PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Subiektywnie

Teraz na nas zagłada

Witold Bereś
Subiektywnie Witold Bereś

Zegar zagłady tyka.

Przełom stycznia i lutego to w Polsce zawirowanie wokół prezydenta Trumpa, marszałka Czarzastego i ambasadora Rose. Dokładnie w tym samym czasie niemal bezszelestnie przemknęła przez media kolejna zła wiadomość: Zegar Zagłady znów został przesunięty. Paradoksalnie obie sprawy są z sobą powiązane.

1.

Zegar Zagłady nie mierzy czasu w zwykłym sensie. Mierzy ryzyko – i w tym znaczeniu staje się publicystycznym barometrem świata, symbolem skupiającym w jednym obrazie to, czego nie da się zamknąć w tabelach: napięcia nuklearne, wojny, kryzys klimatyczny, dezinformację oraz erozję zaufania między państwami. Każde drgnięcie wskazówki jest krótkim, lecz niezwykle donośnym zdaniem o stanie cywilizacji.

Według naukowców skupionych wokół amerykańskiego Bulletin of the Atomic Scientists od 27 stycznia 2026 roku do symbolicznego końca ludzkości dzieli nas już nie 89 (jak w roku ubiegłym), lecz 85 sekund. Stworzony w 1947 roku zegar miał być ostrzeżeniem i przypomnieniem, że największe zagrożenia dla cywilizacji nie są dziełem natury, lecz człowieka – jego broni, technologii, polityki i krótkowzroczności. Północ na tym zegarze oznacza moment, w którym Ziemia staje się niezdatna do życia, a każde przesunięcie wskazówki jest nie tyle prognozą, ile moralnym komentarzem do epoki.

2.

Historia zegara zaczyna się w cieniu Hiroszimy i Nagasaki. Jesienią 1945 roku euforia zwycięstwa szybko ustępuje przerażeniu, a naukowcy Projektu Manhattan uświadamiają sobie, że technologia wyprzedziła politykę i że ktoś musi społeczeństwu wytłumaczyć konsekwencje epoki atomowej. Tak powstaje Bulletin of the Atomic Scientists, a dwa lata później jego najsłynniejsza okładka. Autorką graficznej metafory zostaje Martyl Langsdorf, która ustawia wskazówki na siedem minut do północy – częściowo z powodów estetycznych, lecz przede wszystkim po to, by wyrazić śmiertelnie poważną prawdę: świat po 1945 roku żyje w trybie odliczania. Nie jest to narzędzie straszenia, lecz próba mówienia prawdy w epoce, która po raz pierwszy uzyskała zdolność samozagłady.

3.

Powie ktoś: Zegar Zagłady ustawiany ręcznie przez człowieka to przejaw histerii. Ale po pierwsze – ustawia go na podstawie szeregu badań zespół czołowych naukowców zajmujących się sprawami międzynarodowymi, a po drugie – nie zawsze tak było.

Najdalej od katastrofy wskazówka cofnęła się w 1991 roku, gdy ustawiono ją na siedemnaście minut przed północą. Upadek muru berlińskiego, rozpad Związku Radzieckiego oraz realne ograniczanie arsenałów nuklearnych stworzyły jedyny w historii moment, w którym ludzkość wyglądała tak, jakby potrafiła się zatrzymać. Świat nie stał się nagle bezpieczny, lecz po raz pierwszy od dekad logika zagłady przestała dominować nad logiką współpracy. Nadzieja okazała się jednak krótkotrwała. W kolejnych latach wskazówka zaczęła powoli wracać ku północy: dziewięćdziesiąt sekund w 2023 roku, osiemdziesiąt dziewięć w 2024 i wreszcie osiemdziesiąt pięć dziś – najbliżej końca w całej historii zegara.

Zanim jednak pojawiła się nadzieja 1991 roku, świat zdążył już raz zajrzeć w otchłań. W 1953 roku wskazówka znalazła się zaledwie dwie minuty przed północą po detonacjach bomb wodorowych przez Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Była to broń innej jakości – nie niszcząca jedynie miast, lecz zdolna zmieniać geografię. Na Pacyfiku w 1952 roku zniknął atol, rozświetlony światłem jaśniejszym niż dzień i pochłonięty przez wrzący ocean. Rok później w Kazachstanie Związek Radziecki przeprowadził własny test termojądrowy, mniejszy, bardziej „techniczny”, ale już realnie użyteczny militarnie. Od tej chwili stało się jasne, że nie jest to broń służąca wygraniu wojny, lecz taka, która czyni jej wygranie niemożliwym.

Najgroźniejszym momentem późnej zimnej wojny okazał się jednak rok 1983. W nocy z 25 na 26 września podpułkownik Stanisław Pietrow pełnił dyżur w radzieckim systemie wczesnego ostrzegania, gdy komputery wykazały start amerykańskich rakiet balistycznych. Procedura nakazywała natychmiastowe zgłoszenie ataku, co niemal na pewno doprowadziłoby do nuklearnego odwetu. Pietrow uznał jednak alarm za błąd i nie uruchomił łańcucha decyzji prowadzących do katastrofy. Miał rację: satelity pomyliły odbłysk słońca na chmurach z wystrzeleniem pocisków. Świat przetrwał, ponieważ jeden człowiek zawahał się wystarczająco długo. Nie otrzymał za to medalu, lecz naganę. Dopiero po latach nazwano go człowiekiem, który uratował świat.

4.

We współczesnych ocenach ryzyka pojawia się dziś dodatkowy czynnik: erozja przywództwa zdolnego do podtrzymywania ładu międzynarodowego. Wielu analityków wskazuje w tym kontekście na polityczne dziedzictwo prezydentury Donalda Trumpa jako zjawisko, które zauważalnie osłabiło architekturę bezpieczeństwa budowaną po 1945 roku. Nie chodzi jedynie o pojedyncze decyzje – choć wycofywanie się z części porozumień międzynarodowych, podważanie sensu sojuszy czy transakcyjne traktowanie zobowiązań wobec partnerów mają realne konsekwencje – lecz o głębszą zmianę logiki polityki: przesunięcie od stabilizującego przywództwa ku nieprzewidywalności, od instytucji ku osobistej woli, od wspólnoty bezpieczeństwa ku retoryce siły. W świecie nuklearnym sama niepewność staje się czynnikiem strategicznym, ponieważ system odstraszania działa tylko wtedy, gdy strony zakładają racjonalność przeciwnika. Gdy znika przewidywalność, rośnie ryzyko błędnej kalkulacji, a historia epoki atomowej wielokrotnie pokazywała, że to właśnie pomyłki – nie intencje – prowadziły świat najbliżej katastrofy. Z tego powodu część badaczy uznaje ostatnie lata za moment rozszczelnienia norm, które przez dekady ograniczały eskalację: norm dyplomacji, trwałości sojuszy i szacunku dla instytucji międzynarodowych. Nie oznacza to jeszcze upadku powojennego ładu, lecz stanowi wyraźny sygnał, że jego trwałość nie jest dana raz na zawsze. W logice Zegara Zagłady znaczenie ma bowiem nie tylko liczba głowic nuklearnych czy tempo zmian klimatycznych, lecz także jakość politycznego rozsądku – a ta przestaje być dziś zasobem pewnym.

Dlatego wskazówka znajduje się tak blisko północy: zagrożenia nakładają się na siebie, tworząc układ znacznie groźniejszy niż każdy z nich osobno. Wojna i nuklearne groźby, rozpad systemów kontroli zbrojeń, kryzys klimatyczny, nieprzewidywalny rozwój technologii oraz dezinformacja podważająca zdolność społeczeństw do racjonalnej reakcji składają się na obraz systemowej niestabilności świata. Nie stoimy nad przepaścią z powodu jednego błędu, lecz dlatego, że słabną mechanizmy, które dotąd powstrzymywały upadek.

5.

W tym sensie głos sprzeciwu każdej liczącej się osoby, wobec tego rozchwiania (tak jak sprzeciw marszałka Czarzastego wobec kandydatury prezydenta Trumpa do pokojowej Nagrody Nobla) jest krokiem we właściwym kierunku. I nawet nie chodzi w tym wszystkim o dzielenie włosa na czworo i mozolne ustalanie faktów, czy i jakim wojnom zapobiegł nominowany do tej nagrody. Ani o zasady dyplomacji (co i jak wypada powiedzieć). Ani nawet o kwestię smaku – choć w kategoriach norm ogólnoludzkich samochwalstwo do sześcianu powinno się spotkać – w najlepszym wypadku – z drwiącym milczeniem zażenowania.

Chodzi o coś poważniejszego – ogromna część wyborców jest przerażona destrukcją światowego ładu. I z nadzieją wypatruje znaku i ludzi, którzy ujmą się za nimi i za światem, w którym wielcy tego świata nie boją się powiedzieć prawdy, nawet ryzykując potępienie.

To w gruncie rzeczy – tak jest na pewno w Polsce, ale wierzę: i w całym świecie – głos ogromnej rzeszy obywateli, którzy czują się dzisiaj zaszczuwani przez agresywne, nienawistne grupy maszerujących przez świat na skróty w rytm wojskowych marszów.

Osiemdziesiąt pięć sekund pozostaje więc nie tyle odliczaniem do końca, ile pytaniem o przyszłość. O to, czy umiemy się o nią upomnieć.

*

Zegar nie podaje daty katastrofy i nie przesądza losu świata, lecz przypomina, że historia nie jest jednokierunkowa. Skoro w 1991 roku potrafiliśmy się cofnąć, to znaczy, że wskazówka może jeszcze drgnąć w drugą stronę. Nie zrobi tego jednak sama – bo Zegar Zagłady, jak wszystko w tej opowieści, zależy ostatecznie od decyzji ludzi.