PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Subiektywnie

Kraków kupiony – i co dalej?

Krzysztof Burnetko
Subiektywnie Krzysztof Burnetko

Odwołanie przy użyciu referendum prezydenta jednego z głównych miast w Polsce niektórzy już uznali za ustrojowo-polityczne trzęsienie ziemi. Pytanie, jaki krajobraz czeka Kraków (ale przecież nie tylko) po tym kataklizmie (dla jednych) bądź bitwie (dla drugich).

Krakowskie referendum pokazało, że mając kasę oraz nieliczne nawet, ale zdeterminowane i sprawnie zarządzane, kadry, można w państwie polskim opanować ważne organy samorządowe. Choć pomocny jest także brak skrupułów w prowadzonej propagandzie oraz to, by przeciwnicy nie byli zbyt wymagający i popełnili kilka błędów.

Niepotrzebne są za to żadne nadzwyczajne okoliczności czy skandale. Obalony z funkcji prezydent Aleksander Miszalski nie należał wprawdzie (i to nawet zdaniem wielu tych, którzy go przed dwoma laty na nią wybrali) do arcymistrzów zarządzania miastem, ale i nie zanotował szczególnie kompromitujących wpadek (niewykluczone zresztą, że właśnie dzięki trudnościom z podejmowaniem decyzji). Zarzuty podawane przez inicjatorów referendum (i polityków sekundujących im zza kulis) były albo stosunkowo błahe (narażanie powagi Królewskiego Miasta przez występy w Tik-tokowych „rolkach”), albo tylko dyskusyjne (podwyżki cen komunikacji), albo zwyczajnie kłamliwe (rygory Strefy Czystego Transportu). Podstawowym błędem prezydenckiej ekipy była nieumiejętność przedstawienia swoich zamierzeń mieszkańcom (chociażby właśnie idei SCT jako kolejnego etapu uwalniania miasta od smogu). Więcej, pod presją rosnącej wraz z zaostrzaniem się kampanii paniki magistrat zaczął wycofywać się z wielu – nawet tych zasadnych – decyzji i planów, powołując się na zdanie… opinii publicznej. Tak czy tak Miszalskiemu nie dane będzie dokończyć roboty – choć przerwie ją dopiero w połowie przewidzianej dla prezydentury okresu przez prawo (a w istocie demokratyczną umowę społeczną, reguły pragmatyki i zdrowy rozsądek) kadencji.

Krajobraz po krakowskim referendum – zwłaszcza większość z nazwisk potencjalnych kandydatów na urząd prezydenta Krakowa – dowodzi jeszcze jednej przypadłości polskiego życia publicznego: słabości kadr. U wszystkich – przegranych i ich potencjalnych następców.

A miasto?

Nowego prezydenta czekać będą dwa lata pracy ze starą radą miasta, zdominowaną wciąż przez Koalicję Obywatelską. Łatwo nie będzie – chyba, że wygrałby jej kandydat.

I wreszcie; miasto już wydało na referendum 4 miliony złotych. Przedterminowe wybory kosztować mają kolejne osiem milionów (bo najpewniej będą konieczne dwie tury) – tyle że je zapłaci budżet państwa.

(więcej na: polityka.pl)

Ilustracja: Piotr Uss Wąsowicz