Noty ze świata
PROZA ZAPOZNANA: Ulica pachnąca lipami
Lubuskie Wawrzyny cz.9
(zwycięzca)
„Spadło to jak grom z jasnego nieba w pochmurny grudniowy dzień. W miejscowej gazecie jego zdjęcie. Już wiem na pewno: nie zobaczymy się już nigdy. Nigdy w życiu. Na fotografii mężczyzna w ciekawej marynarce w czarno białą kratkę. Patrzy na mnie tak dobrze znana mi twarz. Włosy, których zazdrościli mu wszyscy, ma zaczesane zalotnie na bok. W kącikach ust jakby na sekundę zastygł tajemniczy uśmiech. I te oczy może zielone, może błękitne…, zapomniałam, jaki był kolor oczu, które wpatrywały mnie na drodze w letnie popołudnia. Lubił wyglądać oknem. Przyglądał się ludziom. Kochał ludzi. Tak samo, jak ja. Już nigdy”.
Katarzyna Jarosz-Rabiej, Ulica pachnąca lipami, Wydawnictwo Organon / Stowarzyszenie Jeszcze Żywych Poetów, Zielona Góra 2025
Są książki wielkie objętością, są książki wielkie ambicją – i są takie, które wielkie są po prostu tonem. Ulica pachnąca lipami Katarzyny Jarosz-Rabiej należy do tej trzeciej kategorii. To zaledwie siedemdziesiąt kilka stron – a jednak zostaje z czytelnikiem na długo. Być może właśnie dlatego, że mówi cicho. I dzięki temu słychać ją lepiej.
Bo Jarosz-Rabiej robi w swojej prozie coś, co wydaje się proste, a w rzeczywistości jest bardzo trudne: pisze o zwyczajnym życiu tak, że zaczyna ono świecić własnym światłem.
Jej opowiadania są krótkie, oszczędne, pozornie bardzo proste. Historie pierwszej miłości, ostatniej miłości, przyjaźni, spotkań, drobnych zdarzeń dnia codziennego. Pojawiają się ludzie – koledzy z pracy, sąsiedzi, przypadkowi znajomi, czasem także zwierzęta. A jednak pod tą prostotą kryje się misterna konstrukcja.
Wszystkie te opowieści są bowiem nanizane na jedną, bardzo delikatną oś: pamięć.
Autorka wraca do miejsc i ludzi, którzy ją ukształtowali. Żegna się z nimi – ale jest to pożegnanie szczególne. Bo literatura ma tę przewagę nad życiem, że pozwala zatrzymać chwilę. Utrwalić twarz, ulicę, rozmowę, zapach powietrza.
Dlatego tytułowa ulica pachnąca lipami nie jest tylko miejscem. Jest przestrzenią młodości. Mitycznym krajobrazem pamięci.
Zielona Góra dla autora tych słów pozostaje miastem właściwie nieznanym. A jednak po lekturze książki Katarzyny Jarosz-Rabiej ma się wrażenie, że warto byłoby tam kiedyś pojechać. W spokojny, słoneczny dzień. Przejść się ulicami, które – jak wszędzie – przechowują pamięć ludzkich historii.
Bo właśnie to robi ta książka: przywraca miastu jego ludzką skalę.
Wśród bohaterów pojawiają się postacie bardzo różne. Jest kolega z pracy – zabawnie zadufany w sobie, z nutą irytującego wazeliniarstwa. Jest babcia z czasów dzieciństwa. Jest młody człowiek świeżo awansowany na stanowisko kierownika, który z powagą i tremą przeżywa swoją nową rolę. Jest wreszcie menel Edek – odpychający, a zarazem boleśnie ludzki.
Jarosz-Rabiej potrafi o tych ludziach pisać bez moralizowania. Z empatią, ale i z lekkim uśmiechem. Czytelnik ma wrażenie, że płynie za opowieścią – jak za spokojną rozmową, która nagle odsłania coś ważnego.
Ulica pachnąca lipami to książka delikatna, ciepła, niemal kameralna. Czyta się ją jednym tchem – jakby w półgodzinnym spacerze przez czyjąś pamięć.
A kiedy zamknie się ostatnią stronę, zostaje coś jeszcze: wrażenie promienia słońca w pochmurny dzień, błękitu nieba nad dachami miasta, uśmiechu znajomych twarzy… i może jeszcze kieliszka zielonogórskiego wina.