Rekomendacje
Kiedy czytałem
wiersze z tomu Jadwigi Maliny „Ciemne punkty na jasnych punktach”, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział Kraków, Kraków 2026
Wśród ulubionych moich krakowskich poetek i poetów są przede wszystkim tacy, którzy swoimi nowymi książkami potrafią zaskoczyć, zachwycić, spowodować, że prezentowana poezja wywraca nam cały dotychczasowy mikro świat, że po lekturze ich wierszy nic już nie będzie takie jak dotychczas. Na mej półce wśród poezji wywrotowej dostawiam od czasu do czasu Jej kolejne książki, każda lepsza od poprzedniej, dojrzalsza, niepowtarzalna, zaskakująca. Ich tytuły to m.in. „Od rozbłysku”, „Czarna załoga” czy „Teoria powtórzeń”… Dostawię i ten tom z ciekawą okładką zaprojektowaną przez Urszulę Łozińską.
Kiedy czytałem najnowszą książkę Jadwigi Maliny „Ciemne punkty na jasnych punktach” świat, ten mój świat, nagle zaczął przesuwać się migotliwie przed oczami. Od najpierwszego dnia, po chwilę, w której przestałem czytać… Do chwili, w której zacząłem się zastanawiać nad odpowiedzią na pytania, na które w tomie nie padną już nigdy odpowiedzi – „Skąd wracasz wieczorami chłopczyku? / Gdzie wyruszasz o świcie?”, zapisane w wierszu „Kiedy umarł”…
*
Kiedy usłyszał diagnozę
Huśtawka składająca się z dwóch łańcuchów i małej
prostokątnej deseczki, nieznacznie odrywająca ciało
od ziemi, dająca jednak wrażenie wielkiego uniesienia,
stała pusta. Śmiech dzieci, dokładnie dwójki dzieci,
chłopca i dziewczynki, których matka powoli rozwieszała
pranie, zatrzymał się między drzewami. Co miało przyjść
nie nadeszło. Nie było ulewy ani gradu, jaki często spadał
tego lata na ziemię niszcząc uprawy i gniazda.
Więc to tak, tak to właściwie jest, pomyślałam.
Pustka, rechot i woda. Te trzy. Najpierw ogromne,
następnie ulegające redukcji, stające się nieistotnym
aspektem tła, nie większym od oka podrzędnicy,
jeśli podrzędnica karaska w ogóle ma oczy. Być może,
są to jedynie ciemne punkty na jasnych punktach,
które się wzajemnie nie znoszą.
*
Tom poświęcony został odchodzeniu kogoś bliskiego. Zaczyna się od chwili „Kiedy usłyszał diagnozę”… Tytuły wierszy są jakby przysłowiowymi kamieniami milowymi odchodzenia, stawianymi przez bezlitosną śmierć. Są też osobną narracją, uzmysławiającą nam, czytelnikom, dramatyzm zawartej w tomie sytuacji. W osobnym nurcie, rozwiniętej wierszami narracji, poetka stara się pokazać, opowiedzieć o tym, co działo się wokół – jak to analitycy poetyccy nazywają – „podmiotu lirycznego”, tu jednak bardziej pasowałoby określenie persona drama. Wszak pomimo rozgrywającej się równolegle tragedii, świat nie zatrzymuje się, toczy nadal, żyjemy umierając, wiemy, że „(…) Będziesz się budził jeszcze jakiś czas i jeszcze jakiś czas / kochał. Cudna jest ta zabawa w poziomki i liście”… („Kiedy chciał się położyć”), zieloność i czerwień odradzającą się zawsze z wiosną. Czy On dotrwa jeszcze do wiosny? Czy zaśnie czując słodycz poziomki w ustach, zabierając z sobą w wieczną podróż światło słońca, czerwień w zielonym wieńcu leśnych, czy ogrodowych liści poziomkowej ukochanej dziewczyny?… Jeszcze zdoła pożegnać innych. Najpierw „(…) Zmarł / nasz francuski przyjaciel i Normandia stała się krainą / śmierci…” („Kiedy zapalił latarkę”), a potem, „Kiedy oglądał mecz w telewizji”, „Zmarł nasz kolega z podstawówki. Ten wielki, / miły chłopak, który pożyczał nam czarne płyty / Kapitana Nemo”. Gdy przyszła jesień i ciemność wdarła się do mieszkania, ktoś przypomniał słowa umierającego Goethego – „Mehr Licht!”. Wtedy się to stało – „Wycięliśmy drzewo w ogrodzie, był listopad i po prostu, / liczyliśmy na światło. Jednak, światło wcale nie przyszło, / nie ogarnęło przedsionków”… („Kiedy z trudem oddychał”).
Pochłaniają mnie bezgranicznie słowa poetki niezwykle delikatne, omijające do momentu, do kiedy to możliwe, pojęcie śmierci, odchodzenia, w których najważniejszy jest On i Jego komfort. Każdy boi się tego odejścia, choć przecież ma świadomość, że śmierć jest tym najpewniejszym, co każdego spotka. Często spoglądamy na starszych, których już mogłoby nie być z nami – „(…) Zdobyłeś się na odwagę, żeby zobaczyć, / jak miewa się twoja matka. Stara jędza, której bliżej / do śmierci niż do życia. A jednak trzyma się / tego drugiego tak mocno”… („Kiedy słońce przebiło firankę”). Starszymi i chorymi częściej targa nostalgia, sentymentalnie wracają do wspomnień, przeszłości… Pojawiają się obrazy, słyszą głosy nieistniejącej już przeszłości, czują zapachy, powiew wiosennego wiatru, przecież „(…) Jeszcze niedawno stał na płycie naszego nowobudowanego / domu. Szczupły, wyprostowany chłopiec, któremu mogło / zawrócić w głowie jedynie nadmierne światło. Ani brzydki, / ani przystojny, właściwie bez twarzy, z łańcuszkiem / na opalonej szyi, ubrany w dżinsy spięte skórzanym pasem, / jakie w latach osiemdziesiątych nosili amerykańscy gwiazdorzy. (…)” („Kiedy wpatrywał się w sufit”).
*
Kiedy przestało boleć
Znów siedzisz w drugiej ławce od końca,
nad trudnym zadaniem z fizyki,
nie mogąc oderwać myśli od fenomenu
Sweet Child O’ Mine. Czas mija.
Za oknem deszcz. Danka ukrywa wynik
w rękawie. Za chwilę będzie po wszystkim.
Zwiniemy się, zejdziemy po schodach,
nie zajrzymy do komórki na węgiel,
nie uchylimy drzwi.
*
Czytam wiersze Jadwigi Maliny strona za stroną, płyną bezszelestnie jak dzień za dniem, wiersz za wierszem przybliżając nas do nieuniknionego końca. Ta świadomość wciska w fotel… Wiersze wciągają, zmuszają do refleksji, do zastanowienia się, jak zagospodarować pozostały czas? Ten czas rozpływający się często bezsensownie między palcami. Poetycka opowieść Jadwigi Maliny o życiu, mijającym życiu, to przecież opowieść o czasie, jaki otrzymaliśmy na spędzenie na Ziemi. Jak pisze o poezji Jadwigi Maliny Wojciech Ligęza – „Kwestią roztrząsaną od debiutu Jadwigi Maliny jest czas – pożerca ludzkich światów, podobnie jak doświadczenia rozpadu, kresu i śmierci.” A wszystko w jej wierszach dzieje się też wokół, po sąsiedzku, wśród bliskich… Nie szuka uniwersalności, ale jej poezja jest uniwersalna. Pełna miłości, troskliwości, przyjaźni. Autorka dostrzega nieuniknioność bezwzględnego świata, zatrzymanego na chwilę we łzie spływającej po policzku. Stara się słowami, w których magiczną moc – jako poetka przecież – wierzy, zagadywać, zaczarować, odwrócić uwagę śmierci od mijającego życia. Bo nawet jak już było źle – „Kiedy nie mówił”, „Kiedy poszli po księdza”, „Kiedy podpinali mu kroplówkę” – podziwiał czerwone gile uwijające się na zmarzniętych gałęziach w karmniku przypominającym świątynię chińską.
*
W końcu padło to ostateczne pytanie „Skąd wracasz wieczorami chłopczyku?” – usłyszał… Potem zapadła już cisza i bezwzględny mrok, bo Jego życie właśnie dobiegło końca… Czas minął…
Kiedy umarł
Skąd wracasz wieczorami chłopczyku?
Gdzie wyruszasz o świcie?
*
Jadwiga Malina. Poetka mieszkająca w podkrakowskiej Trzebuni, serce podzieliła z Krakowem. Związana jest ze Stowarzyszeniem Pisarzy Polskich oraz Unią Literacką. Debiutowała tomem Szukam ciemna w 1996 roku. Od tamtego czasu wydała dziesięć książek, choćby Strona obecności, Od rozbłysku, czy Światło i szelest, wśród nich jedną prozatorską Przysłona. Żadna z jej książek nie przeszła bez echa. Nominowana do wielu prestiżowych nagród literackich – Nagrody Poetyckiej im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego Orfeusz za tom TU (2016 r.) i Teoria powtórzeń (2023 r.), 12. Nagrody Literackiej Miasta Stołecznego Warszawy za tom Czarna załoga (2019 r.), Nagrody im. Wisławy Szymborskiej za książkę Teoria powtórzeń (2023 r.). Związana jest od samego początku ze znanymi w całej Polsce działającymi przy Bibliotece Kraków warsztatami literackimi Peron Literacki prowadzonymi wespół z Michałem Piętniewiczem.
fot.: Marta Stefańczyk