Rekomendacje
Podróż na brzuchu wieloryba
Poetycka Rzeczpospolita Krakowska
Gdyby wydrążyć patyczkiem wielką dziurę na krakowskim Rynku, można by się dokopać na antypody, na środek Oceanu Spokojnego, w okolice nowozelandzkiej Wyspy Chatham. A gdyby wydrążyć dziurę w ziemi-glebie własnego „ja” i dotrzeć do jądra swojego jestestwa, do trzewi psyche?
To właśnie robi narratorka mówiąca w tomie poetyckim Pauliny Subocz-Białek Wydrążyłam patyczkiem wielką dziurę w ziemi (PIW, 2026) – drąży we własnej pamięci i własnej tożsamości. Jej istnienie to misterna, wielowarstwowa konstrukcja na poziomach wertykalnym – tu i teraz, moment mówienia i czytania – oraz horyzontalnym – przeszłym, historycznym i metafizycznym. A więc jest ona sobą-teraz, ale równocześnie sobą-małą dziewczynką, która pyta: „co jest po drugiej stronie lustra / tatku / co”, wierzy we wróżki oraz w Toma Bombadila z powieści Tolkiena. To pierwszy z poziomów jej pamięci, pierwsza warstwa, do której narratorka dociera, drążąc we własnym „ja”. Czas tamtej dziewczynki jednak przeminął, „już nie ma domku Bombadila / i zgasłe wróżek / złoto”. Drąży więc głębiej:
w bujne wrzosy
zapadam
jak niemowlę
kołysze
mnie zapach
ziemi
kory liści morza
jestem słów cząstką pustkowia
jaszczurką
układam się w wyspę
wirujących korzeni
CZYTAJ LETNI NUMER:
Zapadanie się w ziemię, w matecznik, we własną wyspę korzeni, ta swoista depersonalizacja, pozwala spojrzeć na siebie jako na istnienie „ulepione” z wcześniejszych istnień, rozumianych w kontekstach historycznym i kulturowym, a także religijnym, czy może raczej duchowym. Nie jest to jednak odłączenie swoich poszczególnych „ja”, ale raczej ich scalenie. Narratorka jest więc sobą, a równocześnie swoją matką, babką i prababką oraz wszystkimi praprzodkami, z którymi historia związała jej los:
grzebałam w ziemi
pomieszanej z kośćmi
twojej prababki matki
i co z niej
guzik
dziadka prakolczyk ciotki piasek piasek
piasek
a nad nami drzewo gwiaździste
a we mnie
nawoływanie
jabłoni
[…]
Jabłoń w tradycji ludowej to drzewo symbolizujące życie, płodność i odrodzenie, w tradycji chrześcijańskiej zaś pokusę i upadek. Powiązanie obu tych znaczeń tworzy swoisty obraz cyklu życia, duchowej, a może też moralnej wędrówki człowieka, polegającej na nieustannym upadaniu i odradzaniu się. Upadek i powstanie to zresztą jeden z głównych motywów wiary, której patronuje tu „drzewo gwiaździste” – gra słów, przywodząca na myśl „gwoździste”, a więc drzewo ukrzyżowania. Krzyż jest jednak czymś zewnętrznym, oddalonym, w przeciwieństwie do „nawoływania jabłoni we mnie”, czyli wewnętrznego głosu pamięci, scalającego mówiącą z przeszłością. Pamięć więc wyrasta z natury człowieka, a wiara jest czymś narzuconym, choć niekoniecznie budzącym poczucie obcości lub opresyjności.
Drążenie w głąb siebie to w istocie odkrywanie kolejnych warstw duszy, która – chcąc nie chcąc – jest przesiąknięta tradycją właściwą dla naszego europejskiego kręgu kulturowego, a więc antykiem i chrześcijaństwem. Motywy biblijne są w tym tomie bardzo czytelne, ulegają jednak pewnym modyfikacjom, nakładają się na poetyckie widzenie świata współczesnego:
dziś na polu pasterzy dobra nowina
w snach
stu kilkudziesięciu
tysięcy osób które chcą uwierzyć
dziś na polu pasterzy
dobra nowina widmo
śmierć
[…]
To rozedrganie wiary daje się wyczuć nie tylko w tym fragmencie wiersza zatytułowanego – nomen omen – bezwiar, ale w ogóle na przestrzeni całego tomu. Wiara ma tu kształt sennego marzenia osób chcących uwierzyć. To scena apokaliptyczna, moment paruzji, a sto kilkadziesiąt tysięcy to symboliczna liczba wiernych wybranych przez Boga. Czy więc śmierć dotyka dusze tych, którzy nie wierzą, choć chcą, czy też samą wiarę, która umiera w starciu z nowoczesnością „w koszuli i dżinsach”? Tym, co stanowi cienką nić, na której zawiesza się wiara, jest zadziwienie, stan uważany dziś chyba za nieco staroświecki, poddany jednak poetyckiemu rozważaniu w wierszu bez tytułu o incipicie „na cieniutkich rzemieniach”. „Zadziwić się” to wyrażenie pochodzące od prasłowiańskiego słowa „dziwo”, oznaczającego coś niezwykłego, zjawisko nadprzyrodzone; a więc umiejętność zadziwienia, wstępny warunek do tego, by uwierzyć, jest umiejętnością wykroczenia umysłem poza to, co materialne i widzialne. Nadprzyrodzoność niekoniecznie jednak oznacza Boga czy jakikolwiek inny byt zewnętrzny – absolut – ale przede wszystkim własną duszę, będącą przecież osobistym centrum nadprzyrodzoności każdego człowieka, niezależnie od jego wyznania czy też jego braku.
Człowiek to istota jednostkowa, indywidualna, ale skazana na poszukiwanie tożsamości społecznej, łączącej ją z jakimś ogółem. W wierszach Pauliny Subocz-Białek wyraża się ona w zwielokrotnieniu podmiotów scalonych w jednej narratorce. Osią tej tożsamości jest pamięć – nie tylko własna, ale też zbiorowa, historyczna. To ona stanowi jądro świadomości, bo „człowiek bez pamięci / wydrążona łupinka / (z) lodu”. Pamięć to nie tylko nieustanne stwarzanie siebie na nowo poprzez szukanie relacji z przeszłością, przykładanie siebie-teraz do siebie-kiedyś, ale też odnalezienie własnego miejsca w korowodzie pokoleń, w tłumie, który nosimy w sobie:
[…] jesteś kawałkiem odłamkiem
witraża katedry
kolorowym szkiełkiem
kroplą
[…]
Drążenie w głąb siebie kończy się łagodnym, wyciszonym wierszem (minipoematem?), w którym „leżę na brzuchu wieloryba […] / a pod taflą lodu / słychać śpiew / głosy pieśni szczątków cząstek”. Wieloryb jest tu opiekunem prowadzącym przez ocean życia, antycznym psychopompem, przenoszącym dusze pomiędzy światami żywych i umarłych. Połknięcie i wyplucie przez wieloryba w chrześcijaństwie oznacza przemianę duchową. Czy właśnie to się dokonało w tej introspektywnej podróży poetyckiej, w wydrążaniu patyczkiem dziury w ziemi własnego jestestwa? Pewną odpowiedź daje końcowy wiersz, którego adresatem jest Filoktet, pozostawiony przez współtowarzyszy na bezludnej wyspie. To wezwanie do antycznego wojownika, by położył głowę na ziemi i wsłuchał się w jej dźwięki, jest wezwaniem – mówiąc nieco górnolotnie – ogólnoludzkim:
na miękkiej ziemi połóż głowę
– słyszysz?
krok dudni
idzie Człowiek
W kontekście chrześcijańskim jest to niewątpliwie nadzieja na ponowne przyjście Chrystusa, na przyszłość wśród zbawionych. Ale „Człowiek” to także symbol nowej ludzkości – może bardziej odpowiedzialnej i świadomej siebie oraz świata, w którym żyje, także tego niematerialnego, zbudowanego na pamięci i relacji z przeszłością.
CZYTAJ DALEJ TĘ AUTORKĘ: