ludzi, a dopiero teraz uczę się odpuszczać. Ratownik na plaży nie wskakuje do wody od razu – najpierw obserwuje i dopiero kiedy ktoś podniesie rękę, rusza.

To jedna z najważniejszych lekcji, jakie dostałem.

Wyobraź sobie, że za czterdzieści lat spotykamy się ponownie. Po czym poznasz, że dobrze wykorzystałeś lekcje, które odebrałeś od seniorów?

Po tym, jak drugi człowiek będzie się przy mnie czuł. Po tym, czy nadal będę otwarty na ludzi.

I po zmarszczkach. Po oczach.

Mam nadzieję, że będę miał szczęśliwe oczy.

Ilustracja: Justyna Wilk