PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Słowo

Wspomnienie: Piesiewicz. Pięć spotkań

Łukasz Maciejewski
Słowo Łukasz Maciejewski

Było ich więcej, ale te wydają się najważniejsze.

Postać. Postać jak dobra powieść. Jak powieść o wielkości i turbulencjach XX i XXI wieku. I o skomplikowaniu człowieka nietuzinkowego.

Piesiewicz taki był  na pewno.

Lata całe, moje lata. Kieślowski, oczywiście. I przyboczny Piesiewicz. Oczami oszołomionego nastolatka, zakochanego w kinie nastolatka, obserwowałem ich obu, także Preisnera, aktorów.

Wszyscy byli ważni. A kino najważniejsze.

Od nitki do kłębka. Opowieści o nim samym. Wspaniała karta opozycyjna, i cena którą zapłacił za bohaterstwo (morderstwo matki). Kieślowski, kino, moralizowanie. I katastrofa wizerunkowa, od której nie odbił się już nigdy.

Poznaliśmy się już po tym wydarzeniu.

Pięć spotkań.

2016 rok – Centrum Solidarności w Gdańsku – festiwal „Solidarity of Art”. Z Mirosławem Baką i Jackiem Szumlasem o Kieślowskim. Najważniejszy był jednak Krzysztof Piesiewicz. Poznaliśmy się wtedy. Niekoniecznie mnie zauważał, co przecież zrozumiałe. Intelektualista, typ Zanussiego, elokwentny, piękne zdania, piękne słowa. Ale gdzie człowiek? Nie widziałem człowieka. I nie polubiłem mojego rozmówcy.

2017 rok – Sokołowsko, Hommage a Kieślowski – jeżeli przyjedzie się do Sokołowska jeden raz, chce się wracać ciągle. Ja tak mam. Miał również pan Piesiewicz. Był kibicem i bywalcem „HAK”. Prowadziłem kilka spotkań z Krzysztofem Piesiewiczem w Sokołowsku, w towarzystwie Jacka Petryckiego albo Mikołaja Jazdona (kilka lat później Mikołaj wyda świetny wywiad-rzeka z Krzysztofem Piesiewiczem), ale rozmowa z 2017 była najważniejsza. Rozbijaliśmy mur anonimowości. Już się znaliśmy. Piesiewicz przyglądał się uważnie. I o Kieślowskim opowiadał poruszające rzeczy. Nie nauczał, rozliczał się z samym sobą.

2023 rok – Script Fiesta w Warszawie – Artur Zaborski, świetny dyrektor „Script”, zaskoczył mnie ta propozycją. „Mamy Piesiewicza, poprowadzisz masterclass?”. To były już lata, kiedy Piesiewicz niemal nie pokazywał się  publicznie, nie wypowiadał, nie udzielał wywiadów. „Przeorała mnie pandemia” – mówił wtedy. I jeszcze o samotności, jeszcze o depresji. Niby o Kieślowskim, a przecież o nim samym. Wielka sala kina „Elektornik” wypełniona do ostatniego miejsca. Przyszedł Maciek Musiał. To wtedy usłyszałem o pomyśle przeniesienia „Dekalogu” transponowanego przez najwybitniejszych światowych reżyserów i o jego współpracy z Krzysztofem Piesiewiczem. To wtedy poczułem, że „w tym wyniosłym Piesiewiczu”, rozpoznałem bliskiego człowieka.

2024 rok – „Przywrócone arcydzieła” w Krakowie – „Krótki film o zabijaniu”. Kilka miesięcy później zaczęły się problemy zdrowotne pana Krzysztofa. Był wdzięczny, że przyjechał do Krakowa, wdzięczny za reakcje widzów. Rzeczywiście, wydarzyło się wtedy coś szczególnego, szczególna reakcja. Zasłuchanie. Idealna cisza i fascynujące opowieści Krzysztofa Piesiewicza o pracy nad „Krótkim filmem o zabijaniu”, nad „Dekalogiem”. Przyszedł Krzysztof Globisz, i Piesiewicz był tym spotkaniem szczerze wzruszony. Po rozmowie publicznej – prywatna, przed hotelem. To jedna z takich rozmów, które zapamiętuje się na zawsze. Papieros od papierosa. Za dużo pali – pomyślałem.

2025 rok – „Kino na Granicy” w Cieszynie. Spotkanie bez spotkania. Wielka retrospektywa. Już wiedziałem, że choruje, że nie jest dobrze, tym bardziej chciałem zrobić Krzysztofowi Piesiewiczowi pełen przegląd filmów. Zdawałem  sobie sprawę, że nie przyjedzie. I, rzeczywiście, nie przyjechał. Elegancko pisał  o „komplikacjach zdrowotnych”, wiedzieliśmy że sprawa jest poważna. Ale śledził wszystko, posyłałem mu zdjęcia. O Piesiewiczu opowiadali w Cieszynie między innymi – Mikołaj Jazdon, Jacek Petrycki, Magdalena Dipont, Piotr Jaxa, Marzena Trybała, Irena Strzałkowska, Grzegorz Łoszewski, Zbigniew Zamachowski. Był szczęśliwy, był wzruszony. Pierwszy raz miał taki przegląd w Polsce.

Jeszcze próbowałem zorganizować spotkanie w Teatrze Powszechnym, przed premierą „Sublokatorki” Hanny Krall w reżyserii Mai Kleczewskiej. Nie udało się, pogorszenie, esemesy do Maćka Musiała, jak się Pan Krzysztof czuje, i ta ostatnia wiadomość od niego, z grudnia, wiadomość, którą podzieliłem się już wczoraj, od razu.

„Jest jakiś niepokojący czas i dlatego tak bliskie słowa i serdeczne Pana przesłania, mają dla mnie dodatkową moc (…) Życzę wielkiej bliskości bliskich, bo czas generuje oddalanie i obcość niekiedy. Znam to uczucie dobrze”.

Pięć ważnych spotkań.

Mam kogo wspominać.

Ilustracje: archiwum Autora