PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Spotkanie

Miłosz Bembinow. Siła dźwięku i moc praw

Anna Petelenz
Krzysztof Burnetko
Spotkanie Anna Petelenz
Krzysztof Burnetko

Rozmowa z kompozytorem i prezesem ZAIKS – Miłoszem Bembinowem.

Anna Petelenz, Krzysztof Burnetko: Jakiej muzyki Pan słucha, kiedy Pan nie komponuje?

Miłosz Bembinow: Sporo klasyki, ale i muzyki współczesnej, zwłaszcza w ramach pracy dyrygenckiej. A w samochodzie, sam, ciężkich brzmień: Limp Bizkit, Korn. Albumy, które znam i lubię. Ale mam stały deficyt słuchania.

A w domu ma Pan winyle czy CD?

Mam dużą kolekcję płyt kompaktowych. To nośnik, który najbardziej lubię. Jest kwestią czasu, że on wróci – jak winyl. Mam gramofon i sporo płyt winylowych jeszcze z lat 70. minionego wieku z kolekcji rodziców, ale wolę CD.

Zwolennicy winyli mówią, że brzmią one lepiej.

Uważam, że renesans winyli nie ma wiele wspólnego z jakością brzmienia. Przecież winyl nie jest nośnikiem trwałym. Im więcej słuchamy, tym gorzej brzmi. Mam album Dark Side of the Moon Pink Floydów i się go już nie da słuchać, bo poziom trzasków jest głośniejszy niż choćby dźwięk pulsu serca na początku płyty. Zresztą na trwałość zapisu dzieła można patrzeć różnie, bo nie tylko chodzi tu o nośnik. Muzyka, na której wyrosłem i w której pracuję, to muzyka nut. Według tego kodu muzycy-wykonawcy są w stanie odtworzyć dzieło.

Czy wobec tego zasadna jest idea wykonywania dzieł na instrumentach pochodzących z epoki, w której kompozycja powstała?

Taki trend faktycznie pojawił się jakiś czas temu – chodzi zresztą często o instrumenty budowane współcześnie, tyle że wedle historycznych technologii i zasad oraz, na ile się da, ze starych materiałów. Tyle że jednak to całkiem inne instrumenty – inaczej brzmią, stroją, gra się na nich również zwykle innymi technikami. Naturalnie, są – również w Polsce! – artyści, którzy posługują się oryginalnymi wytworami pracowni Stradivariusa czy Guarnerich. To jednak nie zabiera prawa innym muzykom do grania Bacha i Haendla na instrumentach współczesnych. Najważniejsze, by grać z sercem.

A jak dziś komponować, żeby być słuchanym?

Nie ma na to recepty. Są przecież miłośnicy heavy metalu, muzyki techno, jazzu czy awangardowej muzyki – a wedle wielu są to gatunki trudne w odbiorze. Najważniejsze, żeby kompozytor miał przestrzeń i tworzył dzieła, do których jest przekonany. Autentyczność się obroni. A jeżeli mówimy o masowości… Niektórzy uważają, że jest jak w piosence: „byle tanio, byle głupio” – a więc, że jeśli coś będzie proste, to na pewno rzucą się na to masy. Pewnie jest w tym trochę racji, lecz nawet scena muzyki pop i rock dowodzi, że nie jest to wcale oczywiste. Są propozycje artystyczne na rynku kultury, które przekonały tłumy przez swój autentyzm. Przykładem jest Ed Sheeran. Chłopak z gitarą, który porywa właśnie dlatego, że jest sobą.

Z historią muzyki nieodłącznie związana jest też twórczość na zamówienie. Mecenas zgłaszał się do artysty, mówił: napisz odę ku czci mojej żony? Albo: hymn na cześć miasta. I stosownie to wynagradzał. Czy takie dzieła mogą być dobre w sensie artystycznym?

Sam jestem autorem kilku hymnów dla uczelni. Napisałem chociażby utwór na 200-lecie Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego do tekstu Jacka Cygana. Jestem także autorem dwu fanfar – Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina i Teatru Wielkiego Opery Narodowej. Tyle że miałem szczęście, bo zawsze mogłem też odmawiać takich zamówień. To jest tak, jak byśmy poszli do krawca i poprosili o frak czy suknię uszyte na miarę i w określonym kolorze. Takie zamówienie nie wyklucza inwencji i polotu krawca, który przecież sam nada mu ostateczny kształt. Przykład z innego świata: dobry kucharz wyczaruje potrawę także z produktów, które nie będą jego ulubionymi.

Muzyka jest dobrem niematerialnym; nie widać jej, to fale dźwiękowe. Ważne jest doświadczenie twórcy, warsztat, techniki, jakimi potrafi się posługiwać. Przy zamówieniu stawia się konkretne oczekiwania: utwór ma trwać dwie minuty, ma być pompatyczny – albo nie, cichy – albo przeciwnie, i tak dalej. Dobry kompozytor sobie z tym poradzi i nadal będzie to dzieło autentyczne. Co jest istotne? Kompozytor ma prawo zamówienia nie przyjąć, jeżeli jednak się go podejmuje, to powinien je wykonać jak najlepiej.

A jak Pan komponuje? Zamyka się w pokoju na długie godziny? Idzie na spacer do lasu?

Potrzebuję absolutnego skupienia i ciszy. A że Warszawa nie jest cichym miastem, więc pracuję w nocy. To jedyna możliwość, żeby się odciąć od bodźców. Dopiero w tym odcięciu powstają myśli, wizje, z których wyłania się konkret dźwięków. Zapisuję je na komputerze w programie do edycji nut. Co również istotne: mój proces twórczy jest nielinearny. To są zbiory zdarzeń, sekwencji, pomysłów na konkretny fragment utworu. A potem zestawianie tych fragmentów ze sobą, łączenie, przejście do budowania wstępu czy zakończenia.

Studentom, którzy u mnie uczą się kompozycji, też taki styl pracy proponuję. Ma wiele zalet: łatwiej chociażby stworzyć w efekcie dzieło spójne. Jeśli piszemy linearnie, istnieje ryzyko, szczególnie w przypadku wielkich form, że zaczniemy w jednym punkcie, a skończymy w innym. Dzieło muzyczne rozgrywa się w czasie, lecz przecież utworu, który trwa siedemdziesiąt minut, nie komponujemy w siedemdziesiąt minut (…)