Spotkanie
Amelia Jędrzejek. Sztuka poza pracownią. Rozmowa ze zwyciężczynią CX ART
– Moi znajomi często mówią mi, że obraz jest już skończony, a ja pracuję nad nim jeszcze dwa tygodnie – mówi zwyciężczyni konkursu CX ART, Amelia Jędrzejek. O procesie twórczym, perfekcjonizmie i byciu młodą artystką.
Paulina Filipiec: Jak się czujesz dzień po ogłoszeniu wyników?
Amelia Jędrzejek, zwyciężczyni konkursu CX ART, malarka: Szczerze mówiąc, dalej to do mnie nie dociera. Jeszcze wszystkiego nie przetworzyłam, ale bardzo się cieszę.
Spotykamy się w dniu śmierci Davida Hockney’a – jednego z bardziej znanych współczesnych malarzy. Kto jest dla Ciebie inspiracją?
Hockney’a znam, choć się nim nie inspiruję. Obecnie najbliższa jest mi twórczość Rae Klein i, szerzej, malarstwo współczesne. Inspiracje zbieram ze wszystkiego, co mnie otacza. To nie tylko sztuki wizualne, ale też inne dziedziny sztuki, literatura, doświadczanie świata zewnętrznego i funkcjonowanie w nim.
Co oznacza dla ciebie ta wygrana?
Przede wszystkim to zachęta do dalszej pracy. Na studiach funkcjonuje się dość specyficznie. To moment eksploracji, rozwijania i pogłębiania wybranych przez nas tematów, warstwy wizualnej naszych prac.
Nie zawsze wiemy, czy idziemy w dobrym kierunku, bo nie mamy jeszcze odpowiedzi ze świata zewnętrznego. Oczywiście dostajemy merytoryczne wsparcie profesorów, ale to my musimy podejmować główne decyzje i kierować swoim rozwojem.
Na tym etapie wygrana jest sygnałem, że jestem na właściwej drodze. I że moja sztuka została zauważona przez innych, nie istnieje wyłącznie w obrębie pracowni.

Kiedy zaczęłaś malować?
Od dziecka lubiłam tworzyć i zawsze wiedziałam, że chcę być artystką. Dużo rysowałam, chodziłam na zajęcia, później wybrałam liceum plastyczne, mimo że było w innym mieście i musiałam poświęcać czas na dojazd. Teraz studiuję na Akademii Sztuk Pięknych – to dla mnie naturalna kontynuacja. Czuję, że jestem we właściwym miejscu.
Kiedyś chodziłam do szkoły muzycznej, uczyłam się grać na wiolonczeli, ale sztuki wizualne od zawsze były u mnie na pierwszym miejscu. Malarstwo jest dla mnie formą ekspresji, narzędziem komunikacji. Czuję, że w ten sposób mogę przekazać intuicyjnie moje uczucia i idee, z którymi inni mogą się utożsamić, zinterpretować na swój własny sposób. Za pomocą środków takich jak światło, kompozycja, dobór odpowiednich kolorów, mogę budować świat i atmosferę w obrazach.
ASP było w planach od zawsze?
Wyszło naturalnie. W dzieciństwie rodzice mówili mi, że powinnam pójść na ASP. W przedszkolu ciągle prosiłam o kratki papieru i rysowałam. W podstawówce miałam osobny zeszyt, w którym malowałam podczas lekcji. Potem zaczęłam traktować to poważniej, obserwowałam też wielu artystów w internecie.
Wybrałam liceum plastyczne, brałam udział w konkursach i poznawałam ludzi o podobnych zainteresowaniach. Spodobało mi się funkcjonowanie w społeczności osób, które tworzą. Na uczelni jest podobnie, uczymy się nie tylko od profesorów, ale też od siebie nawzajem.
Wielu artystów, których znam, jest w momencie budowania swojej internetowej tożsamości. To daje duże możliwości – możemy obserwować innych artystów, galerie czy muzea. Powstaje pewnego rodzaju sieć połączeń, która jeszcze kilkanaście lat temu byłaby trudna do wyobrażenia. Możemy czerpać inspiracje z wielu miejsc jednocześnie.
Masz wsparcie rodziny?
Tak, podświadomie wiedzieli, że powinnam pójść w tym kierunku. Dorastali w innych czasach i warunkach, w których sami musieli zapewnić sobie przyszłość. Dzięki temu rozumieją potrzebę robienia czegoś, czego od zawsze się pragnęło.


Jesteś perfekcjonistką?
Chyba tak. Moi znajomi często mówią mi, że obraz jest już skończony, a ja pracuję nad nim jeszcze dwa tygodnie. Muszę dojść do momentu, w którym sama poczuję satysfakcję. Wiem, kiedy powinnam skończyć obraz.
Moja twórczość to reakcja na otaczający świat. Interesują mnie granice między tym, co żywe i nieożywione, oraz sposób, w jaki nadajemy ludzkie cechy przedmiotom, lalkom czy zabawkom. Dlatego pojawiają się u mnie zielone stworzenia – istoty, które coś przeżywają, doświadczają i reagują na rzeczywistość, tak samo jak my. Przedstawiając je na obrazach, przenoszę na nie moje własne doświadczenia. Obrazy opowiadają o człowieku, mimo że nie maluję go wprost.
Perfekcjonizm to błogosławieństwo czy raczej przekleństwo?
Oba. To wydłuża moją pracę, bo muszę malować w określony sposób – tak, żeby dana warstwa farby dobrze oddziaływała, mieszała się z poprzednią i miała określoną fakturę. Zauważam, że moi znajomi artyści często pracują w inny sposób. Czasami zastanawiam się, czy nie byłoby to bardziej uwalniające, pozwolić na więcej chaosu i nieposkromionego sposobu tworzenia? Ale sposób w jaki ja maluję odpowiada również mojej osobowości.
Jednocześnie lubię to, jak wyglądają moje obrazy. Przyciąga mnie sztuka, która jest wykonana w podobny sposób. Podoba mi się konkretnie wypracowany efekt i nie mogłabym namalować obrazu w jeden dzień, na jednej warstwie.
Czyli jesteś rzemieślniczką?
Chyba tak. Maluję praktycznie codziennie – nie ma miejsca na czekanie na specjalne natchnienie. Nawet jeśli nie jestem w idealnym nastroju, staram się wykorzystać czas najlepiej, jak potrafię.
Skąd się wziął Twój styl?
Z różnych aspektów mojego życia. Często gdy namaluję obraz, to dopiero po kilku miesiącach widzę, skąd się wziął i o czym był. Najczęściej okazuje się, że jest to mocno powiązane z tym, jak się czułam, co przeżywałam. Każdy obraz to jakiś etap mojego życia.
Dziś pracuję przede wszystkim seriami. Chcę dłużej eksplorować jeden temat. Kiedyś wydawało mi się, że tworzę zupełnie niezależne od siebie obrazy, ale po czasie dostrzegałam między nimi wiele wspólnych motywów. Teraz świadomie je rozwijam.
Czego sobie życzysz?
Dalszego rozwoju kariery artystycznej. Chciałabym w przyszłości utrzymywać się ze sztuki, współpracować z galeriami i muzeami oraz brać udział w rezydencjach artystycznych. Po prostu być częścią świata sztuki.
CZYTAJ DALEJ TĘ AUTORKĘ: