PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Felietony

Święty Jacek i Chińczyki

Mieczysław Czuma
Felietony Mieczysław Czuma

Kraków dorobił się w tym roku zaszczytnego tytułu europejskiej stolicy
gastronomii. I to prowokuje mnie do ujawnienia pewnej doniosłej kulinarnej prawdy. O uwielbianym produkcie, który wyrósł na cudzych drożdżach, a który z łakomstwa przypisujemy naszym przodkom.

Chińczyki trzymają się mocno. O tym nie od dziś wiadomym fakcie nie bez powodu przypominam właśnie teraz. Otóż tak mocno zadomowione w naszej kuchni i uwielbiane przez rzesze turystów pierogi wcale nie są naszym genetycznym dobrem narodowym. Pochodzą z cudzego łoża, są wynalazkiem chińskim. Bo to właśnie tam najwcześniej nauczono się zawijać różnorakie farsze w kawałki cienko rozwałkowanego ciasta. Chińszczyzna nie od dziś podbija więc nasze rynki.

Żeby jednak nie popadać w kompleksy. Owszem, obdarowaliśmy świat smakowitymi kulinariami, które nawet w swojej nazwie przypominają o chlubnym rodowodzie: kiełbasa krakowska, kasza krakowska, starka krakowska. I takimi, które i bez powoływania się na królewskie miasto jednoznacznie kojarzą się z hejnałem. No, choćby kremówka, maczanka, obwarzanek. Ale to, czym dziś najgłośniej popisujemy się przed światem, to dawna chińszczyzna.

Pierogi trafiły do nas już w XIII stuleciu. Przybyły z Rusi Kijowskiej. Tam posługę apostolską pełnił wtedy krakowski dominikanin, późniejszy święty Jacek, z możnego rodu Odrowążów. To on pierwszy zasmakował gotowanego ciasta z nadzieniem. I pewnie dlatego najpopularniejsze dziś u nas pierogi to te ruskie. Samo słowo – piróg, pieróg – wywodzi się z prasłowiańskich „pir”, czyli biesiad odbywanych po zebraniu plonów. „Pirą” nazywano także kiedyś ciasto obrzędowe, jakim czczono dobre urodzaje.

W wyniku podziału niebiańskich powinności ten krakowski święty został patronem dobrych plonów, miał chronić zasiewy przed wichurami i gradobiciem. W średniowieczu, gdy w czasie żniw niebo zaciągało się chmurami i słychać było burzowe grzmoty, żeńcy padali na kolana i wznosili modły: „Święty Jacku z pierogami, zmiłuj się nad nami”. Święto ku jego czci wyznaczono na 17 sierpnia. Zboża były już zebrane i można było jeść pierogi ze świeżej mąki. Legenda mówi, że niejaka Klemencja ze wsi Kościelec koło Proszowic zaprosiła do siebie w porze żniw tego kaznodzieję na rekolekcje. Gradowa nawałnica zamieniła dorodne łany jej zbóż w zmierzwioną sieczkę. Krakowski dominikanin całą noc spędził w polu na modłach, a rano na jego wezwanie w cudowny sposób podniosły się w górę powalone kłosy żyta i pszenicy. Można było podać pierogi.

Czapka krakowska ma rodowód chiński. Ta uformowana w cztery rogi część garderoby była nakryciem głowy walecznych wojowników Dżungarii, w jednej z tamtejszych północnych prowincji. A bliskie jej pawie pióra należą do ptaków, które przez stulecia bywały ozdobą ogrodów mandarynów i cesarzy.

Za sprawą tego patrona Kraków stał się ich europejską stolicą. W czasie organizowanych tu corocznych sierpniowych festiwali serwowane są na dziesiątki sposobów. Mogą być z kaszą gryczaną, kapustą, wiśniami, borówkami, serem, wołowiną, kiełbasą, makiem, pomarańczami, wanilią, jabłkiem, płatkami róży… I nie tylko. Twórca najbardziej poszukiwanego smaku wyróżniany jest statuetką św. Jacka.

Pierogi najlepiej smakują w Krakowie. A uzasadniają to pewne ważne okoliczności. Chiny na długo przed powstaniem Unii Europejskiej starały się wkupić w łaski co bardziej godnych miejsc na tym kontynencie.

Miał rację krakowski wieszcz już wtedy, na weselu w Bronowicach. Chińczyki trzymają się mocno. Coraz bardziej więc zastanawiam się, czy aby nie zmienić nazwiska na bardziej przyjazne dla Chińczyków: Czu-Ma.

Ilustracja: redakcja

Tekst ukazał się w numerze 6/2019.