PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Subiektywnie

Do przyjaciół Rosjan, bohaterów Moskali

Krzysztof Burnetko
Subiektywnie Krzysztof Burnetko

Zacznę ten cykl od ukłonu szacunku dla przyjaciół Moskali. A potem będzie o rodakach – już bez przyjaźni.

W Rosji, według różnych szacunków, za kratami przetrzymywanych jest od 1700 do 8000 więźniów politycznych. W ostatnich latach istnienia ZSRR, za rządów Andropowa, było ich 600” – mówi w rozmowie dla „Gazety Wyborczej” Dmitrij Muratow. To laureat uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla (przekazał ją zresztą na rzecz ukraińskich uchodźców) w 2021 roku rosyjski dziennikarz, wieloletni redaktor naczelny niezależnej „Nowej Gazety”. Wielokrotnie sprzeciwiał się polityce Kremla, krytykując między innymi aneksję Krymu.

Liczby te szokują, nieprawdaż?

Muratow przytacza różne – ale zawsze wstrząsające historie – rosyjskich więźniów sumienia. Mówi: „W ostatnim czasie umarło u nas siedmiu więźniów politycznych, ludzi, którzy zostali uwięzieni na podstawie paragrafów przyjętych tuż przed i krótko po ogłoszeniu »specjalnej operacji wojskowej«. Na przykład za »dyskredytację armii«. Jedną z osób, która zmarła w więzieniu, był Paweł Kusznir, wybitny pianista i artysta. Kilka tygodni po tym, jak znalazł się w areszcie śledczym, już leżał w trumnie. Proszę posłuchać, jak on grał Schuberta… ja usłyszałem to już po jego śmierci. Książka, którą napisał, Był człowiekiem, który w sposób ostry, wręcz radykalny i przy tym rozpaczliwy wypowiadał się przeciwko zabójstwom, zbrodniom. Stał przez cały czas po stronie życia, a nie śmierci. Był przeciwny kultowi śmierci, czcił życie, radość, rozwój – swoją działalnością, swoją muzyką”.

A potem, po przytoczeniu innych, równie poruszających historii, Muratow, mówi: „Mnie dziwi, że na całym świecie żadni politycy, parlamenty poszczególnych państw, działacze społeczni, wydawać by się mogło, nie mają sił, by uratować życie konkretnych osób”. I przypomina historię z początku lat 80. XX, kiedy to „Studenci Sorbony zdecydowali się pomagać sowieckim więźniom politycznym. 15 rodzin wzięło wtedy na siebie po jednym więźniu politycznym. Jednej z tych rodzin trafił się akademik Andriej Sacharow. Ten student otrzymywał od niego listy, drukował je w gazetach, a nawet przyjechał do ZSRR pod pozorem delegacji magazynu »Playboy«, którego wtedy nie było we Francji, żeby legalnie odwiedzić Sacharowa przebywającego na zsyłce. Ten student stał się człowiekiem, którego Sacharow uważał później za jednego z tych, którzy pomogli w uwolnieniu i uratowaniu go. I teraz ten człowiek jest premierem Norwegii”.

Dziś za autora równie skutecznej akcji wymienia Johna Cole’a, któremu jako wysłannikowi administracji Donalda Trumpa (którego, jak zastrzega, nie ceni) udało się doprowadzić do uwolnienia setek więźniów politycznych na Białorusi. I zdradza, że Cole opowiedział mu, że „podczas jednej z wymian, kiedy otwarto furgon, w którym przewożeni byli białoruscy więźniowie polityczni, ludzie mieli ręce splecione z tyłu głowy, bo byli przekonani, że jadą na rozstrzelanie. Cole przedstawił im się, powiedział, że jest przedstawicielem prezydenta USA i że są wolni. Powiedział mi, że nigdy nie zapomni wyrazu twarzy tych ludzi”.

A zaraz potem mówi: „Absolutnie równe prawa mają Rosjanie, którzy zostali wtrąceni do więzień za swoje poglądy, jak i obywatele Ukrainy, przetrzymywani w rosyjskich łagrach”. I to powinno być europejskie, polskie zatem też, przesłanie do przyjaciół Moskali i przyjaciół Rusinów – Ukrainców.

Wbrew rodakom z Polski spod znaku Brauna, Kaczyńskiego i, niestety już, niektórych, a coraz częstszych, koniunkturalnych niby demokratów.

Tu też powinno pojawić się kilka nazwisk, nieprawdaż?

Rozmowa w całości tutaj.