PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Po krakosku

Jak Pauzaniasz…

Janusz M. Paluch
Po krakosku Janusz M. Paluch

Krzysztof Lisowski zawsze ujmował mnie swymi wierszami, potem esejami poświęcanymi Bałkanom.

Krainie, która od dawien przyciągała mnie i inspirowała niezwykłą egzotyką kulturową. Jego teksty, te bałkańskie, przesłonecznione, dźwięczące cykadami, tchnące ciszą i przegrzanym powietrzem cedrowych lasów jakie zawsze czuję wędrując po ruinach antycznych, otwierają przede mną inne płaszczyzny postrzegania tamtych tajemniczych zakątków… Teraz, najważniejsze według autora, teksty poświęcone osobistej „greckości”, znalazły się w opasłym tomie „Kawafis w Krakowie” wydanym przez Oddział Krakowski Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Książka ta, jak twierdzi Krzysztof Lisowski, to „dowód miłości późnej, ale wiernej i bezwarunkowej”. Przede wszystkim jednak, co trzeba podkreślić, wynik głębokich poszukiwań i studiów literackich i historycznych, a przede wszystkim pięknych podróży, czego poecie zazdrościć można i trzeba – choć zazdrość to uczucie nikczemne… Podczas spotkania pisarz zauważył, że jego pierwsza podróż, która dotknęła starożytnej kolonii, to podróż z dziadkiem, gdy miał 11 lat, do Rosji, do Tuapse nad Morzem Czarnym, gdzie docierała grecka kolonizacja. Wędruje więc po antycznym świecie od dzieciństwa, jak Pauzaniasz, pewnie też jego śladami, zostawiając nam opisy przybliżające antyk do współczesności…

Zamieszczone w książce teksty są efektem trzydziestoletnich wędrówek po Peloponezie, Grecji, wyspach greckich i chorwackich, a także Azji Mniejszej, Sycylii i Posejdonii. Ukazywały się na przestrzeni lat w pismach literackich, ale i w książkach. Jego eseje, małe prozy czy szkice podróżne nie podlegają czasowi. Zawsze będzie je można czytać i postrzegać, jakby zostały napisane wczoraj. Teraz, w książce „Kawafis w Krakowie” nabierają nowego kontekstu. Najważniejsze, że można sięgnąć po książkę i podczas takich szarug jak dzisiaj (11 czerwca 2026 r.) i przenieść się do świata, gdzie życiodajne światło i słońce sprawia wiele radości. Jak powiedział Michał Piętniewicz podczas spotkania z Krzysztofem Lisowskim (9 czerwca 2026 r. – za oknem było ponuro i lał deszcz), ta „książka zachęca do czynności podstawowej, czyli do życia”! Sala przy ul. Kanoniczej wypełniona po brzegi z niezwykłą uwagą słuchała rozmowy dwóch poetów, eseistów i krytyków literackich.

Opasły tom składa się z dwóch części. Pierwsza to „Dom Orfeusza”, druga zatytułowana „Grecka jaskółka”, w spisie treści figuruje jako „Droga do Aleksandrii”, ale dla czytelnika nie ma to przecież większego znaczenia, wszak „quandoque bonus dormitat Homerus” czyli „czasem znakomity Homer przyśnie”… Pamiętam niektóre teksty z lektury książki „Budzik Platona” wydanej w 2007 roku przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie, potem z „Czasu Literatury”. Niekiedy autor przysyłał mi do czytania świeże teksty, gdy okazywało się, że w podobnym czasie odwiedzaliśmy te same miejsca… Wersja elektroniczna książki, którą miałem wcześniej, nie sprawiała tej radości i satysfakcji w czytaniu. Trzymam teraz w ręku opasły tom, czuję papier, jeszcze świeżą drukarską farbę… Otwieram tytułowy esej poświęcony Kawafisowi. Choć wiem, że poeta nie przebywał w Krakowie nigdy, to jednak prowokujący tytuł przyciągnie przecież czytelnika, by dowiedzieć się, że tłumacze stworzyli Kawafisowi w Krakowie miejsce szczególne, bo w książkach, z tłumaczeniami jego poezji przez niezwykłych literatów – nieżyjącego już Ireneusza Kanię i Jacka Hajduka, wydanych przez Wydawnictwo Austeria (wydawnictwo rozsiadłe w Krakowie, Budapeszcie i Syrakuzach). Do mnie Kawafis przyszedł w Grecji, kiedy podczas zwiedzania jednego z muzeów w Macedonii, po zachwytach nad pochodzącymi z wykopalisk zabytkami, w osobnej Sali zauważyłem wystawę planszową, której omal nie pominąłem… To była – pewnie wędrująca – po muzeach Grecji wystawa biograficzna poświęcona Kawafisowi! Na szczęście opisy były też w języku angielskim, więc mogłem co nieco z opisu zrozumieć… Gdy wróciłem do Krakowa sięgnąłem po poezje tego greckiego poety… Ostatnio znowu wrócił do mnie, po spektaklu „Czekając na barbarzyńców” w reżyserii Bartosza Szydłowskiego w krakowskim Teatrze Łaźnia Nowa.

Podczas spotkania autor stwierdził, że czuje się jak pisarz gatunku „fantasy”, bowiem takiej Grecji, jaką opisuje nie ma. Stworzył ją dla siebie i dla czytelnika… Jako czytelnik dziękuję! Teksty Lisowskiego są na pewno swoistą ucieczką od świata bezsłonecznej szarości nad Wisłą, a może nawet i od tego, co kreuje życie społeczno-polityczne… Nigdy bym się nie spodziewał, że po dobie PRL-u, w nowej politycznej rzeczywistości, będę unikał i brzydził się świata tzw. polityków…

Swoistego podsumowana dokonuje w ostatniej części książki Lucyna Kowalik, tytułując swój tekst „Myśli w czasie lektury”.

Otwieram książkę na przypadkowej stronie i czytam: „Ktokolwiek kupuje wyspę, z jakiejkolwiek przyczyny, powinien zdawać sobie sprawę, że kupuje cały świat. Nawet jeśli to wyspa nieduża, nie zamieszkana, pełna tajemnic z dobrej przeszłości. I jest to świat zamknięty, skazany na domysł. Jeśli nawet pojawiają się w nim ludzie z zewnątrz, bywają jedynie przygodnymi świadkami epizodów.” Taką wyspą, w mojej bibliotece, jest już książka Krzysztofa Lisowskiego „Kawafis w Krakowie”, do lektury której – i zaludniania tej tajemniczej wyspy – zapraszam!

Ilustracje: J. Paluch