PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Czerwony kogut leci wprost do nieba

Katarzyna Wójcik
Rekomendacje Katarzyna Wójcik

Co łączy Kraków i Bałkany?

Życie w Krakowie ma w sobie coś z bałkańskiej fjaki, czyli popołudniowego rozleniwienia. Czas tu płynie jakby wolniej, a ludzie się mniej spieszą niż, dajmy na to, w Warszawie. Z częścią Bałkanów zresztą jeszcze nie tak dawno byliśmy w obrębie jednej cesarsko-królewskiej monarchii. Może dlatego z Krakowa najlepiej podróżuje się na południe. A w podróż na południe najlepiej wziąć ze sobą południową literaturę.

Czarnogórska proza w polskim tłumaczeniu nie oszałamia różnorodnością, dlatego powieść Miodraga Bulatovića (1930–1991) Czerwony kogut leci wprost do nieba była niejako wyborem z przymusu (na polski przetłumaczono jeszcze parę próz i tom opowiadań tego autora). Bulatović był jednym z odnowicieli powojennej literatury serbochorwackiej. Swoje trzy pierwsze powieści wydał w latach 50. i już od początku wzbudzał wiele kontrowersji. Jugosłowiańska cenzura najwyraźniej nieźle dała mu w kość, skoro po wydaniu Czerwonego koguta na kilka lat zaprzestał pisania w ramach protestu przeciwko ingerencji państwa w swoją twórczość. Nawiasem mówiąc, trudno się dziwić, bo przedstawiona w tej powieści miejscowość Bjelo Polje jest autentyczna, a opisani mieszkańcy, choć chyba fikcyjni, raczej nie wzbudzają sympatii, co najwyżej litość i obrzydzenie. Ale chyba nie mieli autorowi za złe jego licentia poetica, skoro jedną z ulic w miasteczku nazwali jego imieniem.

O Czarnogórze mówi się, że jest „perłą Adriatyku”; o prozie Bulatovića można powiedzieć, że też jest perłą, ale w oborniku. Bynajmniej nie dlatego, że to proza niedobra, nudna czy grafomańska. Gdyby ją przełożyć na sztuki wizualne, byłoby to połączenie Chagalla z Dudą-Graczem. Bohaterowie tej książki to pokraczne, powykrzywiane stworki jak z koszmaru: wychudzeni włóczędzy, słaniający się na nogach gruźlik z kogutem za pazuchą, obśliniony sprośny starzec, potężne wiejskie baby i pijani w sztok grabarze – ludzie bez przyczyny i bez przyszłości. Ich istnienia rozpinają się między dwiema najbardziej prozaicznymi sprawami: życiem i śmiercią. Ale życie w tej cudownej krainie, choć mniejszej od Małopolski, to jednak rozciągniętej między Alpami Dynarskimi a Adriatykiem i poprzecinanej malowniczymi kanionami, w których wiją się turkusowe rzeki, wcale cudowne nie jest. Najszczęśliwsze są tu bowiem zwłoki kobiety zatłuczonej na śmierć przez pożądliwego szwagra.

Fabuła Czerwonego koguta to na pierwszy rzut oka nieskomplikowana historia: gromada pijanych wiejskich weselników dokucza Bogu ducha winnemu Muharemowi – najemnikowi, który akurat idzie na targ, by sprzedać koguta, a za uzyskane pieniądze oddać dług swojemu panu, staremu Iliji. Samo wesele jest, jak i jego uczestnicy, nieco karykaturalne, bo panna młoda znacznie przewyższa wiekiem pana młodego, który ma jeszcze mleko pod nosem i woli bawić się z kotami, niż skonsumować małżeństwo. Z drugiej strony wsi dwóch pijanych grabarzy usiłuje pochować ciało kobiety, ale nie pamietają, gdzie ma być jej grób, więc swój problem zapijają rakiją. Te dwa światy dzieją się równolegle, a między nimi plączą się Mara wariatka oraz dwóch włóczęgów, komentujących oba zajścia i swój los z dziecięcą naiwnością, rzewną czułością i osobliwym cynizmem. Ale nie fabuła jest tu najważniejsza, ale to, co bohaterowie noszą w sobie i co reprezentują ich wykoślawione antyczłowieczeństwa.

Cała zewnętrzność tego świata to nic więcej niż dławiący kurz wiejskich dróg, smród spoconych, niemytych ciał zmieszanych z wonią zwierząt i wszechobecna bieda, o której najlepiej zapomnieć przy pomocy rakiji. Opisanej przez Bulatovića czarnogórskiej ludności daleko do idyllicznych obrazków pasterskich czy nawet nurtu chłopskiego w polskiej literaturze. Nie ma tu bowiem żadnych tematów tabu i dzieje się wszystko, co najgorsze: pijaństwo, obżarstwo, gwałty, niechciane dzieci, przemoc, morderstwa, wyzysk, złodziejstwo, żebractwo i rozpusta. Tymczasem narracja meandruje w rejony oniryzmu, czy też miejscami profetyzmu, nadając tej żałosnej i przygnębiającej nędzy wymiar niemal baśniowy: „Wszystko na tym niebiańskim weselu jest smutne prócz panny młodej, która wkrótce swym cielskiem zapełni całą przestrzeń nieba. Nie słychać już weselnej pieśni ani muzyki, ani wrzasków. Ludzie biegają wokół niej, biją się o skórki od chleba, o kości i cuchnącą polewkę. Wszyscy patrzą w górę, ale nikt nie może dojrzeć jej mądrej głowy na krągłym słupku szyi”.

W Czerwonym kogucie język konstruuje groteskowy obraz najniższej moralnie warstwy społeczeństwa, ale nakładając na te wizje-przenośnie intymne, wewnętrzne wyznania bohaterów, tworzy drugi, jakby podziemny świat tłumionych uczuć i nigdy nie wyznanych na głos tajemnic. Kontrastuje to wszystko z zupełnie obojętną na ludzki los naturą, którą człowiek mimo wszystko próbuje sobie na siłę „ubratowić”. W obliczu tej magiczności tytułowy czerwony kogut jest symbolem ludzkiego serca, człowieczeństwa, które za wszelką cenę chce odnaleźć w sobie głupi i naiwny Muharem; ale to ironiczny uśmiech autora, bo człowiekiem można się tu stać tylko poprzez dokonanie złego uczynku. Mara wariatka, Muharem, stary Ilija, a nawet panna młoda Ivanka – bohaterowie, w których dobro z początku można wierzyć – wkrótce odsłaniają swój cynizm i grzeszność. Ludzkość więc z gruntu jest na zło skazana i nie ma od niego żadnej ucieczki. Bulatović jest jednak daleki od apokaliptycznych proroctw i siania złowrogiej atmosfery końca świata, bo ta powieść to w istocie przejaw najczarniejszego humoru.

W XV wieku Turkom udało się podbić prawie całą Czarnogórę. Prawie, bo w trudno dostępnych górach powstało autonomiczne państwo, z którego wywodzili się władcy odbitej niemal trzysta lat później Czarnogóry. Nie wiem, czy to te same góry, które opisał Bulatović, czyli okolice Bielo Polja, ale nie zmienia to faktu, że groteskowość ma w tej powieści wymiar ponadliteracki: bohaterski lud, który odzyskał swoje ziemie z rąk potężnego imperium, stał się ludem karykaturalnych, śmiesznych wieśniaków, pragnących tylko się najeść, zabawić i napić rakiji. „Pocieszamy się bajkami o starej sławie, kłamstwami się uspokajamy. Ale w naszych ciałach i krwi od dawna drzemią choroba i smutek” – mówi w powieści stary Ilija. Czerwony kogut leci wprost do nieba to książka okrutna, bo mówiąca o rzeczach brudnych i brutalnych, ale jej język i filozoficzno-wyznaniowo-baśniowa forma narracji są jak fjaka: łatwo się w nią wpada, ale trudno się wyciągnąć.

Miodrag Bulatović Czerwony kogut leci wprost do nieba, tłum. Maria Krukowska, Czytelnik, 1964