Rekomendacje
Koncerty i potańcówki, czyli co robią młodzi ludzie w Krakowie
Co się robi nocą na Rynku?
Polacy coraz częściej wybierają kanapę i smartfona zamiast miejskich wydarzeń kulturalnych. W Krakowie jednak wciąż da się znaleźć miejsca, gdzie offline tętni życiem: od spontanicznych potańcówek na rynku po koncerty w klubach, w których młodzi nie tylko słuchają muzyki, ale sami ją tworzą.
Według badania PAYBACK Opinion Poll 74% Polaków spędza czas wolny w domu. Głównie oglądamy seriale i przeglądamy media społecznościowe, ale znajdujemy też chwilę na czytanie książek czy spotykanie się z rodziną. Przeciętny Kowalski na rozrywkę poza domem (w tym restauracje czy bary) wydaje miesięcznie do 300 zł, czyli równowartość dwóch biletów do opery.
Coraz częściej podczas wieczornych spacerów po Krakowie nachodzi mnie myśl, że młodzi ludzie znikają z miejskiej przestrzeni. Co prawda widuję ich na ulicach, ale rzadziej na koncertach, wystawach albo w muzeach. Dawniej to kawiarnie były miejscem spotkań i wymiany pomysłów; dziś wszystko przenosi się do wirtualnej przestrzeni.
Mówi się, że przedstawiciele pokolenia Z spędzają średnio blisko osiem godzin dziennie przed ekranem, co daje niemal 122 dni w skali roku. Jeśli dodamy do tego czas przeznaczany na sen i pracę, okaże się, że rzeczywiście zaczyna brakować miejsca na jakiekolwiek formy uczestnictwa w kulturze czy rozrywce.
Tym bardziej cieszy każde wydarzenie, w które młodzi ludzie nie tylko się angażują, ale także je współtworzą. Ot, grupa zafascynowanych muzyką artystów po Krakowskiej Szkole Jazzu stworzyła zespół, który po roku od założenia zagrał koncert złożony wyłącznie z autorskich utworów. Był to dopiero trzeci występ w ich karierze – środa pod koniec stycznia, klub Pod Jaszczurami – a sala i tak wypełniła się po brzegi.
Do środka wchodzili również zainteresowani gwarem przechodnie, którzy od razu kupowali drinki i dosiadali się do już obecnych słuchaczy. W jednym momencie całe miejsce zamieniło się w gęstą od ludzi, rozmów i muzyki przestrzeń, sprzyjającą spontanicznej socjalizacji.
Czerwone Słońce serwuje piosenki brzmiące świeżo, współcześnie i lekko. To jeden z tych zespołów, o których za kilka lat będziemy mówić, że słuchaliśmy ich zanim jeszcze byli znani. Grupa powstała z inicjatywy basisty Kamila Kuliga, który zaprosił do współpracy wokalistkę Karolinę Fryt obdarzoną ciepłą, otulającą barwą głosu oraz silną osobowością sceniczną.
Młodzi sami piszą muzykę i teksty swoich piosenek oraz prężnie działają w social mediach. Klub Pod Jaszczurami był idealnym wyborem na jeden z debiutanckich koncertów – w końcu to tutaj występował Andrzej Zaucha, Zbigniew Wodecki czy Kora.
Media społecznościowe zabierają mojej generacji sporo czasu, ale jednocześnie są miejscem promocji. Dzięki nim Kraków stał się znany ze spontanicznych potańcówek na rynku, w których uczestniczą ludzie niemający pojęcia, kto jest ich organizatorem.
Wszystko działa na zasadzie efektu kuli śnieżnej. Do bawiącej się codziennie na krakowskim rynku grupy dołączają coraz to nowe osoby, tworząc wielki tłum imprezowiczów. Sama poznałam w nim turystów z Hiszpanii, Włoch oraz przyjezdnych z drugiego końca Polski.
Przyjeżdżają, bo na platformie TikTok zobaczyli filmiki z milionowymi wyświetleniami. Dzięki nim tańce na rynku stały się wizytówką miasta. Na pierwszy rzut oka wydaje się to piękną ideą – zabawa, reklama, poznawanie nowych ludzi – gdyby nie to, że niczego nie świadomi uczestnicy stają się częścią antyukraińskiego dyskursu prowadzonego przez jednego z organizatorów wydarzenia.
Jego celem ma być pokazanie, że wojna w Ukrainie to nie jest sprawa Polaków, a Ukraińcom nie można pozwolić na zawłaszczenie rynku. Jak widać, każdy kij ma dwa końce, a nawet zwyczajny taniec potrafi przyjąć polityczny obrót. Mimo to spontaniczne dyskoteki i koncerty pozostają przede wszystkim przestrzenią spotkań młodych, którzy wolą spędzać czas w realnym, a nie wirtualnym świecie.
Ilustracja: Czerwone Słońce