PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Po krakosku

Klub Dziennikarzy Pod Gruszką: Paweł Daniel Zalewski

Janusz M. Paluch
Po krakosku Janusz M. Paluch

„Muka” w Gruszce!

Spotkanie w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” Biblioteki Kraków, które odbyło się 7 kwietnia 2026 roku w zabytkowej Sali Fontany, przez jakiś czas było pod znakiem zapytania. Gościem był Paweł Daniel Zalewski, pisarz i podróżnik, który kilka dni wcześniej wrócił – przez Dubaj – z Tajlandii, po której podróżował z żoną Joanną przez trzy miesiące. Nie przypadkowo Paweł D. Zalewski był gościem Krakowskiego Oddziału Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, wszak jest potomkiem znanych lwowskich cukierników Zalewskich. Jego ojciec – prof. Władysław Zalewski – był znanym krakowskim konserwatorem zabytków, wykładowcą w Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki. To on prowadził prace konserwatorskie w podziemiach gotyckiej kolegiaty w Wiślicy, gdzie odkryta została przez prof. Andrzeja Tomaszewskiego słynna romańska „Płyta Wiślicka”. Mama – artystka malarka Wanda Macedońska, siostra popularnego rysownika i poety Adama Macedońskiego, honorowego obywatela miasta Krakowa, także urodziła się we Lwowie. Jej charakterystyczne, piękne obrazy, są niezwykłe i rozpoznawalne.

Z pisarzem rozmawiała Bożena Boba Dyga, poetka, pieśniarka, animatorka kultury, konserwatorka zabytków – studentka prof. Władysława Zalewskiego. Rozmowa musiała zatem być zdominowana tematyką lwowską, choć dotyczącą spraw rodziny Zalewskich. Padło też pytanie o to, kiedy Paweł D. Zalewski zdecydował się, by zostać pisarzem. Okazuje się, że dość wcześnie, z inspiracji „kowbojskich” książek Wiesława Wernica, w wieku siedmiu lat poinformował rodziców, że „będzie prawdziwym pisarzem”. Trochę mu to zajęło, ale rodzinie poświęcił „Album Zalewskich” obejmujący trzy opasłe tomy! Z zapartym tchem czytałem też powieść – opartą na motywach rodzinnych – „Bez pamięci”, która była efektem podróży śladami zmarłego na zesłaniu w Tiumeni dziadka Władysława Zalewskiego. Fotograficzne i podróżnicze pasje Joanny i Pawła Zalewskich dokumentuje natomiast seria albumów „Mgnienie oka”.

Ostatnia jego książka „Muka” (Wydawnictwo Astra, Kraków 2024), to właściwie autobiografia, której akcja toczy się głównie w Krakowie, gdzie dorastał autor. Opowieść o polskich realiach począwszy od 1959 roku, kiedy przyszedł na świat dwojga imion Paweł Daniel, i artystycznej rodzinie, która usiłowała znaleźć swe miejsce w realiach PRL-u. I choć niewiele zdążono opowiedzieć o samej książce, to wspomnienia rodzinne, bardzo osobiste, dotyczące profesora Zalewskiego, także w tej książce znajdziemy. Książce, opowiadającej o czasach szarych, a jednak niezwykle barwnej. Pełnej smutku – nie tylko autora, a jednak nostalgicznej. Pomimo, że prymitywna „muka” wycisnęła głębokie i niezmywalne piętno w sercu…

Pamiętam, że książkę Pawła D. Zalewskiego czytałem z zapartym tchem. Przecież to wspólne nasze lata dorastania! I choć autor jest kilka lat ode mnie młodszy, to jego Kraków z lat szkoły średniej i studiów, był też moim Krakowem. Byłem zafascynowany Wiślicą, którą odkrywałem na stronach książki Pawła Jasienicy „Słowiański rodowód”, a niezwykły Marek Eminowicz (o którym z taką atencją, jako jednym z niewielu prawdziwych nauczycieli, dla których miał poważanie, pisze Paweł Zalewski w książce) był też moim nauczycielem historii, układającym i szlifującym mą wiedzę przed egzaminami wstępnymi na archeologię. Może nie prowadziłem tak bujnego „imprezowego” życia, ale też „świętoszkiem” nie byłem… Nie można więc nie zachwycać się „Muką”! Oddając się lekturze, niemal od pierwszej strony, wciśnięty w fotel, marzyłem, by ta książka za szybko się nie skończyła. Szczęśliwie, to prawie sześćset stron opowieści wzruszających i poruszających! Pięknych, czasem zabawnych – choć opisujących okrucieństwo szkolnych dzieciaków. Wspomnień z różnych stron i czasów – bo z dzieciństwa wakacje w Koninkach, czy w Wiślicy, pierwszy pobyt nad morzem… I te późniejsze, kiedy autor dociera do miejsc tak egzotycznych i nieoczywistych. I radość i duma z pierwszego samochodu! Tej euforii i szczęścia dzisiaj – kiedy w domach bywa po kilka samochodów – nikt już chyba nie jest w stanie zrozumieć i zaznać. To były jednak fascynujące czasy! Licznie wypełniająca Salę Fontany publiczność z zainteresowaniem słuchała wspomnień pisarza, choć wielu żałowało, że nie mogli przy okazji spotkania wyjść z zadedykowaną przez autora książką. Ma zatem powód do zadowolenia Anna Stengl, organizatorka cyklicznych spotkań Lwowian z Krakowa!

Ilustracje: fot. J. Paluch