PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Noty ze świata

Danuta Ney Smolarska w Your Art Maison

Anna Petelenz
Noty ze świata Anna Petelenz

Otwarcie nowej wystawy już 16. 04. w warszawskiej galerii Your Art Maison.

Anna Petelenz: Zacznijmy od nadziei, bo ona pojawia się w opowieści o najnowszych pracach – czym dla ciebie jest?

Danuta Ney Smolarska: Na co dzień nie myśli się o nadziei, nie rozkłada się dnia w ten sposób. Widzi się często przede wszystkim to, co jest twarde i konieczne. Ale nadzieja rzeczywiście pojawia się w mojej pracy – bardzo konkretnie, w cyklu czterech obrazów.

W jaki sposób? Czy to zupełnie nowe formy?

Bardziej nazwałabym ten nowy cykl kontynuacją. To dalej opowieść o wierze i o wzajemnej współzależności światów. Są trzy obrazy – trzy etapy. Zaczynam od początku, od powstania, potem przechodzę przez pejzaże, przez jeziora, aż do trzeciego obrazu, gdzie wszystko wchodzi w złą strefę, tam jest niepokój. Wulkan, który niszczy wszystko. Ale na końcu zaczyna się odradzanie. Błysk światła. To jest przejście – i właśnie tam pojawia się nadzieja.

Czyli wystawa będzie miała wyraźną narrację?

Tak, chciałabym, żeby te cztery obrazy były osią całej wystawy. Żeby to było czytelne jako pewna opowieść. Zawsze myślałam cyklami, ale zależy mi też na przestrzeni między obrazami. Na oddechu. Na przykład w tym czteroczęściowym cyklu ostatni obraz – ten najbardziej złowrogi – będzie odsunięty. To ma dawać widzowi moment zatrzymania, dystansu.

Myślisz też o włączeniu w tę opowieść wierszy. Jaką rolę mają odegrać?

I tu mam duży problem. To nie są już te krótkie, minimalistyczne wiersze, które pisałam kiedyś. Teraz są dłuższe, bardziej związane z tym, co maluję. Ale przyznaję, że jeszcze nie wiem, jak je zaprezentować – czy je czytać, drukować, czy rozdawać? Mam świadomość, że to nie dla wszystkich, ale przy książce okazało się, że jednak są osoby – nawet młodsze – które poezja interesuje. To było dla mnie zaskoczenie.

Jak wygląda twój proces pracy?

Kiedy maluję, oddzielam się od życia. Najlepiej pracuje mi się, kiedy mam cały dzień tylko dla siebie. Bez pośpiechu, bez przerywania. To nie jest praca „na szybko”. Rozrabiasz farby, myślisz o kolorze, o strukturze. Czasem jeden obraz powstaje przez wiele dni. Maluję tło, czekam aż wyschnie, potem kolejna warstwa. Ostatnio zrobiłam trzy tła i właściwie tylko czekałam – jeździłam do pracowni sprawdzać, czy wyschły i czy już mogę iść dalej. Nie chcę zaczynać nowych rzeczy w trakcie, bo wtedy gubi się myśl.

A kolejne pomysły zawsze zapisuję, skrótowo, ale zapisuję. Ręcznie oczywiście.

To bardzo fizyczny proces.

Samo wejście do pracowni powoduje, że wchodzę w ten świat. Odcinam się od innych światów. Czasem najpierw pojawia się wiersz, a czasem dopiero patrząc na obraz.

Co zmieniło się w twojej pracy, odkąd znów masz pracownię i malujesz poza domem?

Bardzo dużo. Rok 2025 pokazał mi wiele. Książka, wystawa, pracownia. Wiele malowałam… To naprawdę intensywny czas. Wcześniej więcej pracowałam na papierze, teraz to jest zdecydowany kolor, bardziej malarstwo. Zmieniły się też materiały. Maluję olejami wodnymi – są trudniejsze, wymagają więcej czasu, trudniej je wymieszać. Ale mają swoje zalety. Zaczęłam używać różnych środków – jedne przyspieszają schnięcie, inne je spowalniają, inne wygładzają powierzchnię.

Brzmi jak nowe otwarcie.

Tak, ale wolę mówić o kolejnych etapach, a nie wielkim przełomie.

A jednak – czy to jest coś w rodzaju „drugiej młodości”?

Może tak. Choć trudno w to uwierzyć. Patrzę w lustro i tego nie widzę, ale nie patrzę za bardzo. Natomiast rzeczywiście pojawiają się nowe rzeczy – na przykład sesja zdjęciowa przed wystawą w Your Art Maison gallery w Warszawie. To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. A z tym zawsze pojawia się nadzieja – że coś z tego wyniknie.

Mówisz o wystawach, ale wiem, że ich nie lubisz. Zwłaszcza występowania na wernisażu. Czy to też się zmienia?

To akurat raczej nie (śmiech). Ale zobaczymy.

Wróciłaś też do Związku Artystów Plastyków.

Tak, zapisałam się ponownie. W maju będzie wystawa miniatur – małe formaty 20 × 20. Przede mną też wystawa nowych członków. Tam pokażę cykl czarnych obrazów – cztery prace, które mogą funkcjonować razem.

A co dalej?

Nie wiem. Idę dalej, ale nie wiem, dokąd to prowadzi.

A jeśli chodzi o opowieść – napisałaś książkę „Skrzydła”. Czy planujesz kolejne formy?

Myślałam o książce dla dzieci. Mam rysunki, chciałam, żeby ktoś napisał tekst. Na razie to się nie wydarzyło, ale może do tego wrócę. Mam też swoje zeszyty z wierszami i jestem do nich bardzo przywiązana. Problemem jest wybór. Może ktoś powinien mi w tym pomóc.

Na koniec jeszcze: Twoja twórczość balansuje między realizmem a światem fantastycznym. Czy ty tak samo postrzegasz rzeczywistość?

Nie zawsze. Zwyczajność raczej widzę taką, jaką ona jest. Jak widzę śmieć na ulicy to nie dostrzegam w nim piękna, ale myślę o zorganizowaniu akcji sprzątania (śmiech).  Takim oddechem i inspiracją jest dla mnie kontakt z przyrodą. Od lat. Kiedyś brałam z niej dosłownie – zbierałam trawy, suszyłam, wklejałam w obrazy. Teraz raczej obserwuję z dystansu. I widzę zmiany. Wraca coś, co słyszałam w dzieciństwie: mój tata, geolog, mówił, że wojny będą o wodę. Dziś widzimy, że wody zaczyna brakować.

Dlatego woda pojawia się w moich obrazach bardzo często – jako rzeka, jezioro, coś, co łączy. Może w tym jest jakaś moja nadzieja – że przyroda sobie poradzi, że woda będzie, że coś przetrwa. Nie wiem, czy to jest racjonalne, ale to jest moja nadzieja.

Ilustracja: fot. Łukasz Siwiec